Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 217 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

lepkosc zycia z panem Morita

wtorek, 26 lipca 2011 19:08

 

 

Chyba jednak przeprowadzilam sie w niedobrym dla siebie samej czasie ( i tu sie zastanawiam, nad tzw "timing" w moim zyciu z ktorego nigdy, bezposrednio po jakis zdarzeniach, nigdy nie jestem zadowolona~) - pod koniec semestru-,gdy juz marzylam o spaniu do poludnia, na poczatku lata-, gdy zaczelo sie goraco, parno i deszczowo i przy wygasajacej wizie... Chyba te 3 fakty spowodowaly, ze moje moszczenie sie w gniezdzie tak dlugo trwa(lo) i ciagle mam wrazienie, ze jestem jeszcze w "fazie przejsciowej", okolo przeprowadzkowej  mimo, iz juz ponad miesiac minal~ To co bardzo przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu to lepkosc zycia, spowodowana wysoka temperatura powietrza i tzw ciangma (장마) czyli letnimi strugami deszczu (nazwijmy to monsunem^^), ktore zaczely sie pod koniec czerwca i, z drobnymi przerwami (czasem 2 godziny), spadaly ciezko jak Zaby w "Magnolii" przez ponad 3 tygodnie. Pracuje popoludniu, wiec nadrabiam "sen semestralny" przez co spie dalej niz do 9ej a przez co chodze spac nie wczesniej jak o 2ej (teraz jest po 1ej), przez co rano nie mam jak wstac wczesniej jak o 10ej, przez co spodnie (tudziez spodnica) ciezko wchodza bez klimatyzacji nawet przy pomocy pana Mority (moj wiatraczek) bo rytual ubierania sie przypada na samo poludnie. Mial byc "apgrejd" a wymienilam dziuple z klimatyzacja w Nowej Wsi na palac w Lesnej Dzielnicy z panem Morita (czy wiecie co znaczy Morita po japonsku w tych znakach 森田 ? "lesne pole ryzowe" -mniejwiecej... - przypadek? czy podswiadomosc podczas elektro-zakupow?~)

...

Pierwsze martwe cykady, w parku 2 tygodnie temu, oznajmily koniec ciangmy a poczatek bzykania~ Ale dzis jedzac kolacje w "restauracji" (musze inne slowo na owe miejsca do jedzenia znalezc!) i chrupiac utesknione kimci wpadl pan w zlotej koszuli z (chyba pseudo) jedwabiu z wizerunkiem smoka w okularach slonecznych, w zlotych adidasach i z pasujaca do reszty iloscia zlota na odstajacych czesciach ciala, do tego czarny dol dresowo-kreszowy (to jeszcze istnieje!), gesty, lekko uzelowany i falowany czarny wlos z nieodlacznymi okularami slonecznymi (jaki smok taki pan!). Lekko zastyglam gdyz oto przypomnialo mi sie, ze moje miejsce pracy (ktore zwe "za lasem";)) niegdys slynelo z GONDAL (건달 lub tez "dziopok" - 조폭- mafia koreanska), ale zloty pan na wstepie oznajmil, ze w Seulu dzis spadlo 300mm deszczu, i ze zje zupe z tofu na ostro. Chwile potem zaczely sie wiadomosci w TV (restauracja bez TV to jak kuchnia bez lodowki) i oczy mocno wytrzeszczylam - HD (Hong Dae) ZALANE! Woda przykrywa kola samochodow! Zamiast ulicy, przedluzenie rzeki Han! A ja okno (moje wielkie, ukochane, koreanskie okno!O_O) w domu zostawilam otwarte. W takiej pogodzie uwydatnia sie okrutna szarzyzna betonowego Seulu. Swiezosc wilgotnej trawy? nie pamietam co to bo w Seulu jesli cokolwiek zielone to moje 5 herlawych roslinek a najblizsze drzewo mam kolo przystanku do ktorego ide conajmniej 3 minuty. Ogromniaste krople deszczu po kilku godzinach lupania o wszystko co spotkaja na swej szybkiej drodze do reinkarnacji, staja sie bardzo meczace dla ucha i byc moze dlatego, by zagluszyc te wszystkie huki (grzmoty akurat mila brzmia^^~) zaczelam sluchac pewnej skocznie cierpietniczej piosenki w wykonaniu romantycznie powaznych mlodzieniaszkow z czarnym makijazem wokol mangowo bolejacych oczu i dominujaco umiesnionych cialkach przykrytych piorkami ptaszkow i futerkami zwierzaczkow o, jakze dzialajacej na dziewicze pompeczki, nazwie MBLAQ (emblek). serce Ile razy jade do pracy (a od ponad miesiaca dojezdzam 3 roznymi liniami metra) mam ochote spiewac "Oh, baby stay with me..." gdyz z tymi slowami gubilam sie w podziemiach przesiadajac sie na kolejny pociag i jak probowalam nie wyjsc z siebie i stanac obok gdy pomylilam pociagi i pojechalam w przeciwna do pracy strone~

STAY -  ale ciangma ma se pojsc w cholere, a kysz!

(Czyz teledysk nie jest inspirowany wlasnie ciangma ( co ztego ze zima nakrecony!)- te chmury, ta ilosc wody ( w basenie i lzach...), te lampy blyskowe (i seksowny blysk w oczach), tempo piosenki i rozlozenie akustyczne zupelnie jak letnia burza i chlopcy jak mlode pioruny! ;-) Polecam sluchania w deszczowe dni, naprawde jak ulal pasuje!)

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nagasaki ( w wersji mocno okrojonej)

sobota, 23 lipca 2011 14:17

 

 

 

3 tygodnie temu, po 2 godzinach snu, poswitowalam na lotnisko by stamtad o godzinie 8 wyleciec do Fukuoki. Gniewne chmury i co i rusz pokapujacy deszcz niezle mnie i prosiaka nastarszyl. Mielismy moment zwatpienia w momencie przechodzenia przez "rure" (jak zwykle w tym momencie zadawalam sobie wkolko pytanie "w co ja sie ZNOWU pakuje?!"). Manewry po lotnisku/pasach startowych wlokly sie niemilosiernie i szczerze powiedziawszy troche nas to uspokoilo, ale gdy maszyna ruszyla parnie do przodu po prostej-smiercionosnej zamknelam oczy (Pigletowi uszy opadly) i spiewalam "Indu" Adhama Shaikh, ktorego na ogol slucham przed snem lub gdy jestem bardzo zdenerwowana, zmeczona... Jak umierac, to w pokoju. Gdy juz jestem w powietzu, nad chmurami, czuje sie calkiem bezpiecznie. Slonce mocno grzeje a chmury zawsze bajecznie i poduszkowo wygladaja. Samolot z Seulu do Fukuoki jest regularnym lotem (db to nazwalam?) - 3 loty dziennie, codziennie. I nie jest to maly samolocik jak z Warszawy do Finlandii, tylko (Airbus jakis tam ) mega wielka maszyna (tylko czemu ma TYLKO 2 silniki?? taka jakas moda ostatnio w lotnictwie...-_-). Teraz nawet wprowadzili osobiste ekrany. Fajnie, fajnie tylko 55 minut w powietzru starcza na to by raz poleciec do ubikacji, zjesc sniadanie i obejrzec 2 wideoklipy i...ladowanie. Wiec ilosc filmow do ogladania troche smieszy (byl nawet jeden z Bollywood...!!). Ladowanie bylo bardzo miekkie - to juz 3e ladowanie tymi liniami, wiec nabieram zaufania...

Z prosiakiem w torbie ( na lotnisku w Fukuoce pelno plakatow przypominajacych o najrozniejszych grypach...!) oddalam odciski palcow, wsiadlam w autobus miedzy-terminalowy, potem 2 przystanki metrem do stacji Hakata i o 11 bylismy w hostelu (khaosan). Deszcz zaczal mocno zamiatac ulice a mnie bolala glowa (niewyspanie + stres-_-) wiec najpierw poszlam spac z zapasem pocari sweat i zielona herbata przy poduszce. Glowa bolala mnie az do czasu gdy zezwolilam samej sobie wziac tylenol po wczesniejszym zjedzeniu UDON i w znacznie lzejszym nastroju, i bez strug deszczu, poszlismy na spacer do parku Ohori. Dopiero tam zdalam sobie sprawe ze 35C (!) to goraco, a w Japonii dodatkowo potwornie parno a ja...w dzinsach. Bez wzgledu na temperature, cala masa mlodych, starszych pan i panow z psami lub dziecmi, lub sami biegali wokolo jeziora nad ktorym usytuowany jest park. Po chwili chodzenia mialam ochote sciagnac spodnie i latac na golasa... Mielismy jeszcze ambitny plan pojscia obejrzenia ACROS'u by night i odwiedzic karpie w jakiejs swiatyni ale...dochodzila 22a, a my rano musielismy byc na nogach.

O 9 w niedziele stanelismy (ja tym razem w spodnicy) na dworcu w oczekiwaniu na pociag ktory zawiozl nas do Nagasaki. Z Fukuoki (stacja Hakata) jedzie sie ok 2 godzin (zaleznie tez jakim pociagiem~) w otoczeniu domkow z poletkami ryzowymi, okropnymi "siatko-halami golfowymi" (jak widac, nie tylko Korea ma zepsuty krajobraz przez ten dziwaczny "sport") i cudna zielenia i morzem. :)

 

 

Nie zastanawialam sie nigdy nad tym jak Nagasaki wyglada jako miasto. Jesli do tej pory widzialam jakies zdjecia z tego miejsca, to oczywiscie te dotyczace bomby zrzuconej 9 sierpnia. Po wyjsciu z dworca zastalam sporo kamienic i budynkow w stylu mocno Europejskim co nadalo troche “oldschoolowy pejzaz” Nagasaki (drobna pozostalosc po Portugalczykach?~). Tramwaje ktorymi jezdzilam byly jakoby drewniane. Poza kolorem, ktory byl zielony tudziez bezowy, przypominaly mi te ktorymi jezdzilam w Portugalii. Chmurzastosc niedzieli byla dominujaca I nadawala grozny wymiar miastu. Parnosc odznaczala sie dosc widocznie na ubraniach. Bezludnosc I cisza miasta dzwoniaca mi w uszach podpowiedziala, iz jest to miejsce zamarle… Ale to tylko pozory – z chmur ani krpola deszczu nie spadla a dawaly dobre tlo do zdjec I dobre, jasne acz bezcieniste swiatlo. Parnosc weszla w, mila dla pudru na twarzy, reakcje chemiczna(?) przez co blask jaki odemnie bil bardzo mi imponowal. A zamarlosc miasta nie brala sie z tragicznej przeszlosci Nagasaki, a z porownania z moim wielomilionowym-Seulskim przyzwyczajeniem.

Chodzac po “Peace Park” I “epicentrum” zderzylam sie ze swoim kolejnym myslowym stereotypem – w miejscu tak silnie obciazonym, calkiem niedawna historia, brak martyrologii. Brak publicznych lez, widocznego cieprpienia, niezadowolenia z niesprawiedliwosci losu~ Mozna powiedziec ze wkoncu japonczycy ze swoim honne I tatemae (emocje skrywane przed ludzmi )nigdy nie beda “szczerzy” wobec otoczenia czy bolesnej, wstydliwej przeszlosci. Ale z drugiej strony czy aby przezywac tragedie, caly swiat musi to widziec? Czy nie zahacza to o ekshibicjonistyczna strone naszego ego? Otaczajace mnie pomniki I figury przypominaly mi na kazdym kroku gdzie jestem, ale poniewaz ludzie wokolo mnie chodzli z usmiechem I spokojem, nie czulam sie przytloczona historia, ani tez atmosfera miejsca nie zmuszala mnie do pewnych ”scenicznych” aktow jakie miewaja dziwna – jak dla mnie- racje bytu w takich miejscach.

 

 

 

 

Mozna bylo odczuc cichy szacunek dla miejsca, tak jakby wszyscy chodzacy po parku zyczyli z calego serca odeszlym w cieprieniach duszom wiecznego spokoju. I kropka, w zasadzie.

Doszlam do wniosku, ze nie bede belkotac na temat mojej ( I Waszej!) ludzkiej natury, dzieki ktorej mielismy co mielismy I przez ktora mamy to, co mamy (Mamo~, jestes tam?~ ;)) dltaego tutaj koncze "rozterki umyslu" jakie spisywalam po powrocie do Seulu.

Z punktu widzenia turysty; W Nagasaki kupilam calodzienny bilet tramwajowy, ale gdybym wiedziala ze wszystkie moje turystyczne zainteresowania sa oddalone od siebie o kilka krokow, inaczej bym zaplanowala spacerek i tylko kupila 1 bilet na tramwaj - powrotny. (moze tylko sprostuje, ze ja uwielbiam chodzic i jezeli nie musze biec lub pedzic, to zadna odleglosc nie jest mi straszna - no moze ukropy w sloncu sa wyjatkiem...).

Z punktu widzenia lingwisty; za co uwielbiam Japonczykow, to ich podejscie do "obcych"; W Japonii mowimy po japonsku. Trudno sie dziwic bo skoro biala kobieta podrozuje sama i to nie po kosmopolitycznych szlakach Tokyo-Kyoto, no to musi cos mowic po japonsku. Dla mnie oczywiscie to bardzo sprawe ulatwia, bo POPROSTU cwicze swoja ograniczona znajomosc tego slodkiego jezyka w przeciwienstwie do Korei, gdzie na kazdym kroku ktos usilnie chce na mnie cwiczyc swoj bradzo ograniczony angielski~ (z angielskiego skorzystalam w Fukuoce, gdy ustalam w kasie rodzaje biletow na pociag)

Z punktu widzenia Prosiaczka; lot powrotny nalezal do najmilszych ze wszystkich do tej pory (gibbon po raz pierwszy w zyciu doroslym nie mial naglej ochoty ucieczki z samolotu), prawdopodobnie dlatego ze miedzy manewrami a rozpedem na starcie nie bylo momentu zatrzymania - samolot skrecil i sie rozpedzil, i do gory. Podejscie do ladowania rowniez nie zrobilo na trzezwosci gibbona wiekszego wrazenia a ladowanie bylo ledwo  odczuwalne. Czyzby nastapila ewolucja?

 

Miss Korea ; tutaj, tutaj i tu i tu tez

 

mata ne~

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: nagasaki

komentarze (2) | dodaj komentarz

-_-

piątek, 15 lipca 2011 4:29

 

 

w zeszla sobote nastukalam sie nad "wpisem japonskim", ale efekt koncowy nie podobal mi sie wiec...jak napisze lepszy to opublikuje. Dlaczego to wszystko tak dlugo trwa? Glowny powod lezy jeszcze w "przeprowadzce" - nadal nie mam biurka (potrafie pisac i pracowac tylko w pozycji siedzacej na krzesle przy biurku/stole!), i do tej pory uciekalam do lokalnej kawiarni, ale w ostatnich dniach ulewne poranki, poludnia i wieczory powoduja u mnie ogromna sennosc i lenistwo, i przez to ograniczam sie tylko do wychodzenia do pracy na czas ( w ktorej notabene mam znowu mnostwo pracy papierkowej~).

Tak wiec - do uslyszenia znad biurka! (teraz pisze siedzac na lozku i 3majac komputer na kolanach grr! T_T)

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PP - piglet podroznik :)

piątek, 08 lipca 2011 5:54

 

 

Prosiak calkiem niezle spisal sie podczas weekendowego wyskoku do Japonii... Przez co chce powiedziec, ze przezylismy oba loty ( z bardzo miekkimi ladowaniami, nota bene)

piglet lubi udon (bez miesa, rzecz jasna, a z ziemniakami w panierce! :))

w pociagu powtarzal japonski na przemian z japonskimi piosenkami BigBang ^^

chcial gdzies dzwonic, ale nie znal numeru...

swinskim truchtem biegal zamna i sie zmachal i w pociagu spal

szyneczka, parowka....ㅋㅋㅋ :8

W weekend napisze slow kilka, a poki co Miss Korea ma kilka zdjec do pokazania :)

 

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

poranny huk

piątek, 01 lipca 2011 17:45

 

W Sincion, pare minut od mojego(bylego) miejsca zamieszkania, zostawilam jeszcze "Hangyl Park", czyli ksiegarnie z ksiazkami do nauki koreanskiego (+ troche tytulow w jezyku globalnym o kulturze, dla przyzwoitosci). Przypomnialam sobie, gdyz bede musiala wybrac sie tam w przyszlym tygodniu po nowy zestaw cwiczen i czytanke. - nota bene.

 

Pomimo "wakacji" jakie mam (a dokladnie "przedpoludniowe" wakacje) mam wrazenie, ze czas zaczyna mi przelatywac miedzy palcami. Nie wiem za co najpierw sie zabrac... O nowym mieszkaniu nie mam narazie sily pisac~ Mam cicha nadzieje, ze sprawy same sie uloza lub ja nabiore troche energii i sama je poukladam po weekendie, czyli po moim powrocie z Japonii. Tak, juz czas na kolejna wizeczke :) Od dluzszego czasu myslalam o Hiroszimie, a dokladnie o wyspie Miyajima, ale po raz kolejny powitam Fukuoke a z niej wystartuje do Nagasaki. Nie wiem co tak ciagnie mnie w miejsca obciazone historycznie tak silnymi pierwiastkami? Rownie dobrze mozna by pojechac w okolice Tokio... 

Jak zwykle czas na moje wojaze mam bardzo ograniczony (tym razem nawet z pracy nie moge wziac wolnego) wiec przeskok blaszanym ptaszyskiem jest najlepsza opcja, ale! Od 7iu dni leje deszcz  a tak sie sklada (ah, gdybym wczesniej o tym  wiedziala~!) ze niedaleko Mokdong (moje nowe gniazdo) jest lotnisko (!!!) i w tym calym deszczu i mgle mam wrazenie, ze bladza tuz nad moja glowa. Takie przynajmniej wrazenie odnioslam przedwczoraj wczesnym zarankiem, gdy nie wiedzialam czy to burza, czy spadajacy samolot czy poprostu awaryjne ladowanie. Ten okrutny huk niedosc, ze dla swiezo obudzonego mozgu jest smiertelnie obezwladniajacy, tak chyba i mgla z deszczem poteguja te metalowe lomoty z piekla rodem, a do tego otworzyc oko i widziec szare klebiace sie chmury nic tylko zwiastun konca swiata.

Chyba jasno sie wyrazilam, ze w szarosci wszystko marnie i ciemno widze i jesli ma padac za 7 godzin to nie wsiadam do trumny! O_O

 

jeszcze musze glowe umyc! yhh...

:-/

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 19 lutego 2017

tyle gości w gaju:  85 807  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 85807
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 618

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl