Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 324 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

wakacje

czwartek, 29 lipca 2010 15:49



Od dzisiejszego rana, a  właściwie od wczoraj od godziny 17.30, rozpoczęły się moje wakacje! (po dorosłemu to się chyba nazywa "urlop"~O_O~)

Będę "leniuchować" do następnej środy do godz. 14.00 :)
W związku z wakacjami, postanowiłam gdzieś wyjechać, gdzieś do Korei  poza Seul - rzecz jasna. I tak się nadarzyła okazja wyjazdu na łikend na 'rafting'. Z mnichami : ) Będzie też Marta, Piesek i jego kolega (dla mnie i Marty *^_^*), student Weterynarii na SNU (Seoul National University - najlepsza Koreańska uczelnia i jedna z najlepszych na świecie!) i przy okazji tegoroczny wice-MR SNU !!serceserce!!
No, no - wszyscy w 1 smochodzie. Jedziemy na Południe Południa, ale nazwy miejsca nie pamiętam...zdam relację, jak wrócę. (mam nadzieję cała i zdrowa!)

A propos zdrowia, to jeszcze tylko pozostałości kaszlu 1-2 razy dziennie potrafia sie odezwać, a takto ZDROWA!!! Przez to choróbsko także przestałam pić kawę (raz że dodatkowe toksyny, a 2 kofeina wypłukuje wit C~~) . Nie piłam przez równe 2 tygodnie! (Ci którzy wiedzą jak kawę uwielbiam, wiedzą też jak dumna jestem z siebie!). I teraz tez się ograniczam, bo w sierpniu mam ambicje nie picia jej WOGÓLE! Ale dopiero po łikendzie będę się głowić "dietą bezkofeinową" :-]




serce

serce




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

?

poniedziałek, 26 lipca 2010 5:17


Czasu brak, zajęta, czasu brak, zajęta.

O_O
I jak ja to robię, skoro przedpołudnia i czwratki (+ łikendy) mam wolne...

?

;-(





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

smrodzio i deszcz

sobota, 17 lipca 2010 14:23


3 dni temu pociłam się podwójnie; ze względu na zaziębienie i wysoką temp za oknem, od wczoraj natomiast,pocę sie już tylko ze względu na walke jaką mój organizm stacza z tym czymś co we mnie siedzi!! Drugi dzień już leje, temp spadła do 24 stopni (co w sumie nie jest takie złe~~) a ja od tygodnia zaziębiona, dzis dodatkowo łeb mi pęka (czy to dlatego, że wyskoczyłam po zakupy by nie umrzec z głodu?? i wskoczyłam po drodze do drogerii Olive gdzie nacieszyłam oko kolorywmi cieniami do powiek,??O_O). Umierać, nie żyć, i to szybko!
Na domiar złego; potworna wilgoć, która oczywiście weszła w ciuchy (zwłaszcza ręczniki i spodnie!) które suszyły się 2 dni na korytarzu (nie mam tutaj tarasu ani balkonu) a w koncu na zajęcia poleciałam w wilgotnych i przez to...ŚMIERDZĄCYCH!!
 Jezu! Mam obsesje ze
SMRODEM! Nie znosze jak coś wokoło mnie (a już nie daj Boże, spowodowane przezemnie!) smierdzi! Dlatego jestem zawsze uzbrojona w mini-perfumy (dzieki Bogu tu w Korei super-tanie, małe i wszechdostępne w KAŻDYM zapachu!), których może czasem w nadmiarze uzywam, ale wolę to niz jakiś podejżany SMRODZIO~~!
W takich sytuacjach jestem wyczulona na szepty ludzi mijających mnie, i dam sobie ręke uciąć, że wczoraj moi uczniowie gdy mówii o zapachu w sali, mieli na myśli własnie TEN mój "zapach" (z niedosuszonych ciuchów)!
Z niedawno odkrytą, mini-klimatyzacją w mojej norce, zawarłam dziś pakt; zamknę szczelnie okno, pod warunkiem że ty przesuszysz tę norę! Chyba się jakos dogadałyśmy, bo rzeczywiście było nieco lepiej. A czemu jestem zaziębiona? Właśnie przez klimatyazacje. I nie tą moją, ale wszystkie inne które sa dosłownie WSZĘDZIE. I na ogół przy 30 C temp, klimatyzatory rozkręcane są na...16-20 C~~~!!! Więc gdy czekając na przystanku, w skwarze, wchodze po coś do picia do sklepu mam wrażenie, że weszłam do lodówki. Potem znów wychodzę na słońce, by za 3 minuty wsiąść do autobusu na 50 minut gdzie temp jest około 18 stopni (i jeszcze dowiewa mnie nd głową!), potem 10 minutowy spacer w słońcu a potem na 4 godziny zmykam się w budynku gdzie w każdej z 4 sal gdzie przebywam, klimatyzatory nastaione są od 15 C - do 25.... I tak wkółko. Chyba nie muszę dodawać, że nie lubię klimatyzacji... I to nie od zeszłego miesiąca, a od 2007 roku, kiedy razem z moją wstrętną Bicz chciałyśmy zrobić cos dla zdrowia i latem intensywnie chodziłysmy do centrum LADY ACTIV...i przez następne 3 miesiące ja nie mogłam pozbyc sie kaszlu na przemian z katarem, a Bicz była na 3 różnych antybiotykach.

...
itak se trochę ponarzekałam :)

yyyh, a ponoć najgorsze (czyli sierpień) jeszcze przed nami.........

serce






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

okiem A.

środa, 14 lipca 2010 15:19


To może zacznę w punkcie w którym skończyłam, w czerwcu, w Pusanie, w drodze do Japonii...
Pobyt u mnichów był, tak jak  poprzednio, bardzo sympatyczny. Dali posłanie, nakarmili i dopoili dużą ilością ceremonii herbacianych ;-) Nastąpiło także ponowne spotkanie z jedym ze znajomych polskiego mnicha... Amerykaninem koreańskiego pochodzenia, buddystą, nota bene. Od kilku lat mieszka w Korei, uczy angielskiego na jednym z uniwersytetów w Pusanie a przy okazji pracuje w swoim fachu, czyli jest lekarzem medycyny tradycyjnej (Chińskiej/naturalnej). Ma iles tam pasów w sztukach walki, joga mu nie obca, tai-chi to jego sposób chodzenia itp itd. Ale, Chryste Panie, jest kolejnym przykładem na to jakimi materialistami są amerykanie! Aż przez chwile się zastanawiałam, czy koleś (wkońcu około 40ki) nie żartuje~
Przyjechałam do Pusanu w piatek, ale mój prom odpływał dopiero następnego dnia wczesnym wieczorem więc w sobotę mnich zaproponował przejażdżkę po okolicach w towarzystwie tego własnie kolegi. Jadąc na (słynną) plażę Heun-de gawędzilismy o tym i o tamtym a ja opisywałm jaki mam plan na moja wycieczke do Simonoseki.
Amerykanin sie pyta; Gdzie będziesz spać?
ja; u ludzi z "couch surfing"
A; a co to?
ja: ludzie, poprzez spec strone internetową, informuja, że mają u siebie w domu "wolną kanapę" dla jednej lub 2 osób na 1-2 noce.
A; za darmo?
ja; tak :)
A;  ojej! a co oni z tego mają??
ja;... -_-  nową znajomość, wymiane doświadczeń...itp
A; hmm..nie wiem. No może. Ale nie jestem pewien czy to opłacalne...


jakiś czas później, Ameryknin mówił o swoim znajomym, który ma żonę Koreankę i 2 dzieci a żeby móc rodzinę utzrymać na dobrym poziomie, pracuje 7 dni w tygodniu.
A; naprawdę go podziwiam ale i nie rozumiem. Gdyby jeszcze to wynagrodzenie za te 7 dni pracy było naprawdę ponad standard, to może jeszcze by sie opłacało. Do tego musial kupić większy samochód, za własne pieniądze! - bo firma nie "sprezentowała" mu większego.
potem A. jeszcze powiedział długie, skomplikowane zdanie wyliczające plusy i minusy, i co on ma a czego jego kolega nie ma w związku z 7-o dniową pracą, i w druga stronę, ale nie powtórzę gdyż na mój a-matematyczny umysł ten potok przelicznika był zbyt rozbudowny i nudny, ale koniec końców A. uśmiechnął sie szeroko najpierw do siebie a potem z zadowoleniem (i lekkim cynizmem, wg. mnie) oznajmił, że "lubię swoją pracę, ale za tyle ile tutaj dostaję nie będę robić więcej. Nie opłaca się."

Przy plaży, panowie - jak na skromnych wyznawców buddyzmu przystalo~-podreptali na kawę do Starbucksów, a ja nie mogłam oprzeć sie pokusie zamoczenia nóg w morzu i pochodzenia boso po gorącym piasku :))

Potem pojechaliśmy po zioła dla pewnej pacjentki A. W drodze do zielarni, nasłuchałam się kolejnego stoickiego monologu Amerykanina, który aż się sobie dziwił, że zgodził się spotkać ze swoją pacjentką w sobotę (to przecież dzień wolny!). ALE, jak sie okazało, pacjentka miała być jedną z kilku osób (z Zachodu) które miały przybyc do świątyni mnicha na wykład (
"za darmo!"!) Amerykanina o ..czyms tam, ale większość zrezygnowała., a pacjentka (S. - z Anglii) itak postanowiła przybyć i zaproponowała Amerykaninowi (swojemu lekarzowi!), by te zioła zamiast w przyszłym tygodniu, dał jej odrazu podczas sobotniego spotkania. (Nie brzmi bluźnierczo, uważam ja). Natomiast A., przez całą drogę do zielarni, nawijał jak to on ma dzis dzień wolny, i że wcale tego nie musi robić, i że w ogóle może jednak zadzwoni do S.  i powie jej, że zioła jednak będą w przyszłym tygodniu itp., itd., ( a ja se myślę, Stary, założę się, że na benzynę dla mnicha się nie dorzucisz~~O_O).
Jeszcze w samochodzie A. cos przebąknął o jakiejś tam zniżce dla S., nobo ona jest jego stałą klientką (
nie powiedział pacjentką, tylko KLIENTKĄ) więc ma zniżkę (nie chciałam wiedzieć ile odsetek procenta....). A w zielarni wyszedł kolejny kwiatek. Otóż w Korei bardzo popularne jest "targowanie" się, jakieś zniżki itp. I tak też A, za 4 pudła ziół (w tym 1 dla S.) poprosił o 20% zniżki. Zielarnica odmówiła, mówiąc że na wstępie ma zniżkę za 4 pudła, a 4 pudła to nie 10. Jakoś się z tym pogodził, wyszliśmy przesyceni miłym zapachem natury, pudła do bagażnika i zanim zapięliśmy pasy, A. już zaczął smęcić pod nosem...
A; w sumie to mogłem poprosić o 10%, może by się zgodziła, a tak to na ziołach sam  zyskam tylko 10...ehh" i cos tam i coś tam...i nie zadowolony, i znów zaczyna mówić, że nie musi tego robic, bo dziś w końcu sobota itp, itd.
Spędziłam z 3 godziny z tym Amerykaninem, a jeszcze całe popołudnie w świątyni mnie czekało. Miałam dosyć wysłuchiwania jego obliczeń co się opłaca a co nie! I przypomniałam sobie, jak w marcu - gdy rozwaliłam sobie kolano przed dworcem i musiałam zostac u mnichów przez kilka dni - A. zaproponował mi akupunkturę na to kolano. I za chwilę dodał; "
ZA DARMO!" ... -__-  o bosz..~~  Ja już miałam zakupiony bilet powrotny więc nie skorzystałm z "usługi".
Zupełnie nie rozumiem, jak u "światłych", wykształconych ludzi, w dodatku wyznających buddyzm (a niech to będzie i inna religia, to samo!),  taki kalkulator w głowie?? I to jeszcze LEKARZ, czyli osoba, która ma ludziom pomagać, ratować im życie. Zniesmaczona byłam.
 I jak tu ludziom ufać, patrząc po stanowisku na jakim są? Kiedy byłam mała, widząc księdza czy siostrę zakonną, czułam lekka trwogę ale i poczucie bezpieczeństwa. To się oczywiście zmieniło, gdy podrosłam i dochodziły do mnie słuchy o bardzo "ludzkiej" stronie tych posłańców Boga...
Tak samo było z policją, sądem, i wszystkimi tymi zacnymi stanowiskami - z czasem okazywało się, że są jeszcze bardziej przekupni niż handlarze, kłamią gorzej niż tchórze, i biją pałką dla przyjemności.
Gdy jeszcze podrosłm zaczęłam szukać czegoś (czego? ;0) w filozofiach Dalekiego Wschodu, a jak już tu przybyłam to też się rozczarowałam. (poza gadkami A. odkryłam jeszcze kilka innych "drobnostek" około "buddyjskich", ale na razie nie mam ochoty o tym mysleć, tym bardziej pisać. ):-\
Ale wracając do motywu przewodniego, czyli materialstycznych amerykanach, A. (a właściwie G.) nie jest jedynym przykładem. Ile razy rozmawiam z jakimś reprezentantem tego kraju Myszki Micky, motyw pieniądza ZAWSZE się pojawia, i zawsze "myszki" narzekają...Nie wiem, co by ich usatysFUCKcjonowało?!?
Dobra, może na tym dzis zakończę.
Jestem potwornie zaziębiona, pocę się potwornie, a jutro mam iśc do pracy. Hmm...Ale przynajmniej mówić znów mogę.

 moje stópkcie na plaży Heunde w Pusanie :)

serce


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...

poniedziałek, 12 lipca 2010 5:48
...

co tu dużo mówić?! Ponad miesiąc minął~~ A ja nic!
Ale przyszła kryska na urwiska, jestem zaziębiona więc lada dzień pewnie posiedzę w domu od rana do nocy, więc jest nadzieja, ze wreszcie napisze choć słowo...
A czemu nic nie pisałam? Chyba cos w rodzaju "blokady", bo na brak czasu nie mogę narzekać : )

serce



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

tyle gości w gaju:  87 187  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87187
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 620

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl