Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 239 326 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Urodzinowy Weekend

piątek, 25 maja 2012 2:39

 

 

Nie żałuję wydawać pieniędzy, które zarabiam (zasilanie kont kekarzy i farmaceutów JEST jedynym wyjątkiem~!) A właściwie, sprawia mi to wielką satysfakcję i oscyluje w granicach wielkiej, chwilowej radości. A urodziny to dobry czas na robienie większych i częstszych zakupów. Trzeba poświętować kolejny rok mądrości ;D

 

 

Tak mniej więcej spędziłam zeszły weekend.

 

 

 

 

Mopsa (jeszcze) nie kupiłam, ale znalazłam sklep z jego "asortymentem" ^^

 

 

 

 

dużo pracy, którą lubię ale bywa bardzo męcząca psychicznie i fizycznie,  pozostawia swoje piętno na twarzy, a zwłaszcza pod oczami. Duży upgrade od zeszłego roku - Innisfree (które nadal częściowo uzywam) zamieniłam na SKII ^^

 

 

 

 

jeden z gratisow - błyskotka z kryształem Swarovskiego

 

 

 

reszta gratisów obejmowała mini wersje 7 różnych produktow SKII, maseczka wybielająca oraz 2 kosmetyczki.

 

 

a w zasadzie kupiłam krem pod oczy oraz "facial treatment essence", coś w rodzaju toniku.

 

 

 

 

nie posiadam karty Hyundai'a, więc nie przysługiwał mi bon na zakupy, ale dostałam bilet do kina na "Wszystko o mojej żonie" - podobno bardzo dobry. Obejrzymy, zobaczymy.

 

 

 

 

nie mogłam się zdecydować który z tych perfum kupić, więc kupiłam 3...mini wersje^^

 

 

 

 

ochrona przed słońcem jest ważna, ale jest to dodatkowy element chemiczny na twarzy, więc czasem (zwłaszcza wieczorem) lubię nałożyć BB krem bez SPF, o co trudno w Korei, ale udalo mi się takowy znaleźć z dużą iloscią załączonych próbek^^

 

 

 

 

po zakupach trochę zmęczona odpoczeęłam w suszarni:)

 

 

 

 

a potem wesolo potruchtałam do Bau-House'u, ktory nie jest już w HD tylko przeniósł się na Hapdziong (합정).

 

 

 

Dalmaczyki wiecznie razem i wiecznie spłoszone.

 

 

 

 

jeden z moich ulubieńców, Bau:D

 

 

 

koleżanka z pracy zaprosiła mnie na swój koncert hegymowy (haegeum - tu link) w pałacu Un-Hjon (strona pałacu)

 

 

koncert akurat odbywal się w moje urodziny *^_^*

 

  

 

 

potem obejrzałyśmy paradę z okazji urodzin Buddy (chociaz to dopiero 28 maja)

 

 

 

 

lampioneczki^^

 

 

 

pączki lotosów

 

 

 

i najbardziej rozbrajający moment - mnisi i ich młodzi podopieczni

 

 

 

 wniebowzięty gibbon^^

 

 

serce 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

uroDZIEN :)

niedziela, 22 maja 2011 11:46

 

 

 

 

panda do schrupania.:P

 

 

Musze przyznac, ze dni bezposrednio polaczone z moim dniem urodzin obfitowaly w male ale jakze radosne niespodzianki. Poza jedna "niespodzianka"...

Moze zaczne od tej pierwszej, nienajlepszej. W czwartek do poznej nocy siedzialam nad roznymi sprawami, i jak zwykle przy otwartym oknie (nareszcie lato!) i okolo 1ej w nocy, siedzac na lozku, 6y zmysl mnie tknal i kazal zblizyc sie do okna a na parapecie za oknem, mimo iz bylo ciemno (moze i db) zobaczylam cos czarnego, wielkosci polowy mojej dloni i...ruszajacego sie! Natychmiastowy odruch zatrzasnal okno, ktore odwarzylam sie otworzyc dopiero w sobote kolo poludnia. Oczywiscie spac w nocy nie moglam, majac wrazenie ze cos po mnie lazi. Nie moglam tez przestac myslec, ze moze to cos poprostu juz WYCHODZILO odemnie po malej - znoszacej jaja - wizycie?? Poniewaz pokoj jest maly, a nie lubie suszyc wypranych rzeczy na korytarzu, na ktorym czesto smierdzi papierosami, wymyslilam zeszlego lata, ze przyczepie hak na parapecie za oknem a na haku bede zawieszac mini suszarke z przyczepionym praniem. Dzieki temu, moje ciuszki zawsze byly db przewietrzone i sloncem wyprasowane:) Natomiast gdy sobie uswiadomilam, ile razy jeszcze o zmierzchu, moje pranie sobie wisialo oparte o sciane(!!) budynku i ile razy robactwo moglo sobie oprzec swoje cialko na miekkich majteczkach, to zamarlam! O_O Karaluchy to rzecz normalna w Azji. Nastepnego dnia w szkole moje klasowe Sajgonki zupelnie niewzruszone, powiedzialy, ze w Wietnamie jest MASA karaluchow. No i sa. W pracy, tez wiekszego wrazenia na nikim to nie wywarlo, zostalam nawet zapyatna "jakiego rodzaju byl to karaluch?" i "czy mial dlugie czulki?" O_O a co za roznica?!!?

Tak wiec w dzien urodzin obudzilam sie przyduszona starym powietzrem (ach tak, zapomnialam dodac do "30u faktow", ze wietrzenie pomieszczen w ktorych sie znajduje to moja kolejna obsesja) a w zw z deszczem za oknem, zaduch w pokoju sie zintensyfikowal. Cale szczescie piatki od rana do poznej nocy jestem za domem. Ale, tegoz urokliwego poranku, zauwazylam rzecz niesamowita. Moj baby-Baobab, ktory w grudniu zostal niestety troche przelany i stracil wszytskie liscie, przez co pare tygodni temu spisalam go juz na straty, wypuscil kilka zielonych kikutkow!!^^ Uwazam to za troche przewrotny i z podtekstem prezent urodzinowy od zycia..., ale bardzo mi sie podoba! ;D

 

 

 

male, zielone "hello i 100 lat!" (cos czuje,ze mnie przezyje... ;-))

 

A o godzinie 10;35 dostalam sms'a; 올가VVIP님!생일축하드려요^^이니스프리 매장방문시 전품목40%혜택증정!! Urodzinowe zyczenia od mojego ulubionego sklepu kosmetycznego, INNISFREE, z informacja o 40% znizce na zakupy. Radosci co niemiara, gdyz 2 miesiace temu zaczelam odkladac na prezent dla siebie samej wlasnie w INNISFREE, wiec chyba wszyscy rozumieja jak sie ucieszylam! Do tego jestem VVIP a przeciez o piosence Seungri z tym tytulem pisalam pare miesiecy temu :D ㅋㅋㅋ!

Tak wiec w sobote poszlam na WIELKIE ZAKUPY, do mojego ulubionego INNISFREE w Sinchon (신촌) -  dlaczego akurat w tej dzielnicy? Raz, ze jest najblizej mnie a po drugie w tym akurat sklepie do kazdego rachunku dostaje sie specjalna pieczatke, i gdy sie zbierze takich 3 dostaje sie jakis mini zestaw aktualnych bestsellerow. Tak wiec nie dosc, ze rabat urodzinowy, to jeszcze 3 zapieczetowane rachunki - pani przy kasie usmiechnela sie bardzo szeroko ^^

 

 

 

moja wysepka(*-*)

 

A jesli mowa o prezentach to przygotowalam dla siebie jeszcze kilka atrakcji, ale one dopiero nastapia wiec by nie zapeszac, narazie nic nie powiem ^^

Mila niespodzianka czekala na mnie przed drzwiami, w czwartek wieczorem. Od mamy i babci dostalam pakiet z zegarkiem (w 30 faktach, wspomnialam iz od liceum zegarka nie nosze..) oraz ciasto z kajmakiem (przypomnial mi sie smak Wielkanocy~) !!serce

 

 120 lat, Gibbonie!!!

 

:8

 

 p.s. na misskorea troche zdjec :)

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

kołdry

sobota, 12 lutego 2011 14:08

 

Parę tygodni temu kupiłam kołdrę! Niebieską w żółtawo-zielone kwiaty. nie jest to moja wyśniona kolorystyka, biorąc pod uwagę fakt, że mamy zimę i w moim pokoju – zwłaszcza nocą,- jest to odczuwalne. Moim ideałem byłaby słoneczno-żółta kołdra w fioletowo-różowe kwiaty z odrobiną zieleni. Albo czerwono-czarna! Nie ma co, ważne żeby była ciepła i jest! O zestaw kolorów będę się martwić, gdy będę „wprowadzać posag” do domu męża ; )

A propos kolorów na kołdrze, nasuwa się pytanie; a czemu martwić się kolorem kołdry, nie lepiej poszukać fajnych poszewek?

Nie w Korei. Przynajmniej ja się z tym do tej pory nie spotkałam. Tutaj poszewka jest zarazem kołdrą. Poduszki już nie konicznie. Ładne powłoczki(???) na poduszki -,bawełniane,  miękkie i w ładnie nasyconych kolorach, przysypane nie-agresywnym (o co czasem trudno) koreańskim dizajnem kwiatowym-, przy największych przecenach jesienno-zimowych można było kupić już od 2,000łonów (czyli ok. 4zł). Dodam, że produkcji nie-chińskiej, co dla mnie ważne, skoro mam przez kilka godzin w nocy opierać twarz o nią~~

Ale wróćmy do kołder, bo pod pewnym względem temat b. mnie „.fascynuje”. U mnie w rodzinie, przede wszystkim, prało się poszewki, kołdry rzadziej. Teraz uważam, że ta metoda jest ciut przedpotopowa – to, że poszewka się brudzi – wiadomo, ale do kołdry też dochodzą najróżniejsze „zapachy” , bakterie z przeziębień, kurz itp., itd. Więc wydawałoby się, że koreański sposób brzmi o wiele higieniczniej…O higienie i czystości Koreańczyków nie chcę się teraz rozpisywać (są i +y i – y), ale jeżeli chodzi o kołdry moje pierwsze doświadczenie w tej dziedzinie sięga  2 lat wstecz, pierwsze 2 dni w Korei, gdy trafiłam do hasuk-dzip (coś jak stancja), zostałam zrzucona do „pokoju” w piwnicy i pani przyniosła mi kołdrę. Nie wyglądała na niedawno krochmaloną. Ani nawet na praną w ost kilku miesiącach… Zapach wskazywał na „innego spacza”…! Nie chcąc obarczać się problemem z bariera językową u podstawy, wytłumaczyłam sobie, że pewnie długo leżała gdzieś w szafie, może trochę wilgoci się dostało no i w ogóle zapach w hasuku był bardzo „swojski”, więc pewnie to też miało wpływ na stan kołdry. Przy najbliższej okazji (gdy już opanowałam 2 przyciski w pralce) wyprałam ją. Po miesiącu przeniosłam się do gosiłonu, gdzie byłam zmuszona kupić własną kołdrę (którą potem zostawiłam, no bo jak zmieścić ją w walizce~~?). Gdy we wrześniu 2009 wróciłam do Korei, znowu zamieszkałam w hasuku (innym) i…podobna historia. Zaledwie po miesiącu przeniosłam się (znowu) do gosiłonu (w którym jestem do dziś) tyleże tutaj na każde łóżko przypadała kołdra, poduszka, „materac” i narzuta. I podobna historia z kołdrami… L poszłam do „schowka” w którym był skład kołder i…żadna nie pachniała, nawet odległą, świeżością~~ Gdy w marcu zeszłego roku zostałam rekonwalescentką w małej świątyni w Pusanie, mnich przydzielił mnie do pokoju i, pomimo iż  na materacu już leżały przykrycia, przyniósł kolejne mówiąc; „Koreańczycy nie specjalnie dbają o to by każdy miał swoją kołdrę, ja uważam że ta część czystości jest ważna” (zgadzam się i popieram!!!). I stało się jasne, że moje „smrodliwe” obsesje nie są jakąś moją paranoją ale faktem! ~

Kołdry w Korei to nie tylko przykrycie podczas snu, czy też ograniczone do używania w łóżku. Kołdra towarzyszy podczas oglądania TV gdy  pomimo ogrzewania podłogowego nadal jest zimno. Towarzyszy paniom w mniejszych sklepach z odzieżą, gdzie z ogrzewaniem gorzej. Towarzyszy paniom co zimą sprzedają warzywa, ryby na ulicy (!!). Na łóżko, pod kołdrę (co db widać w serialch!) można bez problemu wskoczyć w ciuchach, ba!, nawet w kurtce i szaliku (gdy czeka się, już gotowym do wyjścia, na sygnał od randki).

A samych sklepów z kołdrami, w mojej dzielnicy jest z 6 (pewnie więcej, ale te rzucają się w oczy); znajdzie się każda grubość, każda jakość, każdy kolor, każda wielkość, każdy materiał i  każda cena. Biznes ma się db, w końcu kołdrę którą kupiłam w zeszłym tygodniu nabyłam w tym samym sklepie co 2 lata temu. Tamta była po przecenie, obecną kupiłam po o3manej zniżce J

I a propos kołder, przypomniałam sobie o dokumencie który oglądałam z 5 lat temu pt.” Chińskie kołdry” http://www.planete.pl/dokument-chinskie-koldry_7734 .

Tak na marginesie, skoro jesteśmy przy temacie kołder 

Polecam!

A oto moja kołdra :)

Pod względem „czystości”, higieny osobistej Korea co i rusz czymś mnie zaskakuje, ale o tym innym razem. 

życzę ciepłych snów

serce



 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: kołdra

komentarze (1) | dodaj komentarz

obrazkowo

sobota, 22 maja 2010 6:23


Nastały pysznie gorące dni. Dziś, np. jest 28 stopni przy niewielkim zachmurzeniu i co ważne, nie ma wilgoci ^^ (jutro niestety to się zmieni...) Wczoraj były urodziny Buddy, a przedwczoraj moje. I niestety w dniu swoich urodzin humor mi nie sprzyjał... m.in dlatego, iż nawet esemesa nie dostałam od osoby od której spodziewałam się dostać jakies zyczenia~~;-( no i jeszcze parę innych pierdół. nieważne! Było-minęło! Jakoś to przeżyłam.

Pomimo ciągle nienajlepszej sytuacji finansowej, zrobiłam ostatnio (i kilka tygodni temu) trochę zakupów tzn. rzeczy NAJPOTRZEBNIEJSZE:
Do niedawna korzystałam z naczyń jakie znalazłam w kuchni, aż w końcu stwierdziłam, że czas mieć "własną michę"! I akurat w (moim ulubionym) DAISO znalazłam dość ciekawe miseczki. Tanie, pomimo produkcji japońskiej (2000 łonów za jedną= ok 4,50 zł). Z plastiku ale nadające się do mikrofali i nadające się do spozycia (tzn. nie dosłownie, ale jest to ..."db jakości plastik",nie toksyczny~~?nie wiem jakie jest fachowe okreslenie na to...; /) czyli jedząc z miski nie będziemy sie truć ;-)

 Ta miska jest jakby glazurowana, z obrazkiem skaczących po polu królikami :)

 Tu 2 miski - na pierwszym planie ta z królikami a dlaje nieco głębsza i matowa, bez żadnych rysunków.

 Pierwsze truskawki w tym roku jadłam u mnicha w Pusanie i od tamtej pory staram się raz na tydzień schrupać kilka :) W towarzystwie kiwi ciekawiej się prezentują(*-*)

 Poezja kuchenna?? Parę tygodni temu znalazłam taki kubek z tym oto przeuroczym "wyznaniem"~~ u nas w kuchni...I ile razy go sobie oglądam, chętnie "interpretuję" jego treść na nowo *^_^*
Jakies pomysły?? ;-) Konglish jest rozbrajający!

 A propos piesków, najlepszych przyjaciół człowieka, wracając któregoś dnia ze szkoły zajrzałam przez szybę "psiego fryzjera" i...niewiem czy db widać na tym pomniejszonym zdjęciu, ale...pies był mocno przerażony i jak na szpilkach (pomimo,tego iż trzymany był za wszystkie łapy...)... Pani była bardzo ostrożna i delikatnie maszynka przejeżdżała po skórze wokoło "pierścionka" niemniej...groźnie to wyglądało!

 A niedaleko mojego domu jest sklep zoologiczny, przed którym (bez względu na pogodę!) wystawione są króliki. Zawsze 2 i co drugi dzień inne...
Codziennie do nich zaglądam, czasem nawet wlewam im wode przez kraty gdy mają pusto w misce i chętnie bym conajmniej jednego  wzięła... A wczoraj nawet mi sie śniło, że ukradłam rudego królika z "psiej kawiarni" (jest tu taka kawiarnia, gdzie psy latają między klientami, jeszcze tam nie byłam ale bardzo mi się ten pomysł spodobał!) który potem zrobił się dość małą i ciężka maskotką a potem zniknął~~

 Krowa na drodze!

 A to mój nowy mpman. Nie drogi zakup, chociaż trochę nadprogramowy. A wszystko dlatego, iż mój (a dokładnie mojej koleżanki) stary mpman się rozparcelował. Otóż 2 tygodnie temu, będąc na moim wieczornym spacerku pomyślałam;" cudna pogoda, może by troche pobiegać po lesie (parku~~)" . No i tak pobiegłam, że mp3 mi wypadło z kieszeni  i się roztrzaskało... Pozbierałam resztki, ale jego główna część przepadła gdzieś w krzakach. A ja  chodzę na piechotę do szkoły i spowrotem, i zajmuje mi to ok 3 godzin w sumie, więc słuchanie muzyki w tym czasie uważam za bdb pomysł...0:-) Więc następnego dnia, po szkole, na  Ide (이대) kupiłam tę różową krówkę : )

Ok, narazie to tyle.
Do usłyszenia niedługo!
serce



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

kitty project

niedziela, 09 maja 2010 17:10


Siedzę nad projektami czyli rysuję, obrysowuję, dorysowuję, przerysowuję, dopieszczam, odrzucam, przypieszczam, analizuję, oceniam, dodaję, odejmuję..itp : )  Nie robiłam tego już jakiś czas (nie powiem ile w latach to jest~!), więc ręka na nowo musi się przyzwyczaić.
Złożyć projekty muszę do końca tygodnia więc mimo, iż mam sporo do napisania i do podzielenia się na blogu, raczej żadnego "wypracowanie na temat Korei" w tym tygodniu nie nastukam.
Tymczasem chwalę się kredkami, jakie jakis czas temu kupiłam.(*-*)

 Tak! Kredki HELLO KITTY! A co?!  : )


 12 kolorów, których nie wzięłam z Polski... ; )



Kosztowały 3600 łonów, czyli ok 8 zł~!! O_O


serce


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

łelbijing MADE IN CHINA ^^

piątek, 29 stycznia 2010 6:00


Dorastając uczymy się od rodziców, dziadków co należy jeść, kupować i na co zwracać uwagę przy realizacji obu tych czynności; jakość, cena, miejsce pochodzenia~~ Żadna tajemnica, że od lat świat zalany jest produktami Chińskimi i gdyby ten zalew odbywał się jeszcze 200 lat temu nie musielibyśmy martwic się o jakość tych produktów, natomiast to z czym teraz MADE IN CHINA się nam kojarzy, wie chyba każdy...
Żyjąc 'bez pomocnie' w Korei muszę conajmniej 2 razy zastanowić się zanim coś kupię, a to dlatego że i tutaj produkty Chińskie dominują a nie zawsze znaczek nas o tym informuje...! Jest cała masa produktów koreańskich i japońskich, ale jedne są droższe od drugich a mnie (w chwili obecnej~~)nie zawsze na nie stać. :-/ Dlatego chwilowo machnęłam ręką na jakość (ale tylko chwilowo!) i zaopatruję się w dwóch "tanich" sklepach; DAISO (o którym juz kiedys pisałam) i  "999Wiselect". Dla przykładu; zima to pora mandarynek i 5 sztuk (pochodzenia z koreańskiego) kosztuje 1000łonów czyli ok 2.50. 6 sztuk jajek kurzych lub 12 przepiórczych - 1000łonów. Zielona dynia - 1,400 łonów.
1 jabłko....-1000 łonów. I szok dziesięciolecia; 5 marchewek - 3000 łonów czyli ok 6 zł!!!!! O_O Mięsa nie lubię więc nie kupuję, pozatym Korea, jesli idzie o jakis rodzaj mięsa (chyba krówka, ale nie wiem~~), jest zaopatrywana przez Stany Zjednoczone i 2 lata temu afera sie rozpętała tutaj z tego powodu gdyż amerykańskie mięso nie szczyci sie jakością ale jest znacznie tańsze od koreańskiego - wiadomo~
No ale nic. Ja stałam się fanką "ramjon" (...) czyli makaronu instant, który tutaj jedzą wszyscy, wszędzie i o każdej porze. Ale o ramjon może jeszcze kiedys napisze, bo to fenomen jak dla mnie!! ^_^
Ostatnio zużyłam (czyli zgubiłam lub użyłam do czegoś innego niż jedzenia...itp) swoje pałeczki bambusowe (MADE IN VIETNAM) więc podskoczyłam do "DAISO" w poszukiwaniu następnych i...znalazłam; 4 sztuki, 1000 łonów (2,50) z wesołym króliczkowym dizajnem, MADE IN CHINA (trudno...to tylko bambus..!). ALE, rozbroił mnie napis na opakowaniu:

 Oto pałeczki... : )

 Tu "króliczki ryżowe" z bliska...serce

 ....a tu z bliska napis, informujący mnie że nie tylko pałeczki są "łelbijing", ale są też ...łyżeczkami do herbaty..! *^__^*

serce


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

herbata

środa, 23 grudnia 2009 3:49


serce


Od lat pijam zieloną herbatę, głównie japońską "sencia" (煎茶). Natomiast gdy jestem zaziębiona mój organizm domaga się 'czarnej'. I jeżeli chodzi o czarną, to też musi być z Chińskiego krzaka, nie z Indyjskiego. Nie mam nic do Indii, żeby było jasne! Poprostu Indyjskie herbaty sa dla mnie zbyt cierpkie, osadzają się na języku i na zębach i, jak dla mnie, są zbyt "perfumowane".
Będąc w Korei można by pomysleć, że skoro od 2000 lat ma 'bliskie' kontakty z Chinami i od ok. 1500 lat z Japonią - "kultura herbaciana" nie jest im obca. Ba! Koreańczycy rónież mają ceremonię herbacianą zwaną 'DARJE' (다례 - 茶禮). Chyba już kiedys wspomniałam o tym, że  Koreańczycy wszystko co nie jest mięsem i co można zalać wrzątkiem wrzucają pod znak herbaty (). Tak więc stojąc w sklepie przy półce z 'herbatami' mam do wyboru; kukurydzianą, sezamową, imbirową, zieloną z ryżem (bardzo tu lubiana!), żeńszeniową, ze słodkiego ziemniaka, chryzantemową, zieloną zwykłą i jeszcze sporo innych i...na ogół czarnej nie spotykam. Chyba że jakąś 'Darjeeling' czy inna Indyjską, ale nie w każdym sklepie. Owszem, mogę pójść do dobrego sklepu ale cena  na moją obecną kieszeń nie będzie zbyt dobra. Dlatego, do tej pory, kupowałam czarną herbatę za 1000 łonów (ok 2,50 ^^) w sklepie DAISO, który jest "pochodzenia" Japońskiego. Można w nim kupić praktycznie wszystko co do domu potrzebne i w dodatku więksość cen jest od 1000 do 3000 łonów. Do tego sklep jest tuż pod moim nosem! Ale od 2 tygodni, (wtedy kiedy zaczęło sie moje przeziębienie) czarna herbata w DAISO zniknęła z półki. Po kilku dniach sprawdzania czy już wróciła na swoje miejsce, poddałam się i zaczęłam "szukać czarnej herbaty w Seulu". I odkryłam jak mało znaczącą rolę ma czarna herbata - przynajmniej w moim okręgu. W większości sklepów poprostu jej NIE MA. Jedna sprzedawczyni gdy ją o 'czarną' zapytałam, uśmiechnęła się pobłażliwie i leniwie odp, że "nie mamy :-)"
W innym sklepie pan najpierw odpowiedział, że "nie", ale zamyślił się na moment poczem pokazał mi... granulowaną herbatę Lipton. O_O
Widząc, że nie "kręci" mnie to, wskazał na okno gdzie stał sobie Lipton w torebkach - juz lepiej, ale Lipton to Indyjska 'czajka'~~~~ do tego 3 razy droższa od tej z DAISO!
Tak więc chorobę przeszłam pijąc rozgrzewającą się 'herbatą' imbirową na przemian z 'herbatą' judzu. Dopiero wczoraj, gdy już chwalebnie powróciłam do chodzących i do YBM, przypomniałam sobie że w pobliżu szkoły też jest DAISO. Poleciałam zaraz po zajęciach i zobaczyłam z 5 opakowań  -  wzięłam jedno, ale chyba jutro 'na wszelki wypadek' dokupię jeszcze 2!;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jesienna Judzia

niedziela, 15 listopada 2009 7:00


W Korei zaczęła się porządna jesień, którą nawet czuję w pokoju...
Kiedyś Lia pisała o takim Koreańskim dżemie miodowo-pomarańczowym  z którego robi się napój. No więc ten "pomarańczowy" nazywa się "judzia"(유자) od nazwy owocu,(spopularyzowana japońska nazwa owocu "judzu" - ゆず - 柚子)  który przypomina cytrynę ale ma nieco inny kształt, kolor bliższy pomarańczy, a w smaku jest czymś pomiędzy + trochę grejpfruta (więcej TU), . Pełna nazwa Koreańska ; judzia cia - czyli herbata z judzi, chociaż w słoiku nie  ma ani grama teiny! Zauważyłam, że Hanguk saram (koreańczycy) nazywają herbatą wszystko co nie jest na bazie mięsa~~ Tak też w sklepie nawet można spotkać herbatę z czosnku...jeszcze nie próbowałam, ale napewno ten dzień nastąpi ^__^
Judzię bardzo lubię pić, zwłaszcza na zimno. Ale też bardzo lubię z tego rodzaju herbat imbirową - pycha i jestem potym rozgrzana i gotowa do działania, podczas gdy judzia świetnie gasi pragnienie.
Ostatnio w promocji (2 w cenie 1) zakupiłam 2 słoiki judzi.  Zapas na zimę a nawet na początek wiosny mam!



Moje dwa, duże słoiki judzi :-)


Tak to mnie więcej w środku wygląda - skórki judzi w galaretce miodowej.
Poza niebiańskim smakiem (palce lizać...można też, prosto ze słika też pycha!) jest świetna gdy dopada choroba, albowiem ma duuuużo wit. C.
W Gdańsku w "Galerii Bałtyckeij", są kuchnie świata - jeśli szukać u nas, to tam - polecam!

;-)(*-*);-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zielone sieroty

środa, 29 kwietnia 2009 12:05




Wczoraj kupiłam dwie sieroty.
Zielone sieroty.
Stały jako jedne z wielu w REALU - pół biedy w tym, ale ściśnięte jedna z drugą, niepodlane, wysuszone, niektóre gnijące! Rozumiem, że w tak wielkim sklepie trudno zając się każdym listkiem z osobna, no ale rośliny to nie puszka piwa, trzeba trochę zajrzec w liście!!
Kupiłam 2 roślinki z których jedna ma nazwę "mix roślin tropikalnych". Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to że na palecie na której stała Tropicana (dałam jej takie imię) stało z 10 innych kwieatów, bardzo różniące sie od siebie a wszystkie miały tę samą naklejkę "mix roślin tropikalnych" ... Próbowałam znaleźc jakieś info dot. pielęgnacji tych roślin w internecie ale ta nazwa wogóle nie funkcjonuje. Nawet na stronie producenta szukałam, ale jest tam wszystko od kontaktu i adres po najważniejszych klientów, ale o pielęgnacji roślin NIC! (jeśli się myle, proszę mnie poprawić)

serce



Impatiens mix II , zakładam, że to "Niecierpek"

serce




A to "mix roslin tropikalnych", w moim pokoju jest poprostu Tropicaną!

serce

A wogóle to te "mixy" w nazwach, tytułach itp nie podobaja mi się, takie byle jakie - nie wiemy jak zkwalifikować to poprostu MIX. Bleee!!




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

menu dla skóry

piątek, 10 kwietnia 2009 18:20




Zrobiłam trochę zakupów cały czas myśląc o 'kilogramach'  na jakie mogę sobie pozwolić przekraczając kolejne stepy na podniebnym wierzchowcu. |-o zZ... zZ... zZ... Część rzeczy kupię w Shilla Duty free, jak np. kimci, judzia czy czekoladki żeńszeniowe. Dla sióstr kupiłam stylowe pierdółki jak kolczyki, gumki, skarpetki a dla Mamy apaszkę (ostatni hit w Ihła!).
Dla siebie kupiłam mini zestaw maseczek z The Face Shop i inne słodkie wiszące duperele :-)
Mieszkając przez te 3 miesiące w samym centrum Seulu, moja skóra zaczęła dziwnie się "zachowywać".... (wyglądąć). Przez co prawie codziennie chodziłam do sklepów z kosmetykami i kupowałam maseczki. Rzecz w tym, że kupując nawet najmniejszą rzecz, dostawałam dużo różnych próbek przez co wybór kremu był łatwiejszy. (Moja Ziaja dobra na wszystko przestała mi w Korei służyc i podobnie mój podkład Clinique jaki nabyłam na lotnisku w Helsinkach... :-( ). I tak kupiłam nawilżający krem ryżowy z ceramidami (ale ze względu na ceramidy używałam go rzadko, żeby moja skóra nie poszłą na przedwczesne "wakacje" ;-) ) a potem "Calendula" też nawilżający oba kosmetyki w The Face Shop. Ta firma podobnie jak MISSHA i SKIN FOOD są cenowo bardzo do siebie zbliżone i bardzo przystępne, do tego stopnia że nie miałam  wyrzutów że zamiast na jedzenie wydaję na jedzenie dla skóry ;-) Kilka dni temu, będąc w Mjong Dong weszłam  do MISSHA  razem z tłumeme Japonek. Dużo za późno! Jak wróćę do Korei za kilka miesięcy to nawiedzę i MISSHA i SKIN FOOD nieco dogłębniej ^__^



serce~~serce~~~~Krem nawilżający Calendula~~~~serce~~serce




(*-*)~~@)-->-->--~~ Krem nawilżający z ryżowymi ceramidami ~~@)-->-->--~~(*-*)





:-)~~Maseczki (maski) z zielonej herbaty i z głębin morza (tej morskiej jeszcze nie próbowałam, ale Hong twierdzi że bdb!!)~~ :-)



~~serce(*-*)serce~~~~I mój HIT lutego, maseczka z sukdzihłang. Świetnie odświeża i nawilża, skóra tak jakby była świeżo po spacerku w sercu lasu!~~~~(*-*)serce(*-*)~~

...
Polecam, aczkolwiek jak wiadomo najlepiej samemu przetestować i dojśc do własnych wniosków.


~~~~~~


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

proszkiem o twarz

sobota, 20 grudnia 2008 1:32

Puder kupiłam. Puder sypki + fluid. Nie te, które zamierzałam kupić pierwotnie, gdyż będąc w Sephorze w Gdańsku nie mogłam sobie przypomnieć która 8 ka Clinique'a to była - dla cery mieszanej czy suchej?
20.45 dzwonię do eM w tej sprawie - bezskutecznie. Przecież od 20 do 21 streczuje swe ciało, a Sephora tylko do 21 nagina portfele.. ;-)

Wyszłam, przeszłam, weszłam.

To właśnie ja; jeżeli danego dnia miałam w planie cos kupić, to właśnie tego dnia muszę, chcę to mieć. Często bywa, że coś staje na przeszkodzie i wtedy właśnie kupuję substytuty. 

Weszłam do drogerii obok i kupiłam sypki + fluid = substytuty

O tym dlaczego zaczęłam używać tych " beży "następnym razem. Niby banał, nieistotny, co druga się maluje powyżej 20 roku życia. Ja jednak z tego tłumaczę się głównie sama przed sobą. Bo jestem nieszczęśliwa, że  t e r a z  niemlaże  m u s z ę  sypnąć proszkiem o twarz!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zakupów brak

piątek, 19 grudnia 2008 1:21


W pierwszym wpisie w kategorii 'zakupy' orzekłam, iż "prawie codziennie coś kupuję"|-o zZ... zZ... zZ... 
Owszem, było to prawdą do zeszłego miesiąca. Odkąd zaczęłąm na dobre zajmować sie wyjazdem żyję w 'między-czasie, między-świecie'. Więcej mnie w świecie wirtualnym niż realnym. A jeśli czasu mam więcej, przeznaczam go na sen gdyż po stresowym dniu trudno mi zasnąć a obudzić się jeszcze trudniej więc śpięę i śpięęę i śpięęęę... do południa. Przez co ze wszystkim jestem do tyłu a zakupy ograniczają się głównie do spożywczych.
Kiedy ja ostatnio kupiłam moje kochane "zwierciadło" i "Elle"?? Przestałam cokolwiek, poza stronami www, czytać więc i po co kupować?
Od miesiąca jestem w trakcie kupowania  pudru, wczoraj nawet poszłam do Douglasa ale  - oczywiście - czasu nie starczyło, trzeba było jechać (akurat teraz?!) i załatwiać WAŻNIEJSZE sprawy. (notabene, sprawy nie załatwiłam bo najważniejszego dok. nie wzięłam...! 60 minut w plecy - Douglas już zamknięty)
Od kilku tygodni ,w głowie, robię listę zakupów na wyjazd. A kupować to chyba będę razem z prezentami - 24.XII, bo wtedy przynajmniej będę miała wymówkę na bezkarne łażenie po sklepach (czy się mylę??). Chociaż obawiam się, że w 1 dzień i zakupów do K. i pod choinkę nie uda mi się zrobić... ;-(
Nie wiem, jak zdążę ze wszystkim formalnościami a co dopiero z zakupami!... Jeszcze kilka miesięcy temu 'hierarchia' była nieco inna; 'najpierw zakupy a jak starczy czasu to reszta :-)...'
Nie ukrywam, że ten mój 'porządek' rzeczy jest mi bliski i przyjazny, niechętnie hierarchię odwracam, aczkolwiek wiem że sporo db może z tej zmiany wyjść.

OK. Puder kupię jutro! I tu, na tym blogu sama siebie sprawdzę, na ile jestem w stanie dotrzymac tak dogodnej i ciekawej do spełnienia obietnicy.

Do dzieła, Gibbonello!;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

jestem dziewicą

poniedziałek, 03 listopada 2008 13:44



Jadąc do Faterlandu na początku września, zasłyszałam w radiu piosenkę 'inna niż wszystkie'. Oczywiście, każde szanujące się radio nie podaje nazwy kapeli czy też tytułu kawałku. Może i dobrze, bo w takim wypadku należy mocno zadziałać szarymi komóreczkami  by zapamiętały jak najwięcej z tekstu i melodii, by potem odśpiewać fragment w empiku...
Ja zapamiętałam fragment "mam 19 lat a na imie mam Lola/ jestem dziewicą..." (i to akurat początek piosenki). Po powrocie do domu(przez ponad 3 dni musiałam nieźle stymulowac pamięć, by ten cenny fragment nie uleciał z katarem) wrzuciłąm tekścik w google, wyskoczył mi youtube (proste!) i teledysk do piosenki "Lola", duetu KASIA i WOJTEK. A potem tylko trochę pomęczyłam ekipkę empikowa by wynaleźli mi płytunię ^_^  "Lola" była wałkowana przez conajmniej 3 dni. Co mi sie w niej podoba? Słowianskość! Bez nacjonalizmu, fanatyzmu - poprostu. Akordeonik i śpiew przypominający trochę zawodzenie Bułgarskich kobiet ( a więc bardzo Słowiańskie :-) ). Cała płyta, rzekłabym, bardzo ogródkowa. (Dużo warzyw i ziemii w rolach drugoplanowych) "Lola" kojarzy mis się z "Chłopami" Noblisty, "Bożą Podszewką" i ogólnie Polską wsią, a na tle 'naszych' narodowych wypocin typu FEEL i beatów rodem z Harlemu, Bronxu czy innej "czarnej" dzielnicy, jest to miłe orzeźwienie
]:->

Jeszcze 3 tygodnie temu strona .pl KiW działała... no nic. Kto lubi Kazika, polubi i Lolę. Kazik w żeńskiej inkarnacji ;-)




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś kupiłam...

środa, 08 października 2008 14:55


Prawie codziennie coś kupuję, (niekoniecznie do jedzenia ). Na ogół są to jakieś pierdoły, pierdołeczki ale bardzo przydatne na dany moment, dzień itp. :-)
Dziś kupiłam pierwszy numer mag. BLUSZCZ. Chciałam koniecznie jakąś gazetkę wrzucić do torby i jakoś to mnie zainteresowało, bo NOWE.
Pobieżnie przejżałam i wygląda jak pomieszanie "wróżki", "Przekroju" (Krakowskiego) i"Charakterów", ale w wersji dla kobiet chcących o drobinę więcej niż to, co o3mują co miesiąc w innych papierkach... (np. spory tu nacisk na literaturę).wiadomość

W tym numerze piszą: B. Wołoszański, J. Chmielewska, M. Niezabitowska, K. Groniec, H. Pawlowska, J.L. Wiśniewski i jeszcze trochę.

  Przód.


  Tył (zamiast p. Filutka - Bibi)

Gałązka do bluszczu sięgająca...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

tyle gości w gaju:  87 258  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87258
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 620

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl