Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 324 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Piechotką po Tsuszimie cz 2 -" Świat jest mały a Tsuszima jeszcze mniejsza "

czwartek, 22 marca 2012 8:59

 

 

(blogowanie ostatnio nie idzie mi najlepiej...)

 

 

 

Wczesnym ale już ciemnym czwartkiem zaparzyłam zieloną herbatę i zapakowałam się pod wielką kołdrę puchową spod której oglądałam mega długi program edukacyjno-rozrywkowy o Noworocznych zwyczajach japońskich. Czy makaron soba je się w wigilię Nowego Roku czy pierwszego dnia? Kiedy robi się porządki noworoczne? Jakie owoce wchodzą w skład stroika na drzwi? Jaką symbolikę zawiera kartka noworoczna i jak, oraz co, należy na niej pisać? Co się je podczas pierwszego posiłku w Nowym roku, w jakiej kolejności i kto pierwszy w rodzinie podnosi pałeczki? Itp itd Po 2,5 godzinach przełączyłam kanał...Kolejny kanał kolejna "japońskość" tym razem w wykonaniu Takeshi Kitano. Takeshi-san przebrany za licealistkę ( w mundurku), zachęcał gości swojego programu do jedzenia sushi, z których jeden na trzy było ostro-gorzki a druga “zabawa” polegała na ciągnięciu za sznurek, przez co na któregoś z uczestników (albo I na pociągającego) spadał wielki, blaszany garnek… (mam nadzieję, że wszyscy byli ubezpieczeni~). Zgasiłam światło na długo przed północą i zasypiałam w wielkiej ciszy z kojąco dzikim pogłosem pisków wielkich ptaszysk – które na noc milkły po to by ogłaszać świt o 7 dnia następnego . Poczułam się znowu jak człowiek.

 

 

 

 

30 grudnia, wczesnym popołudniem, wsiadłam w pusty autobus (tylko 3 dziennie, więc warto nie przegapić) który, górskimi drogami i lasami, w ok 3 godziny dowiózł mnie na drugi koniec wyspy do miasta Izuhara. Izuhara to “centrum” Tsuszimy, z większą ilością ludzi, hoteli, kawiarni i miejsc cywilizacyjnie adekwatnych. Miałam zamiar spędzić noc w świątyni Sejzanji (hostel), ale mnich jeszcze na schodach wiodących do świątyni przeprosił mnie ogromnym uśmiechem mówiąc że przez tydzień mają wakacje. W hotelu w którym się w końcu zatrzymałam zagadała mnie “Recepcjonistka”. Na początku nie wiedziałam o czym mówiła, ale doszło do mnie gdy jej twarz wydawała mi się po paru chwilach znajoma… Ta pani, rano w Hitakatsu, robiła mi śniadanie!... (a popołudniu dnia następnego zawiozła mnie swoim mini-samochodem na terminal^^)

 

 

 

 

Resztę piątku spędziłam na poszukiwaniu gorących źródeł Ariake…nikt nie wiedział o czym mówię. Zgłodniała zamówiłam ryż z jajecznicą a trójka, wesoło gawędzących, panów siedzących obok poczęstowała mnie sashimi  potem skomplementowali mój japoński oraz moje pochodzenie, a także pogratulowali życia w Korei a następnie pomogli w poszukiwaniu innych źródełek (z których “słynie” ta wyspa!!) Jeden z panów nawet udał się na przystanek by sprawdzić mi autobusy wiodące do hotelu w którym ponoć można się wesoło popluskać. Wdzięczna byłam co nie miara!. Autobus wywióżl mnie w ciemny las i…wysiadłam na jakimś nieznanym mi przystanku. Żadnego hotelu w okolicy, tym bardziej źrodeł. Zrozumiałam, że za późno wysiadłam i radź se teraz gibbonie na łonie natury!! Poradziłam sobie – poszłam do szpitala^^ Zagaiłam panów za okienkiem. Ci coś między sobą uzgodnili, 5 razy głęboko skinęli głowami i jeden z nich wychodząc z kanciapki uprzejmie zaprosił mnie do samochodu. …O_O  W każdym innym miejscu na ziemii, w  każdej innej ciemnej dziurze w takiej chwili uciekłabym jeszcze głębiej w ciemny las, ale szybko wyczaiłam, że ten człowieczek oferujący mi “przejażdżkę do hotelu” jeszcze bardziej jest przerażony tą sytuacją niz ja. 5 minut jazdy, i między drzwiami samochodu a hotelem wiłam się w pokłonach jak rodowita japonka! W hotelu rozczarowanie….gorące źrodła? Sauna z basenem dla dzieci! Taka jak w Korei! Weszłam na 10 minut, poogladałam ciemność za wielkim oknem, umyłam włosy i ciało w Shiseido i postanowiłam skontaktować się wreszcie ze światem lądowym.  Przez 20 minut czekałam aż naprawią jedyny komputer w lobby hotelowym… byłam zmuszona pojechać taksówką do swojego hotelu BO o 20 w piątki autobusy już nie jeżdżą! NIGDZIE! (niedźwiedzi się boją czy tych kotów??) W lokalnym markecie w towarzystwie japońskich pieśni folkowych minyo (czyt; minjo) zakupiłam kilka paczek zielonej herbaty, dobry zapas sushi i sashimi, mega przecenione pałeczki z królikami (zmiataj króliku, oto smok nadchodzi!) oraz żelki w formie…kupy (temat bardzo lubiany przez japońskie i koreańskie dzieci- małe i duże~!). Poranną sobotą obejrzałam świątynie.  Banshoin, z majestatycznie długimi schodami, obdarowało mnie omikuji (czyt; omikudzi – czyli wróżba) której jeszcze nie rozszyfrowałam ale na wszelki wypadek zawiązałam na gałązce drzewa (tak się robi ze złymi wróżbami ^^) 

 

 

 

 

Schody w Banshoin

 

 

 

 

sekwoja przy schodach w ㄴ쟈atyni Banshoin

 

 

 

 

Koniec końców, kocham być n łonie natury ale zaczęłam już tęsknić za…skrzynką pocztową (tą elektroniczną) i filmikami z youtube.

Nie wiele mi do szczęścia potrzeba…:)

 

 

czy to jest ten slynny kot z Tsuszimy? (Mara, licze na Twa pomoc ;))

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Piechotką po Tsuszimie cz 1 ; "Fairyland"

niedziela, 11 marca 2012 13:20

 

 

(drobny poślizg w publikacji. Redakcja przeprasza i życzy miłego czytania:)

 

 

 

 

 

Jeśli szukasz miejsca w którym można odpocząć od ludzi, od pędu życia, od języka i bredni na codzień słuchanych, od samej siebie pogrążonej wiecznie w przymusach cywilizacyjnych a do tego wrzucić trochę wspomnień z harcerskich survivali, wyspa to dobre miejsce. Tak się składa, że jest pewna wyspa należąca do kraju wyspierskiego. Ten kraj to Japonia a ta wyspa to Tsushima.

 

 

 

 

 

 

 

 

Płynąc promem z Pusanu do portu Hitakatsu, na Północno-wschodnim brzegu wyspy, nie dziw się, że będziesz jedyną jasno-oką jakoże ponad 90% turystów zagranicznych na Tsushimie to Koreańczycy którzy albo jadą oglądać wyspę poniekąd w "żałobie" (Tsushima - po koreańsku DEMADO - wieki temu należała do leżącego na Półwyspie Koreńskim państwa Pekdze (po jpn . kudara)) albo by  łowić ryby.

 

 

 

 

 

Straż graniczna (zwłaszcza oficer r.m.) będzie uskrzydlona na Twój bladolicowy widok i wydobywając z czeluści mózgownicy swój zakurzony angielski zapytają, z ciekawości, o rzeczy o które Koreańczyków nie pytają jak np. "łee aa juu furom" (where are you from?). Uprzejmie zapyta czy może zajrzeć do Twojego plecaka ("joo beeg ken aj sii?") i na widok Twoich intymnych należności lekko zawstydzony (lecz z domieszką perwersyjnego błysku w oku) powie "oł, aj sii~"

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdy już cała szczęśliwa, że jesteś wolna od wszelkich formalności życia i właśnie zaczynasz (4 dniowe~)wakacje,  zaczniesz iść w stronę jakąkolwiek ku wolności, staraj się nie unikać policjanta (którego wzięłaś za natarczywego taksówkarza), który zaraz po Twoim wyjściu z terminalu zacznie z lekkim zakłopotaniem truchtać za Tobą. Poddaj się temu niewysokiemu panu, który z wielką ulgą przejdzie z angielskiego na język koreański i w swoim wielkim notesie ołówkiem odnotuje drobne ciekawostki na Twój temat. Nie bój sie własnej odwagi( czy też arogancji~) i gdy mówiąc że jesteś studentką na koreańskiej uczelni zdradzisz panu jej nazwę (Yonsei University). Twoja szczerość równać się będzie z jego wybałuszeniem oczu oraz wielkim krokiem w tył wraz z zamknięciem wielkiego notesu, i bedziesz mogła już swobodnie i pewnie przemieszczać się po wyspie. Dzięki panu policjantowi dowiesz się również, że dobiłaś do innego portu niż do którego wydawało ci się, że dobijesz...! Ale całe szczęscie to nieduża wyspa no i mamy autobusy (hello, tu JPN XXI wiek!~) . Spragniona kawy i zebrania myśli wejdziesz do najbliższej (i jedynej) kawiarni gdzie do wyboru będziesz miała americano lub… americano. Zamiast mleka - śmietanka. Los okaże Ci przychylność  bo oto w tejże restauracji znajdue się również hotel. Uradowana zostawisz w recepcji tobołki do czasu "check-in" i tylko z plecakiem na 4 godziny znikniesz w pobliskich słoneczych pagórkach usypanych małymi chramami co 3 metry w towarzystwie pisków wielkiego ptactwa wiejącego po bezchmurnym, niebieskim niebie. Radość z bycia zupełnie samej na łonie natury każe Ci poopalać stopy oparte na kamieniu - milutko ciepło. W drodze do hotelu, i zaglądając do lokalnych sklepików, odczujesz przeszywającą ciszę Hitakatsu. Domy są, nawet bloki! A gdzie ludzie?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

pyszna sencha (czyt; sencia) hotelowa..:)

 

 

Dnia następnego zauważysz też, że do pełni szczęścia wystarczy wypożyczony na cały dzień rower na którym będziesz z ogromnym uśmiechem pedałować po dolinie Hitakatsu i podglądywać życie rybaków i innych, nie wiadomo czym zajmujących się, ludzi. Zajrzysz to tu to tam, przekonasz się, że nawet na rowerze ucieczki z doliny nie ma bo wokoło albo góry albo woda. Odkryjesz prześliczną plażę z turkusowym morzem, restaurację o nazwie „Momo tarou” (!^^), drzwi domów ze stroikami noworocznymi. Czujesz się niczym nieograniczona, czujesz że TAK mogłabys już żyć do końca swoich dni, znalazłaś swoją małą wysepkę na której możesz oddychać głęboko, schować się w lesie, w górach gdy zajdzie taka potrzeba.

 

 

 

 

 

Przedpołudniowym i pochmurnym piątkiem, przechodząc raz jeszcze pustą ulicą z licznymi cichymi domami, po raz pierwszy pozwolisz zatkać tę ciszę muzyką z mp3. Losowo włączy się "Fairyland" Ayumi Hamasaki i ze łzami w oczach przypomnisz sobie jak ledwie 4 lata wcześniej słuchałaś tej piosenki w domu, w Gdyni, samotnie spacerując po wietrznym bulwarze, pobliskim jesiennym lesie marząc o zbyt dalekiej, nieosiągalnej Japonii. A teraz, sama dreptasz po swojej wymarzonej, sennej i nieochrzczonej wyspie. 

 

 

 

 

 Czyżbyś za czyms tęskniła?

 

 

 

Bojaźń spełnionego marzenia?

 

 

 

 

 

 

 

 

Ayumi Hamasaki - FAIRYLAND

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

cdn

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

tyle gości w gaju:  87 213  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87213
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 620

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl