Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

łelbijing MADE IN CHINA ^^

piątek, 29 stycznia 2010 6:00


Dorastając uczymy się od rodziców, dziadków co należy jeść, kupować i na co zwracać uwagę przy realizacji obu tych czynności; jakość, cena, miejsce pochodzenia~~ Żadna tajemnica, że od lat świat zalany jest produktami Chińskimi i gdyby ten zalew odbywał się jeszcze 200 lat temu nie musielibyśmy martwic się o jakość tych produktów, natomiast to z czym teraz MADE IN CHINA się nam kojarzy, wie chyba każdy...
Żyjąc 'bez pomocnie' w Korei muszę conajmniej 2 razy zastanowić się zanim coś kupię, a to dlatego że i tutaj produkty Chińskie dominują a nie zawsze znaczek nas o tym informuje...! Jest cała masa produktów koreańskich i japońskich, ale jedne są droższe od drugich a mnie (w chwili obecnej~~)nie zawsze na nie stać. :-/ Dlatego chwilowo machnęłam ręką na jakość (ale tylko chwilowo!) i zaopatruję się w dwóch "tanich" sklepach; DAISO (o którym juz kiedys pisałam) i  "999Wiselect". Dla przykładu; zima to pora mandarynek i 5 sztuk (pochodzenia z koreańskiego) kosztuje 1000łonów czyli ok 2.50. 6 sztuk jajek kurzych lub 12 przepiórczych - 1000łonów. Zielona dynia - 1,400 łonów.
1 jabłko....-1000 łonów. I szok dziesięciolecia; 5 marchewek - 3000 łonów czyli ok 6 zł!!!!! O_O Mięsa nie lubię więc nie kupuję, pozatym Korea, jesli idzie o jakis rodzaj mięsa (chyba krówka, ale nie wiem~~), jest zaopatrywana przez Stany Zjednoczone i 2 lata temu afera sie rozpętała tutaj z tego powodu gdyż amerykańskie mięso nie szczyci sie jakością ale jest znacznie tańsze od koreańskiego - wiadomo~
No ale nic. Ja stałam się fanką "ramjon" (...) czyli makaronu instant, który tutaj jedzą wszyscy, wszędzie i o każdej porze. Ale o ramjon może jeszcze kiedys napisze, bo to fenomen jak dla mnie!! ^_^
Ostatnio zużyłam (czyli zgubiłam lub użyłam do czegoś innego niż jedzenia...itp) swoje pałeczki bambusowe (MADE IN VIETNAM) więc podskoczyłam do "DAISO" w poszukiwaniu następnych i...znalazłam; 4 sztuki, 1000 łonów (2,50) z wesołym króliczkowym dizajnem, MADE IN CHINA (trudno...to tylko bambus..!). ALE, rozbroił mnie napis na opakowaniu:

 Oto pałeczki... : )

 Tu "króliczki ryżowe" z bliska...serce

 ....a tu z bliska napis, informujący mnie że nie tylko pałeczki są "łelbijing", ale są też ...łyżeczkami do herbaty..! *^__^*

serce

komentarze (2) | dodaj komentarz

herbata

środa, 23 grudnia 2009 3:49


serce


Od lat pijam zieloną herbatę, głównie japońską "sencia" (煎茶). Natomiast gdy jestem zaziębiona mój organizm domaga się 'czarnej'. I jeżeli chodzi o czarną, to też musi być z Chińskiego krzaka, nie z Indyjskiego. Nie mam nic do Indii, żeby było jasne! Poprostu Indyjskie herbaty sa dla mnie zbyt cierpkie, osadzają się na języku i na zębach i, jak dla mnie, są zbyt "perfumowane".
Będąc w Korei można by pomysleć, że skoro od 2000 lat ma 'bliskie' kontakty z Chinami i od ok. 1500 lat z Japonią - "kultura herbaciana" nie jest im obca. Ba! Koreańczycy rónież mają ceremonię herbacianą zwaną 'DARJE' (다례 - 茶禮). Chyba już kiedys wspomniałam o tym, że  Koreańczycy wszystko co nie jest mięsem i co można zalać wrzątkiem wrzucają pod znak herbaty (). Tak więc stojąc w sklepie przy półce z 'herbatami' mam do wyboru; kukurydzianą, sezamową, imbirową, zieloną z ryżem (bardzo tu lubiana!), żeńszeniową, ze słodkiego ziemniaka, chryzantemową, zieloną zwykłą i jeszcze sporo innych i...na ogół czarnej nie spotykam. Chyba że jakąś 'Darjeeling' czy inna Indyjską, ale nie w każdym sklepie. Owszem, mogę pójść do dobrego sklepu ale cena  na moją obecną kieszeń nie będzie zbyt dobra. Dlatego, do tej pory, kupowałam czarną herbatę za 1000 łonów (ok 2,50 ^^) w sklepie DAISO, który jest "pochodzenia" Japońskiego. Można w nim kupić praktycznie wszystko co do domu potrzebne i w dodatku więksość cen jest od 1000 do 3000 łonów. Do tego sklep jest tuż pod moim nosem! Ale od 2 tygodni, (wtedy kiedy zaczęło sie moje przeziębienie) czarna herbata w DAISO zniknęła z półki. Po kilku dniach sprawdzania czy już wróciła na swoje miejsce, poddałam się i zaczęłam "szukać czarnej herbaty w Seulu". I odkryłam jak mało znaczącą rolę ma czarna herbata - przynajmniej w moim okręgu. W większości sklepów poprostu jej NIE MA. Jedna sprzedawczyni gdy ją o 'czarną' zapytałam, uśmiechnęła się pobłażliwie i leniwie odp, że "nie mamy :-)"
W innym sklepie pan najpierw odpowiedział, że "nie", ale zamyślił się na moment poczem pokazał mi... granulowaną herbatę Lipton. O_O
Widząc, że nie "kręci" mnie to, wskazał na okno gdzie stał sobie Lipton w torebkach - juz lepiej, ale Lipton to Indyjska 'czajka'~~~~ do tego 3 razy droższa od tej z DAISO!
Tak więc chorobę przeszłam pijąc rozgrzewającą się 'herbatą' imbirową na przemian z 'herbatą' judzu. Dopiero wczoraj, gdy już chwalebnie powróciłam do chodzących i do YBM, przypomniałam sobie że w pobliżu szkoły też jest DAISO. Poleciałam zaraz po zajęciach i zobaczyłam z 5 opakowań  -  wzięłam jedno, ale chyba jutro 'na wszelki wypadek' dokupię jeszcze 2!;-)

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jesienna Judzia

niedziela, 15 listopada 2009 7:00


W Korei zaczęła się porządna jesień, którą nawet czuję w pokoju...
Kiedyś Lia pisała o takim Koreańskim dżemie miodowo-pomarańczowym  z którego robi się napój. No więc ten "pomarańczowy" nazywa się "judzia"(유자) od nazwy owocu,(spopularyzowana japońska nazwa owocu "judzu" - ゆず - 柚子)  który przypomina cytrynę ale ma nieco inny kształt, kolor bliższy pomarańczy, a w smaku jest czymś pomiędzy + trochę grejpfruta (więcej TU), . Pełna nazwa Koreańska ; judzia cia - czyli herbata z judzi, chociaż w słoiku nie  ma ani grama teiny! Zauważyłam, że Hanguk saram (koreańczycy) nazywają herbatą wszystko co nie jest na bazie mięsa~~ Tak też w sklepie nawet można spotkać herbatę z czosnku...jeszcze nie próbowałam, ale napewno ten dzień nastąpi ^__^
Judzię bardzo lubię pić, zwłaszcza na zimno. Ale też bardzo lubię z tego rodzaju herbat imbirową - pycha i jestem potym rozgrzana i gotowa do działania, podczas gdy judzia świetnie gasi pragnienie.
Ostatnio w promocji (2 w cenie 1) zakupiłam 2 słoiki judzi.  Zapas na zimę a nawet na początek wiosny mam!



Moje dwa, duże słoiki judzi :-)


Tak to mnie więcej w środku wygląda - skórki judzi w galaretce miodowej.
Poza niebiańskim smakiem (palce lizać...można też, prosto ze słika też pycha!) jest świetna gdy dopada choroba, albowiem ma duuuużo wit. C.
W Gdańsku w "Galerii Bałtyckeij", są kuchnie świata - jeśli szukać u nas, to tam - polecam!

;-)(*-*);-)

komentarze (2) | dodaj komentarz

Zielone sieroty

środa, 29 kwietnia 2009 12:05




Wczoraj kupiłam dwie sieroty.
Zielone sieroty.
Stały jako jedne z wielu w REALU - pół biedy w tym, ale ściśnięte jedna z drugą, niepodlane, wysuszone, niektóre gnijące! Rozumiem, że w tak wielkim sklepie trudno zając się każdym listkiem z osobna, no ale rośliny to nie puszka piwa, trzeba trochę zajrzec w liście!!
Kupiłam 2 roślinki z których jedna ma nazwę "mix roślin tropikalnych". Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie to że na palecie na której stała Tropicana (dałam jej takie imię) stało z 10 innych kwieatów, bardzo różniące sie od siebie a wszystkie miały tę samą naklejkę "mix roślin tropikalnych" ... Próbowałam znaleźc jakieś info dot. pielęgnacji tych roślin w internecie ale ta nazwa wogóle nie funkcjonuje. Nawet na stronie producenta szukałam, ale jest tam wszystko od kontaktu i adres po najważniejszych klientów, ale o pielęgnacji roślin NIC! (jeśli się myle, proszę mnie poprawić)

serce



Impatiens mix II , zakładam, że to "Niecierpek"

serce




A to "mix roslin tropikalnych", w moim pokoju jest poprostu Tropicaną!

serce

A wogóle to te "mixy" w nazwach, tytułach itp nie podobaja mi się, takie byle jakie - nie wiemy jak zkwalifikować to poprostu MIX. Bleee!!



komentarze (2) | dodaj komentarz

menu dla skóry

piątek, 10 kwietnia 2009 18:20




Zrobiłam trochę zakupów cały czas myśląc o 'kilogramach'  na jakie mogę sobie pozwolić przekraczając kolejne stepy na podniebnym wierzchowcu. |-o zZ... zZ... zZ... Część rzeczy kupię w Shilla Duty free, jak np. kimci, judzia czy czekoladki żeńszeniowe. Dla sióstr kupiłam stylowe pierdółki jak kolczyki, gumki, skarpetki a dla Mamy apaszkę (ostatni hit w Ihła!).
Dla siebie kupiłam mini zestaw maseczek z The Face Shop i inne słodkie wiszące duperele :-)
Mieszkając przez te 3 miesiące w samym centrum Seulu, moja skóra zaczęła dziwnie się "zachowywać".... (wyglądąć). Przez co prawie codziennie chodziłam do sklepów z kosmetykami i kupowałam maseczki. Rzecz w tym, że kupując nawet najmniejszą rzecz, dostawałam dużo różnych próbek przez co wybór kremu był łatwiejszy. (Moja Ziaja dobra na wszystko przestała mi w Korei służyc i podobnie mój podkład Clinique jaki nabyłam na lotnisku w Helsinkach... :-( ). I tak kupiłam nawilżający krem ryżowy z ceramidami (ale ze względu na ceramidy używałam go rzadko, żeby moja skóra nie poszłą na przedwczesne "wakacje" ;-) ) a potem "Calendula" też nawilżający oba kosmetyki w The Face Shop. Ta firma podobnie jak MISSHA i SKIN FOOD są cenowo bardzo do siebie zbliżone i bardzo przystępne, do tego stopnia że nie miałam  wyrzutów że zamiast na jedzenie wydaję na jedzenie dla skóry ;-) Kilka dni temu, będąc w Mjong Dong weszłam  do MISSHA  razem z tłumeme Japonek. Dużo za późno! Jak wróćę do Korei za kilka miesięcy to nawiedzę i MISSHA i SKIN FOOD nieco dogłębniej ^__^



serce~~serce~~~~Krem nawilżający Calendula~~~~serce~~serce




(*-*)~~@)-->-->--~~ Krem nawilżający z ryżowymi ceramidami ~~@)-->-->--~~(*-*)





:-)~~Maseczki (maski) z zielonej herbaty i z głębin morza (tej morskiej jeszcze nie próbowałam, ale Hong twierdzi że bdb!!)~~ :-)



~~serce(*-*)serce~~~~I mój HIT lutego, maseczka z sukdzihłang. Świetnie odświeża i nawilża, skóra tak jakby była świeżo po spacerku w sercu lasu!~~~~(*-*)serce(*-*)~~

...
Polecam, aczkolwiek jak wiadomo najlepiej samemu przetestować i dojśc do własnych wniosków.


~~~~~~

komentarze (3) | dodaj komentarz

proszkiem o twarz

sobota, 20 grudnia 2008 1:32

Puder kupiłam. Puder sypki + fluid. Nie te, które zamierzałam kupić pierwotnie, gdyż będąc w Sephorze w Gdańsku nie mogłam sobie przypomnieć która 8 ka Clinique'a to była - dla cery mieszanej czy suchej?
20.45 dzwonię do eM w tej sprawie - bezskutecznie. Przecież od 20 do 21 streczuje swe ciało, a Sephora tylko do 21 nagina portfele.. ;-)

Wyszłam, przeszłam, weszłam.

To właśnie ja; jeżeli danego dnia miałam w planie cos kupić, to właśnie tego dnia muszę, chcę to mieć. Często bywa, że coś staje na przeszkodzie i wtedy właśnie kupuję substytuty. 

Weszłam do drogerii obok i kupiłam sypki + fluid = substytuty

O tym dlaczego zaczęłam używać tych " beży "następnym razem. Niby banał, nieistotny, co druga się maluje powyżej 20 roku życia. Ja jednak z tego tłumaczę się głównie sama przed sobą. Bo jestem nieszczęśliwa, że  t e r a z  niemlaże  m u s z ę  sypnąć proszkiem o twarz!

komentarze (0) | dodaj komentarz

zakupów brak

piątek, 19 grudnia 2008 1:21


W pierwszym wpisie w kategorii 'zakupy' orzekłam, iż "prawie codziennie coś kupuję"|-o zZ... zZ... zZ... 
Owszem, było to prawdą do zeszłego miesiąca. Odkąd zaczęłąm na dobre zajmować sie wyjazdem żyję w 'między-czasie, między-świecie'. Więcej mnie w świecie wirtualnym niż realnym. A jeśli czasu mam więcej, przeznaczam go na sen gdyż po stresowym dniu trudno mi zasnąć a obudzić się jeszcze trudniej więc śpięę i śpięęę i śpięęęę... do południa. Przez co ze wszystkim jestem do tyłu a zakupy ograniczają się głównie do spożywczych.
Kiedy ja ostatnio kupiłam moje kochane "zwierciadło" i "Elle"?? Przestałam cokolwiek, poza stronami www, czytać więc i po co kupować?
Od miesiąca jestem w trakcie kupowania  pudru, wczoraj nawet poszłam do Douglasa ale  - oczywiście - czasu nie starczyło, trzeba było jechać (akurat teraz?!) i załatwiać WAŻNIEJSZE sprawy. (notabene, sprawy nie załatwiłam bo najważniejszego dok. nie wzięłam...! 60 minut w plecy - Douglas już zamknięty)
Od kilku tygodni ,w głowie, robię listę zakupów na wyjazd. A kupować to chyba będę razem z prezentami - 24.XII, bo wtedy przynajmniej będę miała wymówkę na bezkarne łażenie po sklepach (czy się mylę??). Chociaż obawiam się, że w 1 dzień i zakupów do K. i pod choinkę nie uda mi się zrobić... ;-(
Nie wiem, jak zdążę ze wszystkim formalnościami a co dopiero z zakupami!... Jeszcze kilka miesięcy temu 'hierarchia' była nieco inna; 'najpierw zakupy a jak starczy czasu to reszta :-)...'
Nie ukrywam, że ten mój 'porządek' rzeczy jest mi bliski i przyjazny, niechętnie hierarchię odwracam, aczkolwiek wiem że sporo db może z tej zmiany wyjść.

OK. Puder kupię jutro! I tu, na tym blogu sama siebie sprawdzę, na ile jestem w stanie dotrzymac tak dogodnej i ciekawej do spełnienia obietnicy.

Do dzieła, Gibbonello!;-)

komentarze (0) | dodaj komentarz

jestem dziewicą

poniedziałek, 03 listopada 2008 13:44



Jadąc do Faterlandu na początku września, zasłyszałam w radiu piosenkę 'inna niż wszystkie'. Oczywiście, każde szanujące się radio nie podaje nazwy kapeli czy też tytułu kawałku. Może i dobrze, bo w takim wypadku należy mocno zadziałać szarymi komóreczkami  by zapamiętały jak najwięcej z tekstu i melodii, by potem odśpiewać fragment w empiku...
Ja zapamiętałam fragment "mam 19 lat a na imie mam Lola/ jestem dziewicą..." (i to akurat początek piosenki). Po powrocie do domu(przez ponad 3 dni musiałam nieźle stymulowac pamięć, by ten cenny fragment nie uleciał z katarem) wrzuciłąm tekścik w google, wyskoczył mi youtube (proste!) i teledysk do piosenki "Lola", duetu KASIA i WOJTEK. A potem tylko trochę pomęczyłam ekipkę empikowa by wynaleźli mi płytunię ^_^  "Lola" była wałkowana przez conajmniej 3 dni. Co mi sie w niej podoba? Słowianskość! Bez nacjonalizmu, fanatyzmu - poprostu. Akordeonik i śpiew przypominający trochę zawodzenie Bułgarskich kobiet ( a więc bardzo Słowiańskie :-) ). Cała płyta, rzekłabym, bardzo ogródkowa. (Dużo warzyw i ziemii w rolach drugoplanowych) "Lola" kojarzy mis się z "Chłopami" Noblisty, "Bożą Podszewką" i ogólnie Polską wsią, a na tle 'naszych' narodowych wypocin typu FEEL i beatów rodem z Harlemu, Bronxu czy innej "czarnej" dzielnicy, jest to miłe orzeźwienie
]:->

Jeszcze 3 tygodnie temu strona .pl KiW działała... no nic. Kto lubi Kazika, polubi i Lolę. Kazik w żeńskiej inkarnacji ;-)



komentarze (0) | dodaj komentarz

Dziś kupiłam...

środa, 08 października 2008 14:55


Prawie codziennie coś kupuję, (niekoniecznie do jedzenia ). Na ogół są to jakieś pierdoły, pierdołeczki ale bardzo przydatne na dany moment, dzień itp. :-)
Dziś kupiłam pierwszy numer mag. BLUSZCZ. Chciałam koniecznie jakąś gazetkę wrzucić do torby i jakoś to mnie zainteresowało, bo NOWE.
Pobieżnie przejżałam i wygląda jak pomieszanie "wróżki", "Przekroju" (Krakowskiego) i"Charakterów", ale w wersji dla kobiet chcących o drobinę więcej niż to, co o3mują co miesiąc w innych papierkach... (np. spory tu nacisk na literaturę).wiadomość

W tym numerze piszą: B. Wołoszański, J. Chmielewska, M. Niezabitowska, K. Groniec, H. Pawlowska, J.L. Wiśniewski i jeszcze trochę.

  Przód.


  Tył (zamiast p. Filutka - Bibi)

Gałązka do bluszczu sięgająca...

komentarze (1) | dodaj komentarz

niedziela, 21 marca 2010

tyle gości w gaju: 7734

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 12.03.2010 16:59:45
  • autor: Jadwiga
  • treść: Miło tu u Ciebie, ko...

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 7734
Wpisy
  • liczba: 170
  • komentarze: 202

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031