Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

po godzinach

sobota, 24 września 2011 4:47

 

 

 

 

po całym tygodniu pracy, która ostatnio Cię męczy i wymęcza, stresuje samym faktem, że są w niej ludzie, na którą siły ostatnio wogóle nie masz, która wysysa całą Twoją energię (i większość Twojego czasu – również wolnego!), gdy napisanie daty na raporcie Cię przerasta (nie mówiąc już o samym raporcie), po całym takim tygodniu w piątek, gdy kończysz najpóźniej ze wszystkich dni- o 21ej –i gdy szefowa lubi jeszcze uciąć sobie pogawędkę z Tobą o pracy, o życiu osobistym, o koreańskim podejściu do pracy, o Twojej przyszłości itp w taki piątek, gdy do Seulu trafiasz o 23ej, z wielkim tobołem makulatury na plecach, co robisz?

 

Kolacja? Impreza? Spać?

 

 

Chyba powoli zamieniam się w homo-coreanus (?_?). Po wyjściu z metra skierowałam kroki do najbliższej kawiarni, zamówiłam kawę i ciastko i siedziałam przez 1,5 godziny nad koreańskim (językiem, gwoli ścisłości).

 

 

 

 

Może też pochwalę się, że była to moja 4a kawa w tym tygodniu po ponad miesięcznej przerwie^^ od 2 sierpnia do zeszłego tygodnia żyłam tylko na herbacie :D dyscyplina, dyscyplina^^

 

 

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

kolejny upgrade

sobota, 17 września 2011 5:40

 

 

 

 

Rzecz niespotykana, przynajmniej w moim przypadku – łatwiej jest mi się dogadać w banku aniżeli uciąć sobie pogawędkę o niczym z taksówkarzem czy babcią w sklepie. Ale z drugiej strony trudno się dziwić temu zjawiskowi. Do gadki-szmatki potrzeba sporo przymiotników, które zależnie od kontekstu nabierają innych znaczeń, należy też wyczuć ogólny charakter rozmowy i znać podteksty kulturowe aby zrozumieć żart lub nie wyjść na durną, nie znając pewnych przenośni czy powiedzeń.

Banki zawsze mnie przerażały, prawdopodobnie dlatego że matematyka i liczby to był dla mnie koszmar, a do tego przeliczenia i ekonomia itp są dla mnie potwornie nudne (no nuda, no!)  więc i słownictwa bankowego omijałam jak ognia i cokolwiek z tym związane, z góry skazując siebie na niezrozumienie, niezapamiętanie. Aż do czasu gdy przyjechałam do Korei i dorosły świat samodzielności był nieunikniony, nie do ominięcia (dodatkowo Koreańskie podejście do Pieniędzy~). Pomoc znajomych koreańskich jak i Polskich (nasza mała grupeczka^^ zawężona, zacieśnionaJ)  była nieoceniona w życiu codziennym natomiast, gdy przychodził czas na urzędy tj imigracyjny (który zaszczycę swoją Biało-Czerwoną <ostatnio latam bez makijażu> obecnością w przyszłym tygodniu by odebrać nowiutką wizę *^_^* hip-hip-hurra~) oraz banki, kupienie telefonu, komputera no i poczta- w tych momentach miałam siebie i nadzieję, że lekcje (koreańskiego) poświęcone tym tematom nie ulecą z głowy w chwili najpotrzebniejeszej. Dawałam sobie jakoś radę i doszłam do wniosku, że i w bankach czuję sie jak homo-samsungus a nie jak zwykły sapiens... bo w czym tak naprawdę można się pomylic w banku, jesli nie z liczbą? Słownictwo jest niezmienne i jednoznaczne, rubryki zawsze wyglądaja tak samo, pracownicy zawsze używają tych samych formułek podczas rozmów/ transakcji, wszystko opiera się na czasownikach i rzeczownikach, które łatwiej mi zapamiętać gdyż pochodzą z języka chińskiego, a przez to mają swoje odpowiedniki w znakach chińskich, które usprawniają mój proces zapamiętywania. Tak więc kolejny „upgrade” w życiu gibbonowym, tatuś powinien być dumny, rodzina może odetchnąć że NIE zginę śmiercią ekonomiczną ;-)

Z ciekawszych rzeczy, to fascynuje mnie koreańskie „ppalli, ppalli” (o którym chyba już nie raz wspominałam), czyli „szybko, szybko”. Z jednej strony NIE NAWIDZĘ tego podejścia (ja lubię powoli) i w pracy też widzę, że nie daje to zbyt dobrych efektów. Natomiast jeśli idzie o bankowość, to cecha ta jest bezcenna. Pieniądze z banku A do banku B przechodzą w ciągu minuty, pieniądze z Korei DO Polski w ciągu godziny. Pamiętam jak parę lat temu zastanwiałam się dlaczego, gdy wysyłam pieniądze do Korei muszę to robić za wczasu, bo one będą szły do 2 tygodni. Na mój gibbonowy rozum jeżeli coś dzieje się wirtualnie, to znaczy że szybciej niż realnie, więc skąd 2 tygodnie?? Szybciej pociągiem by było!

 

I tu zakończę

serce

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

HD BH

piątek, 09 września 2011 5:46

 

 

 

Miss Korea zaprasza do Bau-House'u :)

 

BH

 

 

 

jakoś się zmieścimy...

 

serce

 

 p.s. ważne! dźwięk klipu najlepiej odrazu ściszyć bo wyszedł tutaj potwornie głośno~:-/

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wycieczka

środa, 07 września 2011 4:52

 

Jestem tak do tyłu z opisywaniem i wstawianiem zdjęć, że nie wiem kiedy to zdążę zrobić. Czy kiedykolwiek?... To tylko mały dowód na to, że lane-lepkością lato nie sprzyja niczemu. Niemniej powoli nadrabiam zaległości... :)

 

 

 

 

 W muzeum zabawek w Heyri. Po srodku jedna z moich ulubionych postaci animacji, dzieki ktorej nauka koreanskiego jest jak ubw po pachy^^

 

 

2 tygodnie temu miałam okazję oprowadzać ciekawych gości z kraju nad Wisłą... Ale praca, tak naprawdę zaczęła się tydzień wcześniej, gdy trzeba było ułożyć dokładny program i w ostatniej chwili poproszeni zostaliśmy jeszcze o napisanie przewodnika~ Goście duży nacisk położyli na „artystyczną „ stronę Seulu i w związku z tym miałam możliwość odwiedzeniamiejsc, o których nawet wcześniej nie słyszałam i do miejsc do których nie specjalnie mnie ciągnęło. Zatwierdzony z góry plan dnia zmieniał się jednak  jak w kalejdoskopie, a gdy grupa dowiedziała się, że będziemy w pobliżu DMZ koniecznie chciała tam pojechać (w pierwszej wersji programu było DMZ, ale nie byli wówczas tym specjalnie zainteresowani...). Rzecz z DMZ, mimo iż bardzo „turystyczny” szlak, nie jest taka prosta z kilku względów. A mianowicie, żeby trafić do Panmujon (반무전) należy zgłosić swoje uczestnictwo conajmniej na 72 godziny przed, należy mieć ze sobą paszporty, ubiór też nie może być „dyskusyjny”. Ponieważ nie mieliśmy 72 godzin a niecałe 24 ( w tym ostateczną decyzję podjęli(śmy) na 2 godziny przed wyjazdem~!) wybraliśmy wersję „light” a mianowicie 2,5 godzinną alternatywę po obserwatorium oraz trzeci tunel, a także stacja metra Dorasan. W „obserwatorium” możliwość „podglądania” Korei Północnej graniczyła (hol~!) z czymś co zahacza o jakąś CIEKAWOSTKĘ PRZYRODNICZĄ typu podglądanie smerfów przez Gargamela... Zdjęcia można robić, ale tylko do końca linii wyznaczonej na zadaszonym tarasie. Oczywiście ja znalazłąm się w tłumie wielu „sprytnych” co to podeszli do lornetek (za żółtą linię) i z „ukrycia” próbowali zrobić zdjęcia nieco bliżej „ICH”, ale czujne( i przyzwyczajone do takich numerów) oko (ah, przystojnego^^) żołnierza (ciekawe ile razy widział takich mądrali...) wyłapało wykroczenie, spokojnie poprosił o aparat i usunął zdjęcia ujawniające zbyt wiele. W sumie to zobaczyłam jakiś dwóch ludzików po stronie KRLD (rany! Widziałam ich!!O_O), ale czas oglądania skończył się, a nie chciałam płacić kolejnych 500 łonów (ok 1 zł) by oglądać północno-koreańskie atrapy, pustki wśród baraków i flagę KRLD na maszcie wyższym od tej Południowo koreańskiej.

 

 

 

 

 

Obserwatorium. To co widac w dalekim tle, to Korea POLNOCNA! O_O

 

 

Trzeci tunel – hmm...jakoże byłam tam jako przewodnik, musiałam mieć się ciągle na baczności i swoją ciekawość odsunąć na dalszy plan, więc gdy idąc tunelem zdałam sobie sprawę, że moja trójka gdzieś zniknęła postanowiłąm się wrócić... więc samym tunelem przeszłam może 200 metrów i podziemnej „granicy” nie zobaczyłam. Ale to co zobaczyłam przyprawiło mnie o zidiocenie, i po raz kolejny uświadomiło, że BIZNES jest NAJWAŻNIEJSZY, bez względu na otoczenie. Otóż w całej okolicy DMZ musowo sklepy z pamiątkami (nie zapytałam tylko czy to strefa bezcłowa~) a jedną z „pamiątek” jakie można kupić to... BB cream (dla tych co nie wiedzą co to bb cream, powiem że to coś w rodzaju podkładu – kosmetyk, w każdym razie bardzo popularny w Azji). Tak jak można kupić wodę „DMZ” (pisałam o tym kiedyś) tak BB cream nie nosił żadnego znamiona miejsca, i był firmy której wogóle nie znam. W totalnej leśno-górzystej głuszy i ciszy (^-^ ahh~), wśród cudnej zieleni gdzie dostać się można tylko specjalnym autobusem, gdzie wokoło tylko baraki i jednostki wojskowe, gdzie wstępu nie ma, po co komu BB-cream?? O_O

 

 

 

 

 

Oaza spokoju w DMZ, kolo trzeciego tunelu.

 

 

Przedpołudniem wybraliśmy się do Heyri Art Valley, miasteczko malarzy, architektów, pisarzy i innych artystów mieszkających i tworzących wspólnie w tym urokliwym, zacisznym i wielobarwnym miejscu. Ale nie zobaczyliśmy zbyt wiele, poza muzeum zabawek i samymi domami ( które są zarazem muzeami lub galeriami, pracowniami jak i domami mieszkających w nich artystów), gdyż ostateczna decyzja o wycieczce do DMZ zmusiła nas do szybkego lanczu (mieliśmy na to 30 minut, pracownicy restauracji – mimo iże Koreańczycy – trochę się zdziwili~). Ja byłam zdziwiona, że grupa -kładąca nacisk na aspekt artystyczny całego wyjzadu -w ostateczności wolała miejsca „typowo” turystyczne (jak właśnie DMZ ), dzień bez planu tylko zakupy i siedzenie w hotelu nad basenem... Do tego woleli (sobie lepiej znaną) kuchnię japońską od koreańskiej~

 

 

 

 

Stacja Dorasan. Gotowa stacja metra czekajaca tylko na zjednoczenie (lub tez jakas obustronnie korzystna umowe) obu czesci Polwyspu Koreanskiego. Nie wiem, czy widac ale na niebieskim szyldzie napisane jest "To Pyeongyang", czyli nazwa stolicy KRLD ktora w Polsce caly czas wystepuje pod swoim Chinskim odpowiednikeim, Fenian.

 

 

Udało nam się w zasadzie wszystko, ale pod koniec drugiego dnia, wracając z DMZ trochę opadłam z sił i był moment zmęczenia materiałEM~ W HD poszliśmy na Wietnamskie (broń boże kimci!~) jedzenie i zaproponowałam (bez większej nadziei, że im się spodoba) Bau-House, kawiarnie w towarzystwie psów. Strzał w dziesiątkę! Ulżyło mi co niemiara, że miejsce to nie tylko spodobało im się ale i nieźle rozwarło szczeny^^ Oni szczęśliwi i ja również :)

 

 

 

 

Bau House w HD :)

 

serce

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

tyle gości w gaju:  87 884  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87884
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 622

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl