Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

zabawy z sarnami

niedziela, 22 lipca 2012 14:52

 

 

 

 

 

 

 

 

Poza tym, że przytachałam (po raz kolejny) zapasy zielonej herbaty (sencha!) przywiozłam również zaziębienie... -_- sama nie wiem jak to się stało, chyba poprostu za późno chodziłam spać a za wcześnie wstawałam w  tygodniach poprzedzających wyjazd, powtórzyłam też duży błąd sprzed 2 lat - piłam za dużo lodowatych napojów na ten duszno-parny gorąc jaki tu się nagle pojawił (przecież jeszcze w kwietniu spałam w polarowych gaciach i ogromnych wełnianych skarpetach!). Do tego jak zwykle klimatyzacja, którą trudno w tym kraju ujażmić. A w sobotę (30 czerwca) rano doszedł jeszcze ogromny stres pod postacią lotu w deszczu i kłębach ciemnych chmur. Jak wiadomo, latanie nie nalezy do moich pasji...w ostatnich latach trochę oswoiłam się z tymi trumnami, siłą rzeczy, ale tylko gdy jest na co patrzeć za oknem!( Patrzenie na oddalające się bloki i ludziki, układ dróg i autostrad, ilość zieleni w Seulu (zero!) i wodę i te poduszki z bitej śmietany~^^) Tyleże w sobotę lecieliśmy jak we mgle - nic nie widać, najpierw szaro, szaro, szaro potem biało, biało, biało. (Droga do Niebios??~~O_O))

 

 

 

 

 

 

 

 

A potem deszcz w Narze przemoczył mi skórzane klapki i to był już gwóźdź do trumny. Ale co tam, sarenki w Narze warte są każdego kichnięcia, kaszlu i straconego głosu!

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W marcu w Narze była cudna pogoda a sarny na wyciągnięcie ręki tak mnie zachwyciły, że zdążyłam obejrzeć tylko Kofuku-ji a o Todai-ji zupełnie zapomniałam. Kupiłam za to 3 kimona za 1000 yenów! (ok 40 zl??). Wycieczka do Kioto okazała się mniej rewelacyjna. Tym razem obie wycieczki (do Nary i Kioto) były skąpane w strugach deszczu, zobaczyłam Todai-ji  i zachwyciłam się wielkością Buddy oraz "Czerwonego Kapturka" na warcie przed Todai-ji, japońską młodzieżą szkolną w popłochu uciekającą przed chciwą zwierzyną Nareńską i martwą cykadą, jaką dojrzałam przypadkiem na sekwoi (o którą chciałam się oprzeć by wylać wodę z klapek...). Chciałam też kupić kimona w tym samym sklepie co w marcu ale...i tutaj nauczyłam się ważnej lekcji! I tutaj wyzbyłam się myślenia "polskiego turysty" ! Lekcja na całe życie! Zakupy robimy NA POCZĄTKU! Bo potem może nie być, albo jak w przypadku Nary, sklepy zamykamy o 6 a jeszcze wcześniej gdy jest ulewa! Nie kupiłam kimon. Żeby dojść do parku i Todai-ji jest dróg kilka od dworca, ale żeby dojśc do Todai-ji przez park i Kofuku-ji jest właściwie tylko jedna droga - wiodąca przez słodką ulicę ze słodkimi sklepami sprzedającymi słodkie japońskie cuda. I dojrzałam kimona, nawet przejrzałam parę i powiedziałam sobie; "za 2 godziny obkupimy się~" i poszłam, jak na "wartościowego turystę" przystało, dalej w świątynie, sarny i lasy z ręką coraz mocniej trzymającą parasolkę. Do hotelu wróciłam  mocno zmokła z zadowalającym doświadczeniem wygłaskania uszu i główek saren (nawet dotknęłam rogów jednej/ego - są ciepłe! - Tego na biologii nie uczyli~^^) ale mocno niezadowolona z niezakupionych kimon. W Kioto podobna historia. Wstałam późno w niedziele, bo nagle katar i kaszel mną zawadnął, do tego lało się za oknem jak z wodospadu. Pojechałam najpierw za Kioto, do synnego lasu bambusowego Arashiyama. Może warto wspomnieć, że gdy autobus opuszczał te zielone tereny nagle wyszło słońce...-_- Gdy trafiłam do Kioto, skierowałam kroki do sklepu z kimonami (który upatrzyłam sobie w przewodniku, tylko nie pamiętam czy napisali godziny otwarcia i ZAMKNIĘCIA. W NIEDZIELE!~). Fiasko, i nawet sklepy z czekoladkami w Gion były już zamknięte...w żadnej "żabce" (lawson, 7/11) nie dojrzałam ani jednego kit-kata z zieonej herbaty, (wszędzie mnie przepraszali, że nie mają...) a! i znowu ani jednej gejszy/maiko nie widziałam...! -_-  Honor uratował mi sklep z herbatą, (chociaż już też liczyłam się że i on będzie zamknięty, ale ponieważ mają w nim i herbaciarnię, to najwyraźniej doszli do wniosku że może być dłueżj otwarty...) sklep Gion-Tsujiri oferuje lokalną herbatę (zwłaszcza zieloną) oraz najrózniejsze ciastka i lody z zielonej herbaty. Ja oczywiście poszłam do półki z Senćą (sencha - 煎茶). Poszalałam, kupiłam odmiany senci nie wiedząc na czym polegają różnice (znaki kandzi ograniczają mnie, a pytanie o to ekspedientki po japońsku byłoby nieco trudne. O angielskim zapomnijmy!). Zakupy są NAJWAŻNIEJSZE! :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ponieważ ostatniej wycieczki do Japonii nie miałam ...(jeszcze) okazji opisać, dziś zamieszczam... skrót wydarzeń. Skrót z marca/kwietnia i z ostatniej lipcowej wycieczki :D Pod postacią zdjęć (Miss Korea).

 

 

 

 

marzec 1, marzec 2

 

 

lipiec 1, lipiec 2, lipiec 3

 

 

 

 

 


Podziel się

komentarze (11) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

tyle gości w gaju:  87 896  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87896
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 622

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl