Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

pogrózki Ojca na tematy Pólnocno-Koreańskie~~

piątek, 28 sierpnia 2009 13:47
  

chat
Ile razy wracam od Ojca  - czy to pół dnia, czy 2 godziny - czuję wszechobecne zagrożenie, czyhające pod każdym (nawet moim!) płotem. Po spotkaniach z nim mam ochotę zabarykadować się w  pokoju i czasem tylko  wychodzic po zapasy, jak wiewiórka. A to dlatego, że tematyka podejmowana przez Ojca jest zawsze katastroficzna, problematyczna, polityczna, zbrojeniowa, aferowa. Nawet rozmawiając o sztuce dochodzimy do korupcji, oszustw, morderstw. I to wcale nie jest tak, że on jest cały przerażony tym co mówi, ale jest to dla niego jak gadka o pogodzie, czasem tylko emocje biorą górę, ale nie te negatywne tylko ekscytacji...

Na ogół też podczas obiadu (godzina 18!) TV jest włączone non-stop - wiadomości albo tenis: albo wybuch w strefie Gazy, albo niesamowita piłka! (Ten sam wytrzeszcz oczu w obu sytuacjach)

A kilka dni temu wyczułam bardziej niepokój niż „zachwyt". Już czułam, że to do mnie i poniekąd o mnie; „Korea Północna może w każdej chwili zaatakować!" - i wzrok przerażony nakazujący mi reagować tak samo~~~ Tu mi trochę ręce opadły, i stwierdziłam że nie będę cytować niedawnego wpisu Anki (cyntya.blog.pl) obrazujący jak w Południowej K. „przejmują" się tymi 'pogróżkami'. Ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, O. stwierdził że moja reakcja jest zerowa = „Nie interesujesz się tym?!"  (>_<)

Ja: „Interesuję, wiem co nieco na ten temat"

O: (chwila wytrzeszczonego zastanowienia w celu zagięcia mnie jakimś pytaniem) „Ile milionów ma armia Północno Koreańska??"

Ja; (?!?) „Nie wiem-„  :-|

O: „Nie wiesz???"

Ja: „nie wiem, bo chyba nikt do końca nie jest pewien, MOŻE poza CIA"

O: „No jakto, przecież są satelity i wszystko widać~~"

...

(Gdyby było tak wszystko widać  nie było zagrożenia wojną nuklearną i wszyscy zbrodniarze wojenni byliby już dawno złapani...)

 O: „A na którym równoleżniku leży Korea Północna??"

Ja: (ziewanko) „...no, nie pamiętam dokładnie cyfry ale mniej więcej na poziomie Polski":-)

O: „(...)"

Było jeszcze parę 'ostrych' pytań po których doszłam do wniosku, że moja znajomość tych SUCHYCH faktów jest naprawdę zbyteczna! Gdyby COŚ się działo, nie wiem w czym te cyfry miałyby mi pomóc? Jedyna rzecz jaka by mogła się przydać, to znajomość Koreańskiego i ich sposób życia -  a pod tym względem wiem dużo więcej od O., który - jak stwierdzam, ma informacje stricte kawiarniane, towarzyskie...A ja 4 września wracam TAM ^_^

 *-O

 

-------------------------


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Diabeł pije sodziu

wtorek, 11 sierpnia 2009 20:21




8.30 dzwoni  Hjon. Mimo, iż umówiłyśmy się poprzedniego dnia na 10.30, prezes chce abym przyszła jak najszybciej ze względu na pilną sprawę.
Nie ukrywam,że byłam jeszcze z głową na poduszce... Ok. Wstaję nieco wcześniej niż planowałam, wychodzę. O śniadaniu mogę zapomnieć, po drodze kawa + ciastko cynamonowe. Kiedy zjem? Nie wiem.
9.40 jestem w hotelu, Hjong czeka na mnie w holu. Potem razem czekamy na prezesa przez 15 minut. W końcu prezes dzwoni i mówi, że dojdzie później.
11.00 zjawia się prezes - blady, z podkrążonymi oczami, odpala papierosa jednego za drugim. Co chwila dzwoni do swojego biura w Korei. Hjon tłumaczy mi, że w nocy dostał telefon z Korei - jakaś pilna sprawa, i muszą wracać w niedzielę (zamiast poniedziałku), i czy nie mogłabym zarezerwować nowych biletów do Frankfurtu? Prezes dorzuca, że najlepiej "za 100 $" (2 osoby??!!). Szperam w necie, alarmuję kogo się da - znajduję lot za 400 $. Prezes troche kręci głową, ale OK. Wylot w sobotę o 15.30. Zarezerwowałam.
11.30 Prezes i Hjon intensywnie analizują swoją sytuację (nie wiele z tego rozumiem~~). Prezes znów wykonuje kilka telefonów do Korei - upewnia się jaka jest sytuacja. Zmienia zdanie - zarezerwować lot na sobotę (O_O) . Znów szperam, wykonuję telefon, podaję wszystkie potrzebne dane - OK. Jest rezerwacja na sobotę.
11.45 Prezes wykonuje kilka telefonów, potem telefon znów dzwoni do niego. Zmienia zdanie - zarezerwować lot spowrotem na niedzielę. ( *_* ) Wykonuję po raz trzeci te same czynności, bateria w komórce naładowana była rano a już jest w połowie...
OK, przebukowałam spowrotem na niedzielę (całe szczęście za każdym razem kto inny był po drugiej stronie słuchawki~~)
12.00 upewniam się prezesa a potem Hjon (a ona znów pyta jego) - czy napewno nidziela? Tak.
12.05 upewniam się po raz drugi - prezes coś myśli, mówi tak, ale wychodzi na kilka minut.
12.15 upewniam się po raz trzeci - prezes siada za stołem, ciasno krzyżuje ręce, zaciska usta - Tak. Tak.
Ok. Po raz czwarty dzownię i podaję wszytskie niezbędne dane + nr konta + dość długaśny adres w Korei, który szanowna pani potem 2 razy powtarza dla pewności.
Bilet kupiony. O nic prezesa się nie pytam. On milczy skupiony, poczem krzyczy na Hjon żeby mu kawę zrobiła.

Zastanawiam się, czy przypadkiem ta 'zmienność wylotu' nie była poniekąd spowodowana niezadowoleniem prezesa z organizacji targów, bo rzeczywiście, ja zamiast być tylko tłumaczem stałam się jego drugą asystentką i mediatorem między prezesem a organizatorami i to jeszcze nie wszystko...
 
                                                                                                                [:-|]




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

7 piętro, wiatrak i butelka

piątek, 07 sierpnia 2009 9:24

 

Wczorajszego dnia nie pamiętam, ale pamiętam wieczór.
Zachód słońca na 7 piętrze hotelu, wiatraczek zamiast klimy, ramjon (Koreańskie zupki instatnt), kimci (Takkk!!!) i.... sodziu - koreańska wódka, w której nawet języka nie zamoczyłam (jak to możliwe??) będąc przez te klika miesięcy w Korei a tu proszę, Korea przyjeżdża na targi z zapasikiem wódeczki w plastikowych butelkach 

(*-*)  (*-*) (*-*)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

delegacja z Korei

środa, 05 sierpnia 2009 21:09



Padam z nóg.
Mniej więcej wiedziałam czego się spodziewać po reprezentacjach wielkich firm, koncernów itp Koreańskich. Transfer do hotelu przebiegł w miłej atmosferze - goście z kraju cichego poranka podziwiali z okna samochodu urok lasów Chwarznieńskich,- jednak trochę zdziwiła mnie 'lekkość' i bezpardonowość prezesa z Ciangłon a zwłaszcza jego niezadowolenie z hotelu (Hotel Gdynia~~).
...
Ale po paru chwilach doszłam do wniosku, że jak najbardziej ma prawo narzekać na standard hotelu. To że jest on najlepszy w Gdyni, nie znaczy że dla Koreańczyka, który rocznie odwiedza ponad 30 krajów, będzie wystarczający. Zwłaszcza w tak odległej Polsce, zwłaszcza w Gdyni tak odległej od Warszawy ~~ Przedewszystkim brak klimatyzacji w pokojach (w Korei nawet w akademikach sa klimatyzatory) był sporym rozczarowaniem, które okazał poprzez nonszalanckie przejście przez hotel ze swoją tajemniczą walizeczką na kółkach, którą obijał o framugi i ściany...
Potem było rozczarowanie "wielkością" targów. Organizacją. Ilością ludzi. Znikomym prestiżem imprezy. Brakiem wpływowych osobistości. (Tłumaczyłam parokrotnie, że otwarcie targów nastąpi dopiero jutro, ale to nie było ważne...)
Po godzinie rozeznania się w terenie, przyszła kolej na jedzenie. "Sushi? OK!" Więc zabrałam do najbliższej 'suszarni' czyli do Gemini. Prezes zobaczył ceny i powiedział że chce zwykłe mięso z piwem...
Prezesik jest miły, żartobliwy  i zadowolony, gdy wszystko sprawnie i szybko idzie. Opierdzielił równo swoją asystentkę za rzekomy bałagan w dokumentach i za to, że ma program  tylko po polsku (też uważam, że organizatorzy targów powinni byli lepiej sie do tego przygotować!). Mimo, iż tłumaczenie poza godzinami pracy nie było w umowie, z Muminellą resztką sił skleciłyśmy coś w zrozumiałym dla Hjon języku.
Ja już w domku ^^ Hjon - przesympatyczna asystentka - pewnie będzie musiała jeszcze dłuuugo dzis asystować prezesowi w nocnym 'procentowaniu'.
obcy



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

korki i tłumaczenia

poniedziałek, 03 sierpnia 2009 11:33



Doszłam do wniosku (trochę mi to zajęło...), że mogę się conieco "ogłosić" na własnym blogu. ^_^
Jak zapewne niektórzy wiedzą, studiuję Orientalistykę z wiodącym językiem japońskim. Od dziecka mówię po angielsku (mam alternatywnych rodziców~~). Spędziłam I semestr na Yonsei University i mówię też po Koreańsku (jeszcze nie tak db jak po ang, czy jpn, ale mowię :-)). Do końca sierpnia jestem jeszcze w Polsce, więc jeżeli ktokolwiek (z okolic) jest zainteresowany zgłębianiem jednym z tych 3 języków - zapraszam!!
Do tego chcę zachęcić do korzystania z umiejętności moich znajomych, ktorzy przebywaja stale na Pomorzu. Linda i Agnieszka - Linda wychowywała się w Japonii więc mówi świetnie w tym języku! Agnieszka skończyła Japonistykę na UW więc ma równiez zaplecze terminologiczne. Uczęszczałam do nich 2 lata temu, więc wiem co mówię (*-*)
Na codzień (przebywając w 3m) współpracuję z 2 biurami tłumaczeń - THUNLANG w Gdyni, i KADO w Sopocie. Thunlang zajmuje się również oprowadzaniem grup po Trójmieście.  Są to bardzo rzetelne biura, które miałam okazję poznać również od środka ^^
W kategorii 'języki' po lewej stronie - linki.

Warto przynajmniej zapoznać się z ofertami, bo nigdy niewiadomo kiedy mogą sie przydać! Ja tymczasem, szykuję referacik o tym jak ważna jest nauka języków obcych dla naszego mózgu ( !!! hehe ;-) )

Inne linki jakie polecam, dot. mojej obsesji ostatniego tygodnia - 'mejkapy'. Na youtube jest wiele 'tutoriali' z makijażu, mnie bardzo spodobała się oferta i jakość "tjutoriali"tych  dziewczyn: xteeener, missdebramaye, kandeejohnson.
Linki w nowej kategorii "Piękno" - 美.
Zapraszam!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Podsumowanie ostatnich 2 tygodni

niedziela, 02 sierpnia 2009 22:57




;-(

16 lipca - Mama wyjeżdża na wakacje, zostawiając mi pieska. Jeszcze tego samego dnia Lucek (piesek) ucieka tuż pod drzwiami domu i wraca po godzinie z zakrwawionym jęzorem i łapą... Krew się leje więc przywiązuję go do płotu w ogrodzie, żeby mi domu nie zakapał!

17 lipca  - Mamie jeszcze nie chwaliłam się jaki Niuniek (piesek) jest zwodniczy. Dając mu "drugą szansę" spuszczam go ze smyczy w parku... i zaczynam mieć złe przeczucia~~~ Godzinę później widzę czarnego bydlaka (piesek) truchtającego wokoło płotu - wołam go a on patrzy przezemnie jakbym była przezroczysta, nic nie reaguje poczem częstuje się wodą od sąsiada z 'porażeniem mózgowym'. Wychodzę za bramkę i tłumaczę sąsiadowi, że powinien był złapać psa skoro wie że jest to mój (nie mój!!) cielak (piesek) a nie dawać mu wodę. Na to sąsiad wyzywa mnie od... przemilczę~~ Popołudniu zaczął padać deszcz --wtedy Debil (piesek) wrócił...

18 lipca - Cipas (piesek) cały dzień przeleżał w ogrodzie, ja jeszcze próbowałam sie pozbierać nerwowo po jego wybrykach które mogły skonczyc się dla mnie mandatem!! W internecie czytałam o psychologii i rasach psów - doszłam do wniosku że nasz Debil(piesek), musiał mieć jakiegoś przodka Husky'ego Syberyjskiego.

  
Pełnia szczęścia~ kosztem moich nerwów!!



19 lipca - Mama wraca, i tłumaczę jej we łzach że chcę normalnego psa, tzn. sukę. "Samiec twój wróg" - zwłaszcza ten z ogonem.

20 lipca - jadę na Kaszuby, odpocząć. Ale samotność nocą w domku nad jeziorem ciut mnie przeraża, więc zabieram Muńka (piesek) zesobą. On jest w 7 niebie, a ja jeszcze do niego nie doszłam..

21 lipca - słońce, leżak, "Malowany Welon", 2 spacery z kagańcem w tle - jest uroczo. 3i spacer mija miło, aż do bramki od płotu - Piździut (piesek) ma przypływ fantazji i postanawia jeszcze sobie pobiegać...daleko od domu, bez kagańca!! ja zamieram~~~ Ale wpadam na pomysł- 'udawaj, że nie prysnął, tylko zachęć go do  pływania (piesek uwielbia sie pluskać! ^^). Tak więc drogą pylistą, drogą leśną udaję debila i kieruję się lasem w dół nad jezioro. Pomocna okazała się sarenka (4a tego dnia!), którą Śmierdziuch zaczął gonić w stronę jeziora, a w jeziorze porzucałam mu drągale i w efekcie smycz na szyję.

22 lipca - miły spacer zakłócony 'erą konsumpcjonizmu Polaków' -  że co?? Ano tak! Jeziorko+piwko+grill+kupa żarcia w efekcie nie zjedzonego i w efekcie lądującego pod (przepełnionym już) MINI śmietnikiem. Czterołap (piesek!!) zostawiając mnie na szczycie pagórka dobrała się do czegoś co tam leżało; śmierdzące, gnijące!!! AAAA!!!!
KTO NA MIŁOŚĆ BOSKĄ JEST TAK FAJNY I ZOSTAWIA PO SOBIE ŚMIETNIK POD  ŚMIETNIKIEM - W LESIE! NAD JEZIOREM! LATEM!! I KTO JEST ODPOWIEDZIALNY ZA WYWÓZ TEGO I JAK CZĘSTO, BO CHYBA TO COŚ CUCHNĄCEGO PAMIĘTA JESZCZE MAJÓWKĘ??!!! I KTO BYŁ TAK MĄDRY, ŻEBY TAKIE MAŁE ŚMIETNIKI USTAWIAĆ PRZY "POLU GRILLOWYM"??!!
Piesek, po wcześniejszym wyszorowaniu piaskiem w jeziorze a potem wodą z pastą do zębów, został przywiązany do drzewa, żeby przypadkiem nie nasmrodził w -itak juz lekko smrodliwym - domku.



godzina 12.30 - pojawia się w kadrze leśnym Babcia! (??? przecież miała przyjechac PKSem o 13. 15...) Lekkie spięcie już na początku - Babcia tłumaczy mi, że przez telefon dzień wcześniej upewniałam się co do godziny 12.15, a ja uparcie twierdziłam, że upewniałam się o 13.15... Babcia zawsze powtarza, że jest slepa i GŁUCHA, ale w tym wypadku wogóle jej to przez myśl nie przeszło!

23 lipca - spowrotem w Gdyni. Bez psa. Odpoczywam? Tak, ale jak mam na imię?...
24 lipca - problemy z internetem i reszty nie pamiętam.

25 lipca - idę z z Megi (moją zastępową z lat 1992-94) na spacer - chmury wokoło, ale co tam! Megi plażowo, ja na liliowo - obie bez parasolki...w końcu klony nas poratowały. Dosadziłam kilka rzodkiewek - żołtą i białą.

26 lipca - Odwiedzam Paulinkę na warsztatach butoh - i wychodzi moja świetna znajomośc Gdańska - nie dotarłam na spektakl na czas~~~~
27 lipca - obiad u Ojca - jak zwykle popadam w bojaźń i drżenie, ze względu na tematyke rozmów mojego O. O tym niedługo...

28 lipca - akcja remont biura! W wyniku dotknięcia papierkiem ozdobnym gniazdka z telefonem, gniazdko wypada. Teraz na podłodze leżą 2 gniazdk i pełno kabelków. Nie ma internetu i telefonu biurowego...

29 lipca - nadal niema łączności ze światem biznesowym i wirtualnym.. Fufiak przychodzi na ratunek, ale nie wiele to daje.
30 lipca - ranna przejażdżka na Kaszuby po odbiór Babci i psa. wieczorem przybywaja (wreszcie!) eksperci od kabli i po pół minuty jest internet i sygnała ew telefonie. Czary!!

31 lipca - buszowanie w mejlach i nadrabianie zaległości.(sadomaso, słowo daję!)

1 sierpnia - 65 rocznica, nic więcej nie powiem. Obiad jadłam na baczność.

dziś - siostra wrociła z wolontariatu z Lipska a mama zrobiła grilla. Niedzielne gadki-szmatki ^^

jutro - ...wolę nie planować, bo ostatnie 2 tygodnie były zaplanowane co do godziny, a ciągle coś się wyłamywało z planu!!!


|-o zZ... zZ... zZ...




...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

tyle gości w gaju:  87 885  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87885
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 622

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl