Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

I znowu sarny...! ^^

niedziela, 14 października 2012 13:07

 

 

 

Całkiem niedawno miałam kolejną okazję pojechać do Japonii. ( to za mój nijaki 3 dniowy urlop jaki miałam w sierpniu~) Znowu Osaka, znowu Nara. Miało też być Kioto, Kobe i Nagoja ale deszcz a potem tajfun zepsuł plany doszczętnie. Wogóle lato w tym roku mijało pod znakiem tajfunów...

 

 

 

 

 Staw Sarusawa-Ike w którym pływają żółwie, z widokiem na kofukuji

 

 

 

 

 Wokoło pełno młodych saren, te jeszcze nieufne względem homo-sapiens ( i słusznie!) co i rusz dają nogi skocznie w bok

 

 

 

 

 

 

 

 Czyż to nie jest jedna z najpiękniejszych i fotogienicznych mordek na świecie?

 

 

 

 

Ogród botaniczny Shin-en, otwarty w 1932 roku i w którym zasadzona jest roślinność opisana w poezji Man-yo-shu (wiki)

 

 

 

 

Frajdą zimą było karmienie łabędzi na plaży i frajdą może być również karmienie saren specjalnymi ciastkami które mozna kupić na każdym kroku za 150Y (około 6 zl). Trzeba tylko pamiętać, że gdy sarna (albo i 10 saren) dojrzy te chrupkości nie odstąpi cię na krok dopóki całości nie zniknie. Trzeba też uważać na ubranie i rzeczy odstające od ciała (... ) gdyż zniecierpliowione czekaniem na swoją kolej zadowola się Twoimi przynaleznociami...:)

 

 

 

 

 

Cudowny widok - pole saren w promykach zachodzącego słońca, w tle Todai-ji

 

 

 

 

 

 

W piątkowy słoneczny dzień wybrałam się do Nary, na spotkanie z sarnami. Prawdę mówiąc miałam lekko w nosie czy w Kioto spotakam wreszcie jakieś gejsze, czy w obejrzę zamki w Nagoi i Osace, sarny były moim najważniejszym punktem! Pogoda dopisała i dreptając sobie między swobodnie chrupiącymi trawę sarenkami (Boże ileż można trawy jeść!) zauważyłam joggingującego starszego pana. I nagle oświeciło mnie o czym zupełnie zapomniałam; będąc w Narze w czerwcu powiedziałam sobie że NASTĘPNYM RAZEM zatrzymam się w hotelu w Narze a nie w chałaśliwej Osace!~ (chałas/hałas? hmm..? czy ja jestem debilemO_O?)...Cóż...mówi się trudno, żyje się dalej i miejmy nadzieję, że jeszcze nie jeden raz dane mi będzie spędzić czas z tymi uszastymi ssakami. Może nawet poranną herbatę razem wypijemy?.

 

 

 

 

 

 

 

 Przy bramie wejściowej do Todai-ji, pod latarnią~, spoczęła sobie sarna

 

 

 

 

 

 

Pochodziłam po całym leśnym kompleksie świątynnym, zajrzałam do ogrodu botanicznego w którym się zgubiłam (mapa ogrodu nie była zbyt pomocna...), odważyłam się kupić ciastka jelenie przez co moja torba i spódnica zostały zaatakowane przez chciwe pyszczki, pod wieczór wdałam się w dyskusję (monolog) z japońskim poetą północno-koreańskiego pochodzenia z poglądami mocno ANTYsemicko-komunistyczno-pacyfistycznymi... Historię (semicką) Polski i Rosji miał też nieźle opanowaną... Wysłuchałam, że wszyscy rządzący na świecie to Żydzi, Żydzi to komuniści, komuniści są źli i zła również jest idea pokoju, gdyż wtedy pojawiają się nierówności społeczne...!hmm... wcisnął mi odkserowany tomik poezji i nagle się uspokoił.

 

 

 

 

 

 Kofukuji wieczorową porą

 

 

 

 

 Japońskie specjały - gazowana woda sojowa (nie miałam ochoty próbować!)

 

 

 

 

 

 Tak, latam samolotami do Japonii (gdyby ktoś mi powiedział o tym 15 lat temu, mocno bym się przestraszyła...) jest kilka fajnych stron gdzie bilety można dostać w naprawdę dobrych cenach. Tym razem padło na Jeju Air, które jest w tym roku reklamowane przez BIG BANG dlatego kawę na pokładzie piłam z kubka z autografem Syngni, a usta wytarłam autografem TOP'a *^_^* hoho~!

 

 

 

 

 

 Tajfun pokrzyżował plany więc...porobiłam zakupy!(*-*)  W Osakańskiej (Osaczańskiej?) "Akihabarze" szukałam japońskiej wtyczki do komputera a przy okazji znalazłam sklep z przecenionymi płytami (strefa ta jest bezcłowa, jesli db pamiętam). Była tam cała półka z płytami Ayumi Hamasaki, w cenie od 150Y w zwyż. Zdecydowałam się na dwie; DUTY (moja ulubiona) i BALLADS, ballady Hamasaki uwielbiam. Łączna cena  - 600Y^^

 

 

 

 

 

A to moja domowa zielona półka...:-)

 

 

Zdjęcia na MK; vol1, vol2, vol3^^

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

zabawy z sarnami

niedziela, 22 lipca 2012 14:52

 

 

 

 

 

 

 

 

Poza tym, że przytachałam (po raz kolejny) zapasy zielonej herbaty (sencha!) przywiozłam również zaziębienie... -_- sama nie wiem jak to się stało, chyba poprostu za późno chodziłam spać a za wcześnie wstawałam w  tygodniach poprzedzających wyjazd, powtórzyłam też duży błąd sprzed 2 lat - piłam za dużo lodowatych napojów na ten duszno-parny gorąc jaki tu się nagle pojawił (przecież jeszcze w kwietniu spałam w polarowych gaciach i ogromnych wełnianych skarpetach!). Do tego jak zwykle klimatyzacja, którą trudno w tym kraju ujażmić. A w sobotę (30 czerwca) rano doszedł jeszcze ogromny stres pod postacią lotu w deszczu i kłębach ciemnych chmur. Jak wiadomo, latanie nie nalezy do moich pasji...w ostatnich latach trochę oswoiłam się z tymi trumnami, siłą rzeczy, ale tylko gdy jest na co patrzeć za oknem!( Patrzenie na oddalające się bloki i ludziki, układ dróg i autostrad, ilość zieleni w Seulu (zero!) i wodę i te poduszki z bitej śmietany~^^) Tyleże w sobotę lecieliśmy jak we mgle - nic nie widać, najpierw szaro, szaro, szaro potem biało, biało, biało. (Droga do Niebios??~~O_O))

 

 

 

 

 

 

 

 

A potem deszcz w Narze przemoczył mi skórzane klapki i to był już gwóźdź do trumny. Ale co tam, sarenki w Narze warte są każdego kichnięcia, kaszlu i straconego głosu!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W marcu w Narze była cudna pogoda a sarny na wyciągnięcie ręki tak mnie zachwyciły, że zdążyłam obejrzeć tylko Kofuku-ji a o Todai-ji zupełnie zapomniałam. Kupiłam za to 3 kimona za 1000 yenów! (ok 40 zl??). Wycieczka do Kioto okazała się mniej rewelacyjna. Tym razem obie wycieczki (do Nary i Kioto) były skąpane w strugach deszczu, zobaczyłam Todai-ji  i zachwyciłam się wielkością Buddy oraz "Czerwonego Kapturka" na warcie przed Todai-ji, japońską młodzieżą szkolną w popłochu uciekającą przed chciwą zwierzyną Nareńską i martwą cykadą, jaką dojrzałam przypadkiem na sekwoi (o którą chciałam się oprzeć by wylać wodę z klapek...). Chciałam też kupić kimona w tym samym sklepie co w marcu ale...i tutaj nauczyłam się ważnej lekcji! I tutaj wyzbyłam się myślenia "polskiego turysty" ! Lekcja na całe życie! Zakupy robimy NA POCZĄTKU! Bo potem może nie być, albo jak w przypadku Nary, sklepy zamykamy o 6 a jeszcze wcześniej gdy jest ulewa! Nie kupiłam kimon. Żeby dojść do parku i Todai-ji jest dróg kilka od dworca, ale żeby dojśc do Todai-ji przez park i Kofuku-ji jest właściwie tylko jedna droga - wiodąca przez słodką ulicę ze słodkimi sklepami sprzedającymi słodkie japońskie cuda. I dojrzałam kimona, nawet przejrzałam parę i powiedziałam sobie; "za 2 godziny obkupimy się~" i poszłam, jak na "wartościowego turystę" przystało, dalej w świątynie, sarny i lasy z ręką coraz mocniej trzymającą parasolkę. Do hotelu wróciłam  mocno zmokła z zadowalającym doświadczeniem wygłaskania uszu i główek saren (nawet dotknęłam rogów jednej/ego - są ciepłe! - Tego na biologii nie uczyli~^^) ale mocno niezadowolona z niezakupionych kimon. W Kioto podobna historia. Wstałam późno w niedziele, bo nagle katar i kaszel mną zawadnął, do tego lało się za oknem jak z wodospadu. Pojechałam najpierw za Kioto, do synnego lasu bambusowego Arashiyama. Może warto wspomnieć, że gdy autobus opuszczał te zielone tereny nagle wyszło słońce...-_- Gdy trafiłam do Kioto, skierowałam kroki do sklepu z kimonami (który upatrzyłam sobie w przewodniku, tylko nie pamiętam czy napisali godziny otwarcia i ZAMKNIĘCIA. W NIEDZIELE!~). Fiasko, i nawet sklepy z czekoladkami w Gion były już zamknięte...w żadnej "żabce" (lawson, 7/11) nie dojrzałam ani jednego kit-kata z zieonej herbaty, (wszędzie mnie przepraszali, że nie mają...) a! i znowu ani jednej gejszy/maiko nie widziałam...! -_-  Honor uratował mi sklep z herbatą, (chociaż już też liczyłam się że i on będzie zamknięty, ale ponieważ mają w nim i herbaciarnię, to najwyraźniej doszli do wniosku że może być dłueżj otwarty...) sklep Gion-Tsujiri oferuje lokalną herbatę (zwłaszcza zieloną) oraz najrózniejsze ciastka i lody z zielonej herbaty. Ja oczywiście poszłam do półki z Senćą (sencha - 煎茶). Poszalałam, kupiłam odmiany senci nie wiedząc na czym polegają różnice (znaki kandzi ograniczają mnie, a pytanie o to ekspedientki po japońsku byłoby nieco trudne. O angielskim zapomnijmy!). Zakupy są NAJWAŻNIEJSZE! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ponieważ ostatniej wycieczki do Japonii nie miałam ...(jeszcze) okazji opisać, dziś zamieszczam... skrót wydarzeń. Skrót z marca/kwietnia i z ostatniej lipcowej wycieczki :D Pod postacią zdjęć (Miss Korea).

 

 

 

 

marzec 1, marzec 2

 

 

lipiec 1, lipiec 2, lipiec 3

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Po bezach, magnoliach i wiśniach

sobota, 09 czerwca 2012 5:27

 

 

Mama przysłała mi zdjęcie krzaku bzu, którego kupiłyśmy 4 lata temu, z okazji urodzin,  ponieważ uwielbiam bzy^^ Gdy go ostatni raz widziałam w 2009 roku(co i rusz obsikiwany przez Śmierdziela~!) ledwo wyrosły odnóżek z lekko fioletowymi kwiatkami ucieszył mnie, a tej wiosny wygląda już jak prawdziwy krzak rosnący ku drzewom . To przypomniało mi, że tej wiosny nie byłam wstanie odróżnić bialych kwiatów wiśni czy magnolii od moich chusteczek wiecznie zasłaniających mi oczy. W okolicach Seulu wiosna zaczyna się od kwitnących wiśni, za którą kwiaty otwierają magnolie a po nich w parkach wybucha zielnią. Bzy natomiast leniwie ukazują się pod koniec kwietnia.

Poniżej to co udało mi się uchwycić na samym początku wiosny, w Japonii w Narze i Kioto, oraz samą końcówkę kwiatową w Seulu, pod koniec kwietnia.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

30 marca, Nara

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

31 marca, Kioto

 

 

 

 

16 kwietnia, Incion

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

21 kwietnia, Incion

 

 

 

23 maja, Gdynia

 

 

serce

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Ślub po Koreańsku

niedziela, 26 lutego 2012 13:47

 

 

 

 

 

 

 

Nadszedł jej najważniejszy dzień w życiu, jak to sama obwieściła 8 miesięcy wcześniej, a mianowicie, dzień ślubu. Nie tradycyjny koreański w hanbokach, nie cywilny (ten odbył się 4 miesiące wcześniej) ani nawet kościelny, chociaż w naszym polskim rozumieniu było to „najbliższe” kościelnemu. Tae należy do mniej niż 5%wego grona japońskich Chrześcijan więc, błogosławieństwo pastora owszem było ale... na tym "akcent religijny" się zakończył. Ceremonia odbywała się w „Centrum/ośrodku ślubnym” (Yonsei rzecz jasna!) gdzie na tym samym piętrze co ślub jest i restauracja/bufet i sala zdjęciowa. Ślub dla Koreanek i Japonek to kwestia niemalże życia i śmierci, czy nawet honoru, a otoczka ślubna jest bezcenna i bez niej ślub nie ma większego sensu. (Zdjęcia ślubne młodej pary zostały zrobione już we wrześniu - poniżej) Był to pierwszy ślub w białej sukience po koreańsku na którym byłam, więc nie za bardzo wiedziałam czego się spodziewać, co robić. W tłumie gęstycch czarnych głów wyłapałam lekko łysięjącą, z dużym nosem uczepionym do twarzy - kolega z Francuz, którego poznałam na Yonsei, w 2009 (uczęszczał do klasy obok i na przerwach wraz z gronem mówiącym po angielsku wymienialiśmy się swoimi "bojaźniami" względem języka którego przyszło nam się uczyć!). O czym mówiłam? A! O tym "co się robi" na takiej imprezce.

 

 

Organizacja takiej ceremonii ślubnej wymaga conajmniej kilkuosobowego personelu, który non-stop podczas zaślubin krząta się wokoło młodej pary do ucha mówiąc im co w danej chwili mają zrobić, a jak szybko (palli, palli!!) małżonkowie nie zareagują to sami organizują ich ruchami ; odwracając ich w odpowiednią stronę, odwracając „właściwie” ręce, wtykając im różne przedmioty do rąk i wskazując gdzie mają patrzeć. (wygląda to bardziej jak próba teatralna w kostiumach...) do tego konferansjer cały czas komentuje zdarzenia dając tym samym kolejne „wskazówki” nowożeńcom. Natomiast mnie najbardziej zdziwili obserwatorzy (goście), którzy non-stop gadali między sobą, bawili się swoimi telefonami, lub bezpardonowo gadali przez nie co i rusz wchodząc i wychodząc. Na czym tak naprawdę polega taki ślub? Według mnie są 2 powody; pierwszy to; odczytywanie listów dziękczynnych rodzicom (gdyby listy przetłumaczyć bezpośrednio na polski to, z całym szacunkiem, trudno byłoby słuchać...tego bardzo podniosłego stylu) przy akompaniamencie łzawej muzyki, która "ułatwiała",( już itak mocno wzruszonej ) czytającej pannie młodej uronić, więcej niż kilka, łez (no poprostu katharsis! - ja również okazałam się podatna na słowa w zestawieniu z muzyką...!O_O!!) Najpierw list synowej względem rodziny męża, potem list córki względem swojej rodziny (w wypadku Tae do ojca i starszej siostry oraz do nieżyjącej matki – nikt więcej z Japońskiej rodziny nie przybył na ślub...) na końcu list pana młodego względem rodziny panny młodej. Drugi powód takiego ślubu to; (niekończące się) zdjęcia.  Od tego jest (trochę nerwowy) pan fotograf, który rozporządza ruchem posługując się na zmianę koreańskim i japońskim.

 

 

 

Pierwsza sesja; nowożeńcy, druga sesja; nowożeńcy z rodzicami, trzecia sesja; nowożeńcy z rodzinami, czwarta sesja; nowożeńcy ze znajomymi, piąta sesja; rzucanie/łapanie bukietu*, szósta sesja; nowożeńcy z potencjalnymi „oblubieńcami”, siódma sesja; panna młoda okazująca całe piękno swej sukni ślubnej... w między czasie goście przechadzają się na drugą stronę piętra, do bufetu, gdzie niedługo potym nowożeńcy zjawili się w hanbokach (koreańskie trqadycyjne ubrania) by pokłonić się każdemu stolikowi z gośćmi (stolików dobrze ponad 30). Goście chrup-chrup, a nowożeńcy hop-siup nakładają kolejny „kostium ślubny” do kolejnej sesji zdjęciowej tym razem sesja naśladująca tradycyjny ślub koreański. Podkreślam, że ta ostatnia(?) sesja służy tylko i włącznie zdjęciom. Panna młoda (pan młody zresztą też) co sekunda pouczana i popychana przez „asystentkę” ślubną nakazująca im, w tempie hiper-ppalli-ppalli, zmiany dość skomplikowanych gestów i ruchów (do zdjęcia!). „Najpierw usiądź, pokłoń się, nie, nie tak, o tak! Teraz usiądź tak, nogi tak, ręce nie za wyskoko, nie za nisko, alkohol mężowi nalej, jeszcze raz ale w stronę aparatu, jeszcze raz ale z większym uśmiechem, teraz obejdźcie stolik do okoła, teraz wskakuj na plecy małżonka, a ty podrzuć ją wysoko, jeszcze raz, i jeszcze raz i jeszcze wyżej, teraz z małżonką na barana zrób okrążenie, teraz usiądźcie, ty podaj mężowi owoc ustami, nie! Nie tak, jeszcze raz”. Do tego jeszcze i fotograf ma kilka uwag... Tae  jest Japonką. Cierpliwość i opanowanie to jej silna strona.  !

 

 

 

 

asystentka śluba obecna przy każdym kroku...

 

 

 

 

 

 

 

 

Czemu to wszystko ma być zamknięte w niecałe 2 godziny? Pierwszy powód – wiadomo – w Korei robi się wszystko szybko (ppalli-ppalli!), drugi powód – za chwilę odbywa się drugi ślub, trzeci powód – młoda para 2 godziny po ślubo-sesji odlatuje do Stanów. Nie, nie miesiąc (3 dni!) miodowy – w poniedziałek małżonek musi się zjawić na uniwersytecie...

 

Uff!...

 

* Bukiet najpierw padł pod stopy gibbona, który zupełnie zignorował ten fakt... Drugieo rzutu nie pmiętam, ale opuściłam budynek z pięknym bukietem ślubnym.^^ (Więc teraz powinnam wyjść za mąż w ciągu 6 miesięcy...Koreańczycy lubią tempo życia!)

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

to żeśmy sobie pokicali!^^

niedziela, 22 stycznia 2012 11:30

 

 

 

Wszystkim, którzy głosowali na bloga, serdecznie dziękuję :)  Z tego co zdąrzyłam się zorientować zajęliśmy 76 lub 77 miejsce w I etapie (pierwsza 10 blogów przechodzi do II etapu) Jak na 188 zgłoszonych blogów do konkursu uważam, że to niezły wynik jak na pierwszy raz.

 

 Dziś jest także ostatni dzień Roku Królika (jutro Sollal - Księżycowy Nowy Rok i poczatek Roku Smoka) i postanowiłam wreszcie zebrać się i wrzucić trochę zdjęć z wystawy na której byłam w lutym...roku zeszłego...

 

Miss Korea (po długim śnie jesiennym~) zaprasza;

 

"토끼 이야기"

 

Jeszcze raz dziękuję za głosy i, prawdopodobnie, do zobaczenia za rok ^^

 

serce

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

O Wschodzie w Pusanie

środa, 04 stycznia 2012 3:16

 

  

  

 

  

  

 

Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! Obyśmy wszyscy zachowywali  spokój ducha w każdej,nawet najgorszej, sytuacji.

 

 

  

 

 

  

    

 

 

 

  Początek Nowego Roku miałam bardzo radosny (dosłownie) i raczej dobry (a też i stary zakończyłam...ciekawie). Zaraz po powrocie z Tsushimy, w Pusanie, spotkałam się z Pieskiem, poszliśmy coś zjeść i pojechaliśmy na plażę 광안리 (Głang-alli) . Tam, z kolei, poszwędaliśmy się po kawiarniach, gdzie nastukałam kilka mejli ( na Tsushimie odcięta od reszty świata przez 4 dni, łakoma byłam klawiatury) zjedliśmy całkiem niezłą kolację i trochę pomartwiliśmy się o nocleg... De facto w Korei nie ma problemu z szybką chęcia przenocowania za rozsądną cenę. W takich wypadkach idzie się do 찜질방(cim-dzil-bang) czyli sporych rozmiarów sauna i łaźnia w jednym, otwarta na ogół 24h z materacami (gdy się w miarę szybko do nich dorwie...) i salami do spania. Na ogół cena nie przekracza 10.000 wonów (ok 22 zł), ale 31 grudnia to BIZNES! Lekko wywinęliśmy oczami gdy pan podał cenę 36.000 łonów. W motelu (MOTEL!) -160.000 od osoby! ( w tym samym motelu  nie "w sezonie" nocleg kosztuje ok 50.000~!). Natomiast poranny bufet w saunie (ta akurat była częścią hotelu) okazał się "kartą przetargową" :)  Z szampanem przywiezionym z Polski, przy kilku fajerwerkach odpalonych przez nielicznych obecnych na plaży Koreańczyków, przywitaliśmy 2012 rok i...poszlismy do sauny spać. Bo to nie północ Nowego Roku jest najważniejsza w Korei a Wschód Słońca 1 stycznia.

  

  

 

 

 

 

O 6 rano, w ciemności moich snów,  usłyszałam dochodzący z ciemności za oknem i nawoływujący do wyjścia dźwięk szamańskiego bębna...  Podwójnie groźnie brzmiący bo obco, ale dlatego iż nie przyzwyczajona jestem do takiej pobudki. Po trochę za twardym, jak dla mnie, "łóżku" jakim była podłoga z kocykiem i zbyt gorącym (i suchym!) powietrzu o 6;30 opuściliśmy hotel i wzdłuż plaży wybraliśmy się w stronę mostu Głang-alli, który został specjalnie na tę okazję zamknięty dla samochodów. W połowie drogi zawróciliśmy jednak na plażę przed hotelem, bo mogliśmy się nie wyrobić czasowo!

 

 

 

 

 

 

Pisałam o tym 2 lata temu, gdy również oglądałam (też z Pieskiem) Wschód na górze Nam w Seulu, że idąc w stronę Wschodu (słońca) pomimo tak porannej, zimnej i ciemnej godziny, czuje się ekscytację i radość, ma to w sobie coś z pielgrzymki (na której w życiu nie byłam). Wszyscy radośnie, i ledwo obudzeni, ku wyższemu celu, żwawym krokiem ze swoją życiową miłością lub druhami, noworoczną połówką, samotnie lub rodzinnie, jak woda podążająca za księżycem, wędrują na plażę.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Byli ludzie z balonikami, na których wypisane były życzenia zjednoczenia Korei, był smok z balonów, byli nurkowie z balonikami, którzy wypłynęli w morze ze sztandarem witającym nowy rok, był bęben dudniący głucho, były karteczki z życzeniami przywiązane do płotu.  Gdy pojawiła sie wyczekiwana gwiazda (trochę się zawoalowała chmurami), baloniki ze smokiem poleciały w górę (a gdy mówiłam Pieskowi wieczorem, że zobaczymy smoka to się zemnie śmiał!) i przywitaliśmy okrzykami i oklaskami wielką premierę roku.

 

 

 

 

 

 

 

serce

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PP - piglet podroznik :)

piątek, 08 lipca 2011 5:54

 

 

Prosiak calkiem niezle spisal sie podczas weekendowego wyskoku do Japonii... Przez co chce powiedziec, ze przezylismy oba loty ( z bardzo miekkimi ladowaniami, nota bene)

piglet lubi udon (bez miesa, rzecz jasna, a z ziemniakami w panierce! :))

w pociagu powtarzal japonski na przemian z japonskimi piosenkami BigBang ^^

chcial gdzies dzwonic, ale nie znal numeru...

swinskim truchtem biegal zamna i sie zmachal i w pociagu spal

szyneczka, parowka....ㅋㅋㅋ :8

W weekend napisze slow kilka, a poki co Miss Korea ma kilka zdjec do pokazania :)

 

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Sąsiedzi cz 2

czwartek, 24 marca 2011 2:14

 

 

Moja koleżanka, japonka, mieszkająca wraz z mężem (gjopo- koreańczyk obywatelstwa amerykańskiego) w Seulu, taki baner znalazła niedaleko swojego domu.

nihon bądź silna!

"Japonio bądź silna!"

Ponoć jest ich więcej...

 

serce

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wyspa Nami

niedziela, 13 lutego 2011 7:00

 

 

W czwartek, by uczcić -na odległość- urodziny mojej siostry, wybrałam się na Wyspę Nami. 3 razy przekładałam tę 2 godzinną podróż, więc był moment zwątpienia czy wogóle ją zobaczę. Czas mam, ale tylko do południa oraz w łikendy kiedy to nadrabiam zaległości w praniu i sprzątaniu oraz spaniu, albo "chorowaniu" (ciekawe, że moje przypadłości od dłuższego czasu trafiają akurat w łikend...!)


Odkąd jestem w Korei nie wiele po niej podróżowałam, zobaczyłam. Albo nie miałam środków na to albo czasu. (przynudzam, wiemT_T). Gdy kończyłam kurs koreańskiego na początku grudnia, zdecydowałam się nie kontynuować go od stycznia, poczekać do wiosny. Powód główny; zima mnie męczy. Mimo, iz kocham śnieżno-słoneczną zimę, czuję się w połowie zahibernowana, wyłączona. Więc nie chciałam łączyć porannej szkoły z popołudniowa pracą, biorąc pod uwagę jeszcze fakt, że zimą wszystko wolniej idzie (jedzie) więc pewnie byłabym co i rusz w stresie, że się spóźnię do pracy. Moją decyzję o przerwie w nauce, biorę jako mały "luksus" na jaki mogłam sobie pozwolić :)Ale w związku z tym postanowiłam zobaczyć kilka miejsc, chociażby te w oklicy Seulu. 


Parę tygodni temu obejrzałam zdjęcia mojej onni-nim (Ani Sawińskiej) z wyspy Nami (남이섬 - nami-som). I nie było odwrotu. JADĘ TAM! Zwłaszcza, że tak blisko, a cel przyświecający "twórcom" tego małego lądu (pro-rodzinnie, pro-zdrowotnie) jeszcze bardziej mi sie spodobał!


Jest to mała wyspa (460,000m2 – 5km szer~~), 63 km na Wschód od Seulu, koło miasta  Ciuncion w prowincji Gangłon. By dostaㅊ się na wyspę, trzeba wykupić wizę (jednokrotnego wjazdu 8,000 łonów –ok. 17 zł, albo można i na cały rok 20.000łonów), w cenie której jest przejazd promem na wyspe (trwa to nie więcej jak 5 minut ^^). Ciekawe jest to, że wyspa Nami, pare lat temu, ogłosiła się „republiką” (NAMINARA Republic – nara po kr; kraj).  ;-) Mają swoją flagę,  nawet  własną walutę, którą można (ale nie trzeba) wymienić na wyspie w kantorze. A w Seulu jest i ambasada! Kraj nie był by krajem bez własnej stacji TV! Chcąc być turystom przyjaźni, oferuja kilka hoteli, domków zaraz nad rzeka. To czego nie ma na wyspie to samochodów , więc przyjazd równa się ze spacerem lub wypożyczeniem rowerów i innego typu sprzętu eko-przyjaznego. Trudno się tam nudzić, gdyż co krok jest albo muzeum, albo galeria, sceny muzyczne, teatry, baseny albo restauracje. Wystawa książek dla dzieci autorów z całego świata jest wzdłuż głównej drogi. (gdy onni-nim tam była jesienią znalazła Tuwima. (*-*)) Książek w ogóle jest bardzo dużo – półki stoją samowolnie między drzewami, lub koło piaskownicy. W ubikacji znalazłam ciekawą lekturę „La strada” !

Ekologiczne nastawienie, doprowadziło do wykorzystania zielonych butelek sodziu (soju - 소주 - wodka koreanska) do przyozdobienia mostów i zbudowania z nich choinek. W końcu sodziu towarzyszy Koreańczykom każdego dnia, i nawet na wyspie – w ramach relaksu- nie zapominamy o rzeczywistości. ;) Państwo Nami mocno się rozbudowuje, co widać po dopiero-co powstałych budynkach zapowiadających otwarcie na wiosnę (jak np. BAPLEX. ??obcy)

Inna atrakcja turystyczna wiąże się z hallju (한류), falą koreańskiej muzyki popularnej (w całej Azji) i seriali. Właśnie tu, na wyspie, kręcono główne sceny „kultowego” serialu „Winter Sonata” (겨울연가). Nie oglądałam, ale przeszłam się cio-kiss-tari (첫키스다리 - most pierwszego pocałunku) oraz droga wzdłuż Metasekwoi (?). Drzewa te zrobiły na mnie ogromne  wrażenie; wysokie, równe, o bardzo gładkiej korze. Radośnie przyczepiłam się do jednego z drzew...


Wracając do punktu wyjścia, że zima mnie męczy – spacerując po wyspie i oglądając srebrzystość zamarzniętej rzeki Han, i złotawość słońca niestrudzenie próbującego przebić tę biel bez serca, pomyślałam, że byłoby fajnie móc budzić się w tej scenerii. Codziennie! 

 Natura urzeka mnie i zachwyca. Zawsze. A zimą, w oddalonych od elektronicznej sałaty miejscach, podsyca wyobraźnię…


Po powrocie do Seulu poszliśmy zjeść coś na Mjong-dong, gdzie odkryliśmy kolejną (po Hong-De) psią kawiarnię :) Powiedziałabym, że ta w HD jest nieco wygodniejsza, gdyż oferuje kanapy zamiast plastikowych krzeseł, ale gdy wzięłam na ręce szczeniaczego mopsa, poklepałam po główkach jamniki i poobracałam ciągle śpiącą młodą buldożką (?) zapomniałam o reszcie świata.


Potrzebuję futerka. Najlepiej w formie królika i mopsa :)

Na MK więcej zdjęć (tu i tu) zapraszam :)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Królikowo

piątek, 04 lutego 2011 10:30

 

W jednej z moich ulubionych kawiarni pojawiła się nowa "kolekcja" ciastek.

 

Urodzaj królików w kawiarni

 

I postanowiłam wreszcie kupić królika!

 

Wyglądał na lekko przerażonego w tej torebce, zaraz po przyniesieniu go do domu...


Na imię "바나나 먹은 토끼" (banana mogyn tokki) czyli "Królik który zjadł banana"  :D

Ciało Anny Hathaway idealnie mu przypasowało...

nie wiem, czy to tylko w Korei, ale google Sollalowo-królikowo przystroił stronę startową

 

tutaj link do filmiku o Królikach Noworocznych w Japonii :)

Na MK wrzuciłam parę zdjęć :)

 

serce

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

miss Korea w samolocie i...ma dużo pracy przed sobą

sobota, 15 stycznia 2011 11:38

 

Dodałam WRESZCIE trochę zdjęć na misskorea - linki tu i tu i tu. Obejrzałam ostatnio foldery ze zdjęciami jakie zrobiłam w 2010 i...sporo powyrzucałam, bo ich "data ważności" minęła wg. moich wyliczeń ale też sporo zostawiłam, bo jednak będę chciała je pokazać. Tylko kiedy to zrobię??

Nie mam rano zajęć, tylko pracę popołudniu (pffh! "tylko"...! ) ale dziś obudziłam się po 12ej, wczoraj po 11ej...i tak od tygodnia. Chyba jeszcze nie przestawiłam się czasowo, i bardzo utrudnia mi to życie w tej chwili. Oczywiście nie robię nic w kierunku pomocy sobie samej, chodząc spać między 2ą a 3ą~ A jak juz się zwklekę to itak jestem jak tzw; "wyplutek" T_T i w zw. z tym powróciłam do "śniadań" jakie jadłam jesienią, (bo potzrebowałam duuużo energii żeby chociaż wystawić nogę spod kołdry) a mianowicie; MASŁO ORZECHOWE + mandarynki (mandaryBki chciałam napisać~~:P). Masło ozrechowe szybko stawia na nogi i daje dużo ebergii przy jednoczesnym nie-obciązaniu organizmu na dzieńdobry, do tego mandarynka db komponuje się smakowo :). Jesienią lubiłam jeść masło orzechowe z jakbłkiem i popijałam kawą (nawet na zimno, nieważne, 2 godziny później piłam juz gorącą) którą kupowałam wieczorem (manoffin I serce manoffin)wracając z pracy i kładłam wraz z jabłkiem i masłem na biurku, które mam baaardzo blisko łózka i rano,jeszcze pół śpiąca, sięgałam po te kombinację elektryzującą :-]

Dziś nie czuję się za db (nic groźnego, tak bywa ;)) więc nie wychodziłam z domu przez to masło ozrechowe uratowało mnie no bo w lodówce nie wiele mam, telefon nie zapłacony więc nawet nie mam jak zamówić jedzenia a i prosic żadnej z sąsiadek nie chcę, bo dziś wolę udawać, że "nie ma mnie"...!!!

Do tego w tej chwili jest -15, a juro w ciągu dnia (własnie zapowiadali w TV) ma być -16 ! I teraz trochę żałuję, że wkońcu nie wychyliłam nosa na drugi koniec ulicy, żeby kupić upatzrone botki zimowe~~:-\

No i wogóle mam sporo zakupów przed sobą (nie ciuchy i bibikrimy, niestety) t.j. komputer (oh, boże jednym z powodów dlaczego tak rzadko bloguję to właśnie mój ledwo zipiący Zenek...), telefon, kołdra (bo nie wiem gdzie drugą podziałam, tą zimową O_O), i...rzeczy najmniej ciekawsze czyli wieszaki, półki, szafki...tylko jak ja to zrobie skoro mój pokój to jak szafa gdzie każda mini-zmiane trzeba dokładnie obliczyć, wymierzyć, nie ma miejsca na pomyłki (!) i wogóle GDZIE ja zmieszczę te "regały"???? I tak myslę już od połowy grudnia, wstępny plan zrobiłam, ale ciągle cos zmieniam (słowo dają, powinnam zostać architektem wnętzr!) i będę chyba musiała poważnie pogadać z adziossim ("opiekunem" naszego budynku) czy aby jak kupię porządną półkę nad biurko czy przywierci mi śrubki?~~ Ale nawet jeśli się zgodzi, będzie musiał tu przyjść, tzn, będe musiała zrobić prządek żeby gdziekolwiek z tym instrumentem wiercącym  mozna było sie podziać (aha, no bo ja sie jeszcze nie do końca rozpakowałam! to wcale nie takie proste w tak małej przestrzeni i dlatego też trzeba tu troche "przemeblować" -_-) no i będzie trzeba wziąć te knigi z biurka żeby uratować od jeszcze większej ilości kurzu...a gdzie ja je wtedy przeniosę??

ehh....za jakieś rady, jak poradzic sobie ze zmianą wyglądu pokoju 2na2, - bardzo proszę!

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

nadejście wiosny

sobota, 01 maja 2010 12:53


W Dziogno porozwieszane są kolorowe lampiony *(chyba ze względu na zbliżający się dzień dziecka..?), które razem z mocno kwitnącymi kwiatami rozświetlają szarzyznę biurowców i betonów Seulskich.

Chyba już mogę powiedzieć, że i w Seulu zawitała (wreszcie!) "prawdziwa" wiosna. Z zeszłorocznych (miłych) jesiennych doświadczeń pogodowych,  wyobrażałam sobie, że i wiosna będzie prawie jak lato no i że...szybko przyjdzie, a tymaczasem w rozmowie z moja Onni-nim (starsza siostra) wyszło, że to co jest w tym roku jest NIEnormalne. Także w zeszłym tygodniu w tv mówili o anomalii pogodowej, przez którą ludzie zmuszeni są chodzić w szalikach (ja także w moich zimowych 'polarkach') i przez co cała masa ludzi jest zaziębiona (mnie też chwilowo wzięło w połowie kwietnia)!
Ale od 4 dni temperatura utrzymuje się już powyżej 15 C i do tego jest już dość parno. Póki co jest szarawo i chmurzaście, bo właśnie wiosna (i część lata) jest mocno deszczowa. Ale póki jest ciepło a wszystko kolorowo kwitnie wokoło, nie narzekam. Wczoraj dość mocne słońce było i chyba w zw. z tym dziś w tv widziałam reklamę kremu z filtrem spf50 (!). Krem ten nie był prznaczony na plażę, ale...poprostu na codzień. :D Koreanki mają niezłego hopla na punkcie jasnej karnacji. Stosują kremy, maseczki i BB-kremy wybielające, o OPALANIU się (zwłaszcza twarzy) można zapomnieć, no chyba że
nałożą filtr spf100~~ :-]


Ja w każdym razie chętnie wystawiam dzioba w stronę słońca i popadam w zachyt nad kwiatami! Nareszcie coś jest konkurencją dla "adziumm"*~~



lampiony w  Dziogno



różowy is my life!! ^^



serce



(*-*)



cudnie-kojące połączenie : )


Kolorowej wiosny!serce



*errata; jak słusznie Marta zauważyła, urodziny Buddy są nieco później w Maju~~




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

deszczowe dni

piątek, 23 kwietnia 2010 3:51



Deszczowe dni bywają bardzo uciążliwe. W Polsce, poza czasem spotykanym ciepłym letnim deszczem, gdy pada jest na ogół szaro, zimno i odechciewa się wszystkiego a już napewno chodzenia po ulicy.  ~  W Seulu polubiłam deszczowe dni (gdy zaczyna padać pada przez ponad 12 godzin non-stop!~). Też jest wówczas buro i nijako  ze względu na chmury ale jednak coś sprawia, że te dni są ciekawe i kolorowe... Zapraszam na miss korea :)

serce

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Spóźniona Miss Korea

czwartek, 08 kwietnia 2010 4:56

Na domiar złego zaziębiłam się! W związku z czym życie ograniczam do absolutnego minimum bo z zatkanym nosem i bolącą głową oddychać się odechciewa, o innych czynnościach juz nie wspominając~~
Ale zapraszam na MISS KOREA . Dodałam trochę zdjęć w ostatnim czasie w związku z...wycieczką do Hakaty i pobytem w Pusanie (tak, wiem, było to dokładnie miesiąc temu!! :-/ ale co tam! Lepiej późno niz później!!*^_^*)
TU Światynia Sumiyoshi (dla miłosników japońskiej tradycji~~!)
TU karpie (dla miłośników kolorowych rybek;)
TU ACROS (dla miłośników zieleni)
TU (dla miłośników śniegu ^^)
TU Pomosa (dla miłośników truskawek i Buddyzmu ;) )



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

puci-puciii! :-)

wtorek, 03 listopada 2009 17:34


Zrobiłam mały (wstępny) porządek w folderze ze zdjęciami nie moimi. Te ZOSTAJĄ!!! ^____^
(*-*)  





Flaków nie lubię, ale te flaczki wyglądają apetycznie - rozbrajająco ^__^
:-%



Niby jestem bliżej wegetarianizmu niż w drugą stronę, ale TO powyżej zjadłabym z chichotem i łzami w oczach~~~~~!!! O_O  obcy A te uszeczka... ~  ...eeee...uwielbiam psie uszka. Te bym sklonowała i wrzuciła do barszczu na Wigilię. :-o (W jakś sposób nie dziwię się, że Koreańczycy lubią 'psie mięsko')
;-)
mniam


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

pół roku później

czwartek, 14 maja 2009 13:42



obcy
Myślałam, że wiatry i zamiecie śnieżne, i wogóle zima pozbawi kable tego urokliwego kolczyka~~~~
Ale, nie.
Buty mają się świetnie; wiszą tylko podeszwa trochę odwisa...

I co też zauważyłam? Mało kto wtedy i mało kto teraz wogóle widzi to 'cudo' natury. Ostatnio jakieś dzieci wskazały Mamie palcem w keirunku 'wiszącej wystawy obuwia', ale nie zareagowała~~~~
obcy



Trochę jak reklama, ale w kadr się wpisuje...



Coś odpada, ale nie spada...



serce

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Symetria latającej trumny

środa, 22 kwietnia 2009 12:33


 serce

Kwietniowe niebo jest przepiękne - Niebieskie, ze smugami ciętymi przez 'latające trumny' bez towarzystwa białych poduch
(ewentualne spadanie, do miekkich należeć nie będzie ^_^)

(*-*)




Symetrycznie w dół.


;-(






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Koreańskie Impresje

sobota, 14 lutego 2009 6:17








MISS KOREA  ^_^









Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...i misia też

poniedziałek, 17 listopada 2008 12:54
       

                                                 

Taki widok miałam kilka dni temu pod naszym śmietnikiem...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Moon Walking

poniedziałek, 27 października 2008 21:24



Wersja księżycowa.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

tyle gości w gaju:  87 897  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87897
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 622

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl