Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 217 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

W Korei

środa, 30 maja 2012 16:30

 

 

 

 

 

Zapraszam do (ostatnich godzin!) glosowania na ksiazke Anny Sawinskiej "W Korei".

 

 

Tutaj mozna oddac glos ; http://www.ksiazkanalato.pl/index.php?content=glosowanie

 

 

Na jej blogu fragment ksiazki; http://wkorei.blogspot.com/2012/05/ostatni-rzut-na-tasme.html

 

Tutaj wywiad z autorka; http://ksiazki.wp.pl/tytul,Byc-Polka-w-Korei-z-Anna-Sawinska-rozmawia-Katarzyna-Zielinska,wid,19321,wywiad.html

 

 

serce

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Urodzinowy Weekend

piątek, 25 maja 2012 2:39

 

 

Nie żałuję wydawać pieniędzy, które zarabiam (zasilanie kont kekarzy i farmaceutów JEST jedynym wyjątkiem~!) A właściwie, sprawia mi to wielką satysfakcję i oscyluje w granicach wielkiej, chwilowej radości. A urodziny to dobry czas na robienie większych i częstszych zakupów. Trzeba poświętować kolejny rok mądrości ;D

 

 

Tak mniej więcej spędziłam zeszły weekend.

 

 

 

 

Mopsa (jeszcze) nie kupiłam, ale znalazłam sklep z jego "asortymentem" ^^

 

 

 

 

dużo pracy, którą lubię ale bywa bardzo męcząca psychicznie i fizycznie,  pozostawia swoje piętno na twarzy, a zwłaszcza pod oczami. Duży upgrade od zeszłego roku - Innisfree (które nadal częściowo uzywam) zamieniłam na SKII ^^

 

 

 

 

jeden z gratisow - błyskotka z kryształem Swarovskiego

 

 

 

reszta gratisów obejmowała mini wersje 7 różnych produktow SKII, maseczka wybielająca oraz 2 kosmetyczki.

 

 

a w zasadzie kupiłam krem pod oczy oraz "facial treatment essence", coś w rodzaju toniku.

 

 

 

 

nie posiadam karty Hyundai'a, więc nie przysługiwał mi bon na zakupy, ale dostałam bilet do kina na "Wszystko o mojej żonie" - podobno bardzo dobry. Obejrzymy, zobaczymy.

 

 

 

 

nie mogłam się zdecydować który z tych perfum kupić, więc kupiłam 3...mini wersje^^

 

 

 

 

ochrona przed słońcem jest ważna, ale jest to dodatkowy element chemiczny na twarzy, więc czasem (zwłaszcza wieczorem) lubię nałożyć BB krem bez SPF, o co trudno w Korei, ale udalo mi się takowy znaleźć z dużą iloscią załączonych próbek^^

 

 

 

 

po zakupach trochę zmęczona odpoczeęłam w suszarni:)

 

 

 

 

a potem wesolo potruchtałam do Bau-House'u, ktory nie jest już w HD tylko przeniósł się na Hapdziong (합정).

 

 

 

Dalmaczyki wiecznie razem i wiecznie spłoszone.

 

 

 

 

jeden z moich ulubieńców, Bau:D

 

 

 

koleżanka z pracy zaprosiła mnie na swój koncert hegymowy (haegeum - tu link) w pałacu Un-Hjon (strona pałacu)

 

 

koncert akurat odbywal się w moje urodziny *^_^*

 

  

 

 

potem obejrzałyśmy paradę z okazji urodzin Buddy (chociaz to dopiero 28 maja)

 

 

 

 

lampioneczki^^

 

 

 

pączki lotosów

 

 

 

i najbardziej rozbrajający moment - mnisi i ich młodzi podopieczni

 

 

 

 wniebowzięty gibbon^^

 

 

serce 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

dzien pierwszy, dzien drugi, dzien trzeci i dwudziesty maja^^

niedziela, 20 maja 2012 4:40

 

 

 

poszłam do kawy zrobić sobie kuchnię...yyy...wróć! Do kuchni zrobic kawę i czekając na zaparzenie odśpiewałam sobie 100 lat gdy nagle szalony gołąb wleciał przez okno z odsłoniętą moskitierą~! nadchodzi lato...i dużo otwartych okien...a przez okna, jak wiadomo, różne rzeczy potrafią wpełznąć...O_O

 

 


Wreszcie uzupełniłam galerie, na zdjęcia z Tsusimy zapraszam na MK

 

dzień 1, dzień 2, dzień 3, dzien 3 - w drodze, dzień 4 , in motion

 

oraz naprawiłam link (tzn znalazłm inny, tyleże krótszy) do piosenki Ayumi Hamasaki

 

tutaj

 

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Historia Wiosny

niedziela, 13 maja 2012 17:39

  

 

 

Czy kiedyś pisałam coś na temat „flow”?~ Bo gdy pisałam to byłam świadoma, że „wiosna” niesie ze sobą wirusy itp, ale nie przypuszczałam że WYKRAKAM sobie ponad  7 tygodni kataru, kaszlu i bólu głowy!!

Jest 13maja, i nareszcie czuję , że moje życie wróciło do swoistego status-quo (bez extremy, rzecz jasna!). Jest 13 maja i od ponad tygodnia jest lato i w związku z tym mam doła, bo wiosna gdzieś myknęła nikle i zwiała z wiatrem, a wiatr zostawiła...na moje nieszczęście.

Może zacznę od początku, chociaż nie wiem gdzie ten początek miałby być.?! W lutym (po zaledwie 3 miesiącach w nowym bytowaniu)  podjęłam decyzję o kolejenej przeprowadzce. W marcu (bo wkońcu wiosna!) szukałam odp lokum – i znalazłam. W marcu rozpoczęłam dodatkowaą pracę, która wymaga odemnie wstawania (dzięki Bogu tylko 2 razy w tygodniu!) o 5.30! (O_O??). W marcu także czekała mnie  „business trip” do JPN. W marcu również wiało Czyngisem gdzie i na kogo popadnie a mi z nosa ciągle leciało, głowa mnie bolała i wyglądałąm jak na wiecznym kacu ( i tak też się czułam!) Pod koniec marca poszłam do lekarza – dostałam prochy na 3 dni i 2 zastrzyki. Strach mnie ogarnął gdy na 1 dzień po zakończeniu „kuracji” i na 1 dzień przed wylotem do Osaki symptomy wróciły. Na 3 godziny przed odlotem (chwała Bogu lotnisko miałam 2 przystanki metrem) poszłam znowu do lekarza – prochy na 3 dni i zastrzyk.

W Japonii tak jakby lepiej się poczułam, z dala od stepów Mongolskich i Chin, w cieplutkiej wiosennej (!) pogodzie nareszcie ubrałam nową wiosenną (!) kurteczkę i w martensach z rozdziabionym dziobem w stronę słońca dreptałam po Osace i Narze, tuląc  i klepiąc po główkach jelenie(sarny?). Czułam sie db więc po co mi prochy?! Późną nocą oglądałam MŚ w łyżwiarstwie figurowym popijając zimną herbatę z mlekiem i zagryzająć kit-katami z zielonej herbaty (taki mój standardowy zestaw w JPN...)  i czułam, że najlepsze dopiero przedemną!*^_^*........Gibbonie........, naucz się sprawdzać prognozę pogody...i zawierzać jej...!

W sobotę miałam odbyć wycieczkę marzeń miliona ludzi – Kioto. I odbyłam ją – w deszczu, wichrze i lodowatej temperaturze. W Gion ani jednej gejszy nie widziałam, a zapłaciłam za kolację jakbym jadła ją w towarzystwie tych „mówiących kwiatów”. Jedyne co mi zostało to zakupy – nakupiłam zielonej herbaty w formie naturalnej i czekoladowej tyle, że musiałam dokupić drugą torbę. Następnego dnia, w samolocie, Matka Natura uraczyła mnie swoją wizytą, i jak na złość zamiast porządnego lanczu („konam z głoduuu!!”) dostaliśmy czipsy ryżowe. W wersji mini. -_- W poniedziałek, znowu katar, znowu głowa i jeszcze kaszel. Wrócilam do papierowej torebki z wykupioną receptą. 3 dni lepiej i znów dzień po ostatniej pigułce– wszystko wróciło do „normy”. W aptece kupiłam cokolwiek, co by pozbyło się bólu głowy, a gdyby i mniejszy nos za tym poszedł – to bonus.

Fiasko; Głowa ciągle mi ćmiła, oczy jak nie spuchnięte to łzawiły, dziennie paczkę chusteczek wydmuchiwałam i żyjemy dalej. Do tego jeszcze w pracy ciągle słyszałam o jakimś projekcie, który ciągle dawano mi do wglądu, ale o którym oficjalnie nie zostałam poinformowana czyli nie zostałam przydzielona do „team-u”. W środę przdpołudniem zamówiłam firmę przeprowadzkową na sobotę rano (jedyny termin w owy weekend). Popołudniu zostałam poinformowana (oficjalnie), że w sobotę rano biorę udział w owym projekcie. O_O!!  I co robić?!? Nie mogę przełożyć przeprowadzki na niedzielę, bo wszystkie firmy zajęte a wyprowadzić się muszę do niedzieli do północy. Nie mogę powiedzieć w pracy, że w sobotę nie przyjdę bo wkońcu zostałam poinformowana na ponad 48 godzin przed a pozatym od ponad 2 tygodni wiedziałam co się święci. No i „jest to bardzo ważne przedsięwzięcie!” (no jasne, bo w sobotę!~-_-) Ból głowy nagle się wzmocnił.Ale sięgnęłam w głebiny swej mądrości i pocieszyłam się; NIC NIE TRWA WIECZNIE oraz WSZYSTKO DA SIĘ ZAŁATWIĆ. I to chyba pomogło mi siedzieć w pracy po godzinach, nie zwracać uwagi na współpracowników i dmuchać nos co minutę  ( w Korei spluwać na chodnik można, ale dmuchanie nosa jest wielkim faux-pas), olać niewyspanie, pakować pudła przez pół nocy i dnia następnego po przerzuceniu pudeł do nowego lokum, polecieć prosto do pracy. (Był to 14 kwietnia, a ja dopiero wczoraj rozpakowałam ostatnie pudło i urządziłam się ostatecznie... ? ) Pod wieczór jeszcze musiałam wrócić na stare śmieci, by ...wyrzucić śmieci:)

Cały czas wiało i jednego dnia słońce a potem przez 2 dni lód lał się z nieba. Poszłam do pobliskiego 한의원 (han-yi-łon -  przychodnia medycyny orientalnej). Zostałm z 5 razy zapytana o zabarwienie swoich glutów i rodzaj oraz częstotliwość kaszlu. Zostałam pokłuta w szyję i na twarzy; najpierw igłami z lekarstwem (potwornie bolało, zwłaszcza w okolicach nosa)  a potem  (ćim - akupunktura) w te same miejsca (miałam przez 2 dni siniaka na brodzie!-_-), czerwone światło na stopy a na brzuch położono mi termofor. W ciągu 30 minut mogłam normalnie oddychać, nie dusiłam się kaszlem. Dostałam również 한약(han-jak - lekarstwa) na 3 dni. Drugiego dnia poczułam się jakby ponad 50% mojego ciała wróciło do mnie.

 

 

 

 

 

 

 

to w plynie smakowalo paskudnie, ten proszek natomiast jakby troche miodu w niego wlepili^^

 

 

 

 

 

 

 

Dzień, a nawet drugi,po ostatniej dawce nadal czułam się świetnie. Tak świetnie, że wybrałam się na spotkanie towarzyskie... w potwornym deszczu...i wichrze...czekając w nieskończoność na autobus przemoczyłam  nogi a do domu trafiłam grubo po północy. 2 dni później – powtórka z rozrywki. Wzięłam 1 dzień wolnego, pogramoliłam sie leniwie w łóżku i poszłam do szpitala, gdyż nie tylko chciałam się upewnić czy moje zatoki przypadkiem nie zostały zjedzone przez wirusy ale i z inną, lekko niepokojącą mnie sprawą. Poszłam do bdb szpitala (witamy w Yonsei) i chyba był to ostatni raz... Po pierwsze pani dr wyśmiała moją wycieczkę do han-yi-łonu, po drugie zapewniła mnie że mam chore zatoki i kazała zrobić rentgen który niczego nie wykazał, ale na wszelki wypadek zapisała mi antybiotyki...! Na conajmniej 5 dni! O_O Antybiotyki olałam bo czułam się nienajgorzej. Nie na długo rzecz jasna – kolejny zimny podmuch, kolejny dzień z chusteczkami i tylenolem. Znowu odwiedziłam dziadka w han-yi-łon’ie. Znowu pokłuł mnie boleśnie, znowu oświecił nogi czerwonym światłem i dał han-jak na 3 dni i powiedział ogólną prawdę; dużo odpoczywać, pić ciepłą wodę i nie wietrzyć się w zimne dni. Tym razem dłużej zajął mi powrót do 90% zdrowia, ale zabroniłam sobie chodzenia po lekarzach i aptekach a nakazałam sobie spać ile wlezie, chodzić w kurtkach, czapkach i szalikach nawet w słoneczne dni i co noc spać z 2 butelkami gorącej wody i w grubych skarpetkach. Jakoś dni leciały coraz znośniej, chociaż cały czas miałam skórę na nosie mocno zdartą. I jakoś nagle przyszły gorące dni (ja twardo z kapturem na głowie, grubą apaszką na szyi, w długich spodniach i z gorącym tumblerem w pracy) i z dnia na dzień było zemną coraz lepiej. Ogólnie czuję się bdb, tyleże nawet dziś zakasłałam grubo i parę razy dziennie zdarzy mi sie sięgnąć po kilka chusteczek na raz.

 

Ale jest nadzieja, póki gorąco.

^^

  



 

 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

niedziela, 19 lutego 2017

tyle gości w gaju:  85 829  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 85829
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 618

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl