Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 648 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

po mistrzostwach w Turynie

środa, 31 marca 2010 17:53


Ostatnio nie czuję się za dobrze, głównie emocjonalnie ze względów finansowych (i o tym napiszę jak mi troche emocje opadną!) i dlatego tez ominęłam  w opisywaniu przebieg MŚ w łyżwairstwie figurowym jakie odbyły się w zeszłym tygodniu w Turynie, we Włoszech.
Po pierwsze oglądałam wyrywkowo i nieregularnie gdyż 7 godzin różnicy czasu robi swoje, a do tego nie mam kablówki (co mi specjalnie nie przeszkadza, jakoże za TV ogółnie nie przepadam) więc i nie mam eurosportu, i muszę polegać na tym co łaskawie pokaże KBS (coś jak nasza "jedynka"), które -jak można się domyslać- było przedewszystkim zainteresowane solistakami (wiadomo, Kim Jona).
Większość programów krótkich z zeszłego piątku i większość dowolnych z zeszłej soboty obejrzałam,  i wnioski jakie nasuwaja mi się odrazu to takie, że sędziowie już dawno tak nie przegięli z ocenianiem: zaniżaniem większości i zawyżaniem zwłaszcza jednej~~
Po programie krótkim byłam miło zaskoczona (chociaż nie aż tak zaskoczona jej bdb programem) widząc młodą Mirai Nagasu na pierwszym miejscu. Mirai (未来) po japońsku ( a po koreańsku brzmi MIRE -미래)  znaczy przyszłość i 16o letniej Nagasu wróżę ciekawąi różnorodną  przyszłość! ^^ Niestety w programie dowolnym popełniła kilka błędów co wykluczyło zdobycie złota, (zwłaszcza po bdb programie Mao Asady z dwoma potrójnymi axlami!) natomiast zrzucenie jej na 7 miejsce było lekką przesadą. A dlaczego tak ją (i kilka innych łyżwiarek) sędziowie "mocno" potraktowali? Otóż Kim Jona w krótkim zrobiła 2 błędy - nie w skokach, o dziwo ale w piruecie i spirali~~ -__- Każdy głupi wówczas wie, że taki program nie może byc wysoko oceniony. I nie był, ALE! Zdaje się że światek sędziowski BARDZO Koreankę lubi i by dac jej szansę na medal (nawet i złoty!) obniżali ile mogli oceny innych łyżwiarek jadących po niej....! W dowolnym, podobna sytuacja. Kim Jona (7 po rótkim) zrobiła 2 błędy, tym razem w skokach, ale nie preszkodziło to sędziom w daniu jej dość dużej ilości punktów. Powiedzmy, że nic złego w tym nie ma, ale krzywo zrobiło się wtedy gdy Mao Asada (druga po programie krótkim) pojechała bdb swój program (z drobnym błędem przy drugim potrójnym axlu) a mimo to dostała o cały 1 punkt mniej niż Kim za swój program! Jeszcze zrozumiałabym gdyby Koreanka pojechała z takim "flow" jak w Vancouver, ale właśnie mam duuuuże zastrzeżenia co do jej "ognia" na MŚ; była powolna,osowiała, leniwa i ciężka w ruchach i nic dziwnego, że zaliczyła glebę przy potrójnym salchowie. I aż trudno uwierzyc że taki program, wg. punktacji, został uznany za najlepszy program wieczoru! W efekcie Asada "zdobyła" złoto, a Kim  srebro. Laura Lepisto z Finlandii była trzecia.
Nie nastały dobre czasy dla łyżwiarstwa mimo, iż coraz ciekawszych osobistości na lodzie nie brakuje...

Dla chętnych (i tych którzy maja trochę czasu) zapraszam do obejrzenia programu dowolnego Kim Jony i Mao Asady z zeszłego tygodnia, a także 2 programy z przeszłości które są dla mnie wyznacznikiem mistrzostwa, perfekcji, artyzmu  i elegancji na lodzie czyli Chen Lu w programie dowolnym z 1996 roku i Michelle Kwan w programie dowolnym z 2003 roku.
Wybór muzyki ma ogromne znaczenie a mam wrażenie, że w chwili obecnej szuka się czegoś  "oryginalnego" lub "mocnego" a nie do końca pasującego do charakteru i dojrzałości łyżwiarki (mam tu na myśli zwłaszcza Mao Asadę i Kim Jonę~~proszę mi wybaczyć...)
Może na dzisiaj zakończę te koślawe dywagacje, ale jeszcze wrócę z  tematem łyżwiarstwa!!:-)





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Koreponia dziwna jest

wtorek, 30 marca 2010 10:08


Na I like design obejrzałam filmik (avi-dizajn?), który został zrobiony przez studenta-Japończyka (Kenichi - konto na vimeo oraz blog) jako praca dyplomowa. Oglądając go przypomniałam sobie wykłady dr Szyszki o kulturze Japońskiej ale jednocześnie... nie mogłam powstrzymać się od powiedzenia do samej siebie; "zupełnie jak w Korei ~".

Już wielokrotnie słyszałam (od ludzi różnych nacji w tym Japończyków i samych Koreańczyków), że Korea kopiuje wszystko z Japonii...ale z drugiej strony, gdyby te "kopie" były tak bardzo wbrew Koreańskiej naturze nie miałyby się tutaj tak dobrze...!
Warto też dodać, że i Koreańczycy i Japończycy przy każdej możliwej okazji przypominają "łejguginom" jak bardzo różnią się od swoich sąsiadów; kulturą, językiem, kuchnią itp, itd, et cetera... -__-  Oczywiście, że są różnice! Mój sąsiad w Gdyni był tak inny odemnie, że wolałam wyjechać do Korei niż żyć obok niego~~! Każdy jest inny, nawet 2 miasta obok siebie w jednym kraju są drastycznie różne. Niemniej, już chyba kiedyś o tym pisałam, Korea i Japonia ze wszystkich krajów świata (na moje skromne oko) są mentalnie i kulturowo najbliższe sobie a dowodem tego niechaj będzie ten oto avi-dizajn autorstwa Kenichi.

Japan The Strange Country

Owocnego sąsiadowania życzę

:-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

1040

sobota, 27 marca 2010 17:40

Czy pamiętacie MC Hammera?? Tego od "5 ciastek" (jak to myśmy w podstawówce śpiewali~~) czyli "can't touch this"? A czy wiecie co się z nim teraz dzieje?? Jak to z wieloma gwiazdami sceny bywa(ło) potrafią po wielkim sukcesie  zniknąć na amen a w przypadku MC Hammera to dosłownie! Otóż raper ma się całkiem nieźle i jest...pastorem!!! obcy
Skąd wiem? W jednym ze swoich filmików, Michelle Phan wspomniała o premierze filmu dokumentalnego "1040" dotyczącego ruchu Chrześciajńskiego w Azji. I wymieniła kilka "gwiazd" które miały być na premierze tego filmu w tym m.in. wyżej wymieniony MC Młotek. Myślałam, że może to jakaś pomyłka, zbierzność 'nazwisk', ale poszukałam w necie i  to prawda! MC Hammer głosi słowo boże~~
TUTAJ link do fragmentu owego dokumentu z jego udziałem (słowem~~)
Skądinąd ciekawa jestem filmu, gdyż lubię dokumenty (nawet jeśli są produkcji amerykańskiej~~...) a sprawa Chrześcijaństwa w Azji i mnie dotyczy bo w Korei jest coraz silniej ukorzeniane (zwłaszcza protestanci mają się tutaj coraz ...nazwijmy to, zdrowiej ^^) i ciekawa jestem czy przez to np. świątynie buddyjskie zaczną wiać pustkami lub wogóle znikać~~
Szczęść Boże wszystkim!

]:->

p.s. wraz z odejściem Matki Natury (trochę w tym miesiącu długo porządki robiła~~TT) odeszły wszystkie bóle i siniaki powyPusanowe a co najważniejsze ręka już działa NORMALNIE więc powoli wracam aktywniej do życia, z tą drobną różnicą iż codziennie naprzemian  zęby szczotkuję raz prawą a raz lewą ręką i nie dlatego, że nie mam wyjścia ("bo boli") ale dla zdrowia "orzeszka" :-]



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Śnieg w Pusanie i Truskawkowy mnich

czwartek, 25 marca 2010 5:00


A z wtorku na środę(z 9 na 10 marca) w całej Korei spadł śnieg! Nic by w tym dziwnego nie było (no może pozatym, że w Korei wiosna zaczyna się 1 marca~~) gdyby nie fakt, że Pusan - leżący na południu Południowej Korei - jest bardzo "ciepłym" miastem. Wcześniej śnieg spadł w tym mieście w 2005 roku a przedtem jakies 100 lat temu!!! Ja, która trochę zazdrościłam zimy z prawdziwego zdarzenia jaka była w Polsce w tym roku, po cichu marzyłam o jeszcze odrobinie śniegu (no chociaż po to bym zrobiła pozytek ze swoich zimowych ciuszków ;-) ). Tak więc w szczęściu nieszczęście; gdybym nie miała wypadku raczej bym wsiadła w pociąg prosto do Seulu a tam w betonowej dżungli pewnie śladowe ilości śniegu dane mi by było zobaczyć. A takto widziałam śnieg na łonie natury (w świątyni buddyjskiej) i to jeszcze w PUSANIE!! *^_^*
W czwartek mnich (Łon-Tong) zabrał mnie do słynnej świątyni Pomosa (범어사 - tu link) na górze Kymdziong . Szczena mi opadła! Ogromny teren, skąpany w słońcu i cudnie topniejącym śniegu. (*-*) Mój "przewodnik" powiedział, że mnisi w tej świątyni specjalizuja się w rzeźbieniu i robieniu figur stąd na jej terenie  jest (trochę za) dużo najróżniejszych wyobrażeń bóstw buddyjskich.
Poszliśmy odwiedzić (na herbatkę) najpierw jednego mnicha (który też obejrzał moją nogę i poradził bym ją dużo "wietrzyła") a potem jeszcze jednego, który zaprosił nas na herbatę, suszone persimony i truskawki (!!) i...zapytał się czy jestem z Misudy (chłopcy na promie też się o to pytali *^_^*). Dziadzio był przeuroczy, i miał bardzo pozytywną aurę wokół siebie.
Mam nadzieję wybrać sie do Pomosa (i do Pusanu) na dłużej i to już niedługo~!
...a potem wróciłam do Seulu...i ...zaczęło się wszystko walić...
przeżyję i to...?

 Śnieżne kwiaty : )

 Wiosenny prysznic w krpolach topniejącego śniegu *^_^*

 Na herbatce u mnicha :)

miłych wiosennych niespodzianek życzę
:-D



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jaki poranek taki dzień, jaki dzień taki wieczór~

poniedziałek, 22 marca 2010 14:28


7.00  - pobudka - moja holenderska gospodyni ma na 9 do pracy a ja o 11.00 muszę być spowrotem na terminalu
7.30 -  miła pogawędka podczas śniadania i pierwsze przekleństwo dnia; zimno i leje!:-|
7.50 -  w "kupce rzeczy niepotzrebnych" leżących przed drzwiami mojej holenderskiej gospodyni znalazłam szklany czajniczek do herbaty
8.00 -  park Ohori w deszczu wygląda jak lśnąicy beton a zmokły (po co parasolkę brać z Korei do Japonii?!) gibbon  jak niewytrzeźwiały gajdzin*.
8.10  -  "a może by wydać trochę jenów na przejażdżkę metrem?~~"
8.15  -  los sprzyja gibbonom w metrze japońskim - oto bezpańska parasolka : ) nie trzeba już wydawać jenów ani na bilet ani tymbardziej na parasolkę ^^
8.40 -   pragnienie kofeiny - gajgibbon (połączyłam dżwięk znaku 外 -gaj/gai -co znaczy "obcy, poza"  - z gibbonem, ; )  ) wchodzi do pierwszej lepszej kawiarni (po co iść do starbucks za rogiem, bądźmy oryginalni!)
8.45 -   miła panna realizuje zamówienie a następnie podaje jego cenę. gibbon wyciąga swoją kartę... w tej kawiarni nie ma czytnika dla karty visa O_O  ... gotówki nie starcza ... O_O!
9.15 -  po (już zbędnym) docuceniu się gajgibbon leci do pierwszego lepszego ATM (bankomat). Naklejka VISA brzmi optymistycznie.
9.16 -  po bliższym przyjżeniu okazuje się, iz naklejka odnosi się do kart VISA wydanych TYLKO W JAPONII ... O_O!!
9.25 -  kolejny bankomat, kolejna naklejka z tą samą informacją~~ O_O!!!
9.30 -  do trzech razy sztuka - ATM dla gajdzinów* znaleziony! Po drodze mijam Starbucksa i i mocno żałuję swojej "oryginalności" w wyborze kawiarni...
10.15 -  wsiadam do autobusu, który mam mnie dowieść na terminal.
10.30 -  autobus dojeżdża do stacji końcowej, ale nie jest nią terminal~~ -__-
10.40 - wsiadam do kolejnego autobusu - dopytuję się kierowcy i panienki siedzącej obok czy aby napewno kierunek na terminal; "HAJ!"
11.00  -  akurat zdążam na początek odprawy, ale wcześniej trzeba "wymienić bilet na bilet" i zapłacić 800 jenów za...benzynę (?!~) - staję w kolejce około 30 minut.
11.30 -  pokazuję bilet panu, któego misją jest nie za bardzo wiem co, a on mówi, bym pokazała opłatę za podatek - więc pokazuję opłatę za benzynę. Kiwa przecząco głową i wskazuje na automat stojący 1 metr dalej ~
11.32 -   automat, dzięki któremu należy zaopatrzeć się w podatek za wyjazd z kraju (departure tax~~) - 500 jenów. I wracam znów do pana, który tym razem puszcza mnie dalej.
11.35 - 12.10 odprawa i strefa bezcłowa
12.30 -  w kabinie 436 3 oddzielne grupki Japońskich lolitek.
13.00 -  Lolitki zgodnie pakują się pod kołderki (leżakowanie?) więc ja wychodzę.
12.10 - 13.30   spacer po promie i podglądanie zachowań pasażerów
13.40  -  pogoda wietrzna i deszczowa, zaczyna troche bujać; czas na spaghetti!
14.00  -  coraz mocniej buja
14.30 -  mocno buja i widać to po papierowych torebkach porozkładanych wszędzie i pasażerach w pozycjach poziomych.
15.00  -  prom podzielony jest na 2 kategorie pasażerów; śpiących i wymiotujących. (gibbon należy do 3ej kategorii - obserwujących ; )
17.00  -  w końcu i gibbon znużony monotonnością atmosfery zamyka oczy na czas jakiś ^^
17.00 ~ 20.00   czas, którego nie pamiętam, między wodą a Pusanem
ok 20.00  -  po wyjściu z metra na stacji "Pusan-jok" chcąc zdążyc na zielone światło, potykam się i upadam mocno na ziemię - siatka z czajniczkiem też upada a spodnie(moje ulubione!!O_O) na prawym kolanie rozrywają się (jak to jest mozliwe?!?)
20.10 -  doczłapałam do sklepu na dworcu, poprosiłam o naładowanie telefonu i o plastry, pokuśtykałam do toalety, gdzie odetchnęłam widząc czajniczek cały i zdrowy ale i przerazilam się widząc własne, trochę poturbowane ciało; prawe kolano całe we krwi,  lewe boli i zmienia kolor, lewa ręka z niezłą dziurą i prawa ręka, zwłaszcza, w łokciu boli jak cholera i wyprostować ani zgiąć nie mogę!
20.20 -  patrząc na plastry myslę o szpitalu i przypominam sobie, że ubezpieczenie skończyło mi się 3 dni temu...
20.30 -  odebrałam telefon i ze łzami w oczach pokuśtykałam do kawiarni, gdzie z całego bólu i szoku i przerażenia, że być może złamałam prawą (prawą!!ja jestem praworęczna!!) rękę nakrzyczałam przez telefon na Martę a potem na Mumina.
20.40  - szlag by trafił tusze do rzęs MADE IN CHINA - wymieszane razem ze łzami w oku potwornie szczypią! (mało mi bólu?!!!!!)
20.50 -  dzięki Marcie mam kontakt do polskiego mnicha mieszkającego w Pusanie. Jestem w niedobrej sytuacji - dzwonię.
21.30 -  spotkanie z mnichem.
21.45 -  spotkanie z dwoma, białymi, wielkimi psami w świątyni *^_^*
00.00 -  ciało nareszcie odpoczywa gdzieś w sennej krainie

cdn
bezstresowych dni życzę
serce

*p.s. słowniczek - gajdzin (ang. transkrypcja -gaijin) 外人, dosłownie "człowiek spoza","obcy człowiek" czyli nie-japończyk. Tak powszechnie japończycy odnosza się do "białych" lub do osób, które gołym okiem widząc nie są Japończykami (ziomalami~~). W Korei tak samo wyrażaja się  o nieznajomych "obcych" mówiąc o nich (o nas) ŁEJGUGIN (
외국인).\



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Japonia wizowo po raz II, cz2 - w Hakacie kawy nie piją

niedziela, 21 marca 2010 5:23


Słońce które świeciło w Hakacie, w poniedziałek 8 marca, widziałam jeszcze podczas porannych ablucji w łaźni na promie. Szczęśliwa? Spełniona! Marzenie wczesnej młodości właśnie się spełnia^^:-D
Po nieprzespanej nocy pierwsza rzecz jaką miałam na myśli zaraz po odprawie była; kawa! I miejsce gdzie mogę spokojnie usiąść, zjeść jakies śniadanie i zaplanować sobie dzień dzięki mapkom jakie wzięłam z terminalu. Autobus wyrzucił mnie niedaleko "serca miasta" czyli Tenjin i przez prawie godzinę szłam przed siebie i spowrotem w poszukiwaniu jakiejkolwiek kawiarni...Lekkie niezadowolenie zaczęło wkraczać - "czy w Hakacie kawy się nie pija?!" . Pytałam napotkane osoby, żadna nie była wstanie mi odpowiedzieć~~ O_O Po blisko 1,5 godziny poddałam się i weszłam do McDonalda. Zamówiłam kawę i frytki, a pani mi mówi że frytki dopiero od 11ej (było ciut po 10ej)...! Z kawą i jakimś smażonym ciastkiem usiadłam w najmniej widocznym miejscu, wyciągnęłam mapę i zaczęłam zaznaczać 3 rzeczy jakie MUSZĘ (bo chcę) zobaczyć. Ale dwóch młodzików, śpiących na stole na przeciwko mnie, zachęciło mnie tym widokiem do małej drzemki. Gdy się obudziłam, dochodziła 12 i słońce zaczęło się kryć za chmurami. Pora ruszać przed siebie. Chcąc zaoszczędzić postanowiłam iść wszędzie na piechotę i uważam, że było to  dobre posunięcie gdyż (w.g. mnie) wszystko było osiągalne za pomocą nóg w przeciągu ok 30 minut. Lubię Japońskie obiekty sakralne; czerwień bram (toori) połączona z monochromatycznością i prostotą świątyń. Doszłam do świątyni Sumiyoshi - dość rozległej ale też częściowo w remoncie. Najbardziej ucieszyłam się z ponownego spotkania z kitsune (狐 - japońskie lisy^^). (*-*) W świątyniach i obiektach sakralnych Japonii (jak i Korei) najbardziej lubię połączenie natury z architekturą oraz dużą ilość zieleni, stare drzewa które spokojnie (?) mogą sobie na tych terenach żyć. I zakochałam się w karpiach.~ W Sumiyoshi ich nie znalazłam, ale w innej świątyni (której nazwy nie pamiętam, bo znalazłam ją przypadkiem, małą, wciśniętą między ogromne biurowce w Tenjin) pływały sobie w bardzo małym stawie. Sterczałam nad nimi (w tej malejącej temperaturze!) przez ponad godzinę i raz na jakis czas ukazywał się coraz to nowy i większy karp, aż wreszcie uraczył mnie swoją osobą OGROMNY, stary karp! (na misskorea osobny rozdział z karpiami będzie + filmiki *^_^*) - wypłynął spod kamienio-mostka, "obczaił" sytuację ("jaki to gaidzin nas ciekawy?") i wpłynął spowrotem skąd wypłynął. Na próżno robiłam podchody przez jeszcze około pół godziny w nadziei, że raz jeszcze wypłynie.



Punktem kulminacyjnym (ostatnie 2 lata sprawiły, że taka tematyka jest dla mnie ważna~~) miał być ACROS - biurowiec/galeria/park/ogród z tą drobną różnicą, iż biurowiec jedną z czterech ścian (która jest też jakby dachem) ma całkowiecie porośniętą zielenią!
 Tak ACROS wygląda "z przodu", od strony parku.



Widoki z góry budynku na park i rzeke płynącą przez miasto.



 Tu widać ogrodzone ścieżki w towarzystwie krzaczków prowadzące ku górze budynku. ^^

(Więcej tutaj i tutaj.) Jakoże uwielbiam spacery i zieleń poszłam sobie w górę, po ścianie/dachu budynku na spacerek. Trochę przeraziły mnie samoloty latające kilkanaście metrów nad głową, ale nie spanikowałam : ) Pomimo szarzyzny, obiekt zrobił na mnie całkiem niezłe wrażenie (no, ok, wyobrażałam go sobie w słońcu~~) i bardzo podoba mi się takie rozwiązanie jeśli idzie o zazielenianie zabetonowanych miast! Wogóle Fukuoka (a w porównaniu z Seulem to wogóle!) jest bardzo zielona - kierując się do miejsca spoczynku przechodziłam przez park Ohori - ogromny, z dużym jeziorem (i z karpiami !) + tradycyjnymi ogrodami japońskimi (niestety czasu nie miałam+deszcz lał-__-).
Cała masa rowerzystów i ścieżek rowerowych (marzenie~~) NATOMIAST...wydawać by się mogło, że skoro Japonia taka poukładana, zorganizowana (na ulicach rzeczywiście czyściutko!) to i nie będzie problemu z chodzeniem po chodnikach. : / (to chyba cecha bardzo Azjatycka ) a wiedząc, iż w Japonii ruch jest lewostronny, przestawiłam się na taki. Niepotrzebnie! Chodzą jak chcą a gdy nie ma oddzielonej ścieżki dla rowerów rowerzyści zajmują całą szerokość chodnika  jak np. 3 licealistów wracających ze szkoły i chcących sobie pogadać o tym i owym jednocześnie pedałując ("gajdzinko, szukaj miejsca w donicach!"). W Seulu skutery szarżują po chodnikach, w Fukuoce rowery - ratuj się kto może!
cdn

serce



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Japonia wizowo po raz II, cz1- MISS UFO

sobota, 20 marca 2010 11:33



7 marca kończyła się moja wiza turystyczna więc musiałam  znów wybrać się na "przymusową wycieczkę do Japonii". (Fajny przymus, nie?!?!) Tym razem w planie była już na 100% Fukuoka (lub jej inna nazwa, przezemnie bardzo lubiana czyli HAKATA^^).

Jakoże jestem z natury leniwa i powolna (tak, 20 maja ostatni dzień Byka!) nie kupiłam wcześniej biletu (jak to przykładnie zrobiłam w grudniu),dopakowałam się w niedzielę rano i wsiadłam w autobus do Pusanu.*
Gdy stanęłam przy okienku biletowym na terminalu portowym w Pusanie przeżyłam chwilę grozy; BRAK biletów do Fukuoki! Zamarłam wraz z podnoszącym się ciśnieniem; i co ja teraz zrobię??!! Do Shimonoseki właśnie kończy sie odprawa, do Osaki w niedziele nic nie płynie, pozostaje jedynie frunąć na lotnisko w nadziei na jakies 'last minute' GDZIEKOLWIEK!!!! (i za max 200.000 łonów~~ -__- ) O_O Już widzialam jak się bezskutecznie tłumaczę straży granicznej, urzędnikom w ambasadzie, już widzę jak mnie deportują~~ Pani w okienku poleciła abym poczekała z 15 minut na ewentualne cofnięcia biletów. Pytam, czy często takie cofnięcia mają miejsce? "hmm...czasami.."-odpowida. O_O! 5 minut z tych 15 trwały wieczność (czemu rano, gdy budzik dzwoni, te 5 minut mija jak 5 sekund?!). Ale, UDAŁO się. Jakaś Japońska parka zaczęła wycofywać kilka biletów - odetchnęłam z ulgą.
Nie sądziłam, aby na prom na który zawsze są bilety i który odpływa codziennie- poza którąś tam sobotą- nagle nie było biletów, zwłaszcza na nocny rejs z niedzieli na poniedziałek (do pracy nie chodzą czy co?!). Przecież niemożliwe aby nagle jakaś 100 osobowa wycieczka wszystko capnęła~~! I tu sie gruuuuubo pomyliłam. Gdyż przedemną, podczas odprawy, zobaczyłam chmarę czarno-włosej młodzieży rodzaju męskiego..(Chyba nie muszę dodawać, że znowu byłam jedyną białą na pokładzie i wzbudziłam nie małe zainteresowanie w oczach licalistów). W długaśnym tunelu wiodącym na prom  (chyba cały port na około przeszliśmy!)  i znalazłam się "osaczona" przez tą rozbrajającą młodzież, która zdawać by się mogło, wogóle mnie nie zauważała. Do czasu, aż jeden "Śmiałek" zapytał się; "Hello, how are you?". Wszystkie oczy ze wszystkich stron na mnie w oczekiwaniu na to co powiem. Do3małam kroku; "Hello!". Śmiałek  (o jakieś 5 cm niższy odemnie) poszedł nieco dalej; "where are you from?" (młodociany tłum na moment zwolnił kroku) "from Poland". "Aaa!!" - najwyraźniej odp była bardziej niż satysfakcjonująca; tłum wraz ze Śmiałkiem przyspieszyli kroku ^^
Całkiem miło bujało a ja senna nie byłam więc poprzechadzałam się po stateczku, pocykałam trochę zdjęć podglądając kabiny i co i rusz natykając się na jakiegoś młodego (niższego lub sporo wyższego) istota. Parę razy wpadłam też na Śmiałka, który kurtuazyjnie za każdym razem zadawał kilka pytań, aż za którymś razem wypytał o konkrety: "You Japan go why?" . serce
Najlepsza część nocy (poza super kołysanką fal) nastała tuż po 22ej - Śmiałek, w imieniu kolegi, zapytał się czy może zrobić mi zdjęcie. (słyszałam już o takich akcjach, więc nie byłam aż tak zdziwiona). Jasne, czemu nie (db, że choć trochę pudru miałam na sobie~~!). No i zaraz przybiegł następny z aparatem, a potem następny dał cynk kolejnemu i po chwili wokoło mojej kanapki (na której miałam nadzieję skończyć "my old sweetheart" S. Moore) zebrał się podniecono-onieśmielono-rozbawiony tłumek w nadziei na zdjęcie i gotowi by trenować swój angielski na mnie (nieźle trafili, wkońcu 'specjalizuję' się w uczeniu tego języka właśnie mLodzieży~~) . Sesja zdjęciowa połączona z konferencją prasową i zjazdem fanów - pozowałam w sumie chyba ze 30 razy z Bezimiennymi. Padło pytanie czy jestem z Misudy (program w którym występują panny z całego świata mieszkające w Korei i opowiadają o swoich przeżyciach w Korei.), czy jestem modelką ((*-*)), czy mój chłopak jest aktorem ((*-*)(*-*)), czy mój chłopak jest sławny (chłopcy, gdybym miała tyle lat co wy...:-]). Po dłuższej miłej chwili zaczęli się powoli rozchodzić, Śmiałek cicho namawiał ich do pozostawienia mnie w spokoju, a z drugiej strony w imieniu hiper nieśmiałych-spóźnialskich upewaniał sie czy i oni nie mogliby jeszcze zrobić zdjęcia zemną - zauważyłam jak biedak czuł sie odpowiedzialny za całe zamieszanie i na sam koniec (gdy flesze zaczęły gasnąć~~) przeprosił mnie za to (!!! ) i podarował ...ciasteczka. *^_^*
W końcu trafiłam do kabiny już mocniej zmęczona (ach, cięzkie życie gwiazduni~). Współtkabiniarze w postaci 2 samiczek i 3 japońskich samców  a do tego nihonno dziadzio, który co i rusz "bombardował" swój futon i to nijakie powietrze w naszej kabinie, już spało gdy wpęzłam w ciemności kabiny. Bujało i to bardzo. A bujanie na pusty żołądek mi nie służy~~ Db, że wzięłam "wałówę" tj. jajka przepiórcze na twardo i marchewkę, ale w efekcie nic nie spałam  bo na bujanie db jest duża i miękka poduszka a nie te koreańsko-japońskie "cegły".A wstałam o 6ej żeby móc się spokojnie wypluskać w łaźni i naczyścić na nadchodzący dzień w mojej wymarzonej od 12 roku życia Fukuoce, do której udało mi się wreszcie trafić! *^_^*
cdn

* do Pusanu tym razem pojechałam autobusem, natomiast biorąc pod uwagę że w Seulu mieszkam w Sincion byłoby mądrzej wsiąść w pociąg z trzech względów;  1) z Sincion na dworzec kolejowy jest bliżej niz na dworzec autobusowy.
2) dworzec kolejowy w Pusanie jest oddalony od terminalu tylko o 1 stacje metrem, a dworzec autobusowy o jakies 30 minut jazdy metrem~~
3) cena biletu autobusu 31,000łonów, cena pociągu (mugunghła) 26,000 łonów.
Owszem, autobus szybciej jedzie, ale dodając przejażdżki metrem (w Seulu i Pusanie) wychodzi na to samo. No ,zawsze można wziąć KTX (super szybka kolej ) 2godziny50 minut i jest się na miejscu za ok 45.000 łonów.

zachwytu w oczach drugiej osoby życzę!;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Jedni mają lepiej drudzy gorzej i ani jedni ani drudzy siebie nawzajem przez to nie zrozumieją~~

środa, 17 marca 2010 11:39


Zanim zabiorę się za wspominki zeszłego, przedziwnego tygodnia chcę tylko napomknąć że człowiek lubi się zwać Człowiekiem i wielce wierzy w to iż posiada serce inne od zwierzęcia i duszę, któej to zwierzęta nie posiadają. I ten oto wielki Człowiek - z miłości do bliźniego swego jak nakazywali m.in. Chrystus i Siakjamuni Budda,- stworzył system na miarę siebie; ekonomię. A ekonomia stała się 5 żywiołem, 5ą porą roku, czyli czymś nad czym człowiek zapanować nie potrafi~  ...  -_-
w chwili obecnej piszę ze łzami w oczach, bo odechciewa mi się żyć w świecie, gdzie każdą regułę stworzoną przez człowieka/Człowieka  da się złamać, ale nigdy praw ekonomii...a już napewno nie przez przeciętnego  człowieczka.
Miałam dziś szansę (?) na pracę (o którą tutaj trudno*). Szansę na obiad (przy pustej kieszeni). Szansę na spotkanie z przemiłym mnichem.
Ale za pięknie być nie może. Od czego jest Matka Natura, która rozkłada na 4 łopatki. Od czego są "znajomi", którzy mają w d***, że nie masz ani grosza przy duszy. Od czego mam mózg, którym nie potrafię dodać 2 do 2 i wywnioskować, że; w "takie dni" NIGDZIE się nie wychodzi. Że należy się KONKRETNIEJ umówić ze "znajomym". Że nie mam na co LICZYĆ w tym świecie.
Nieważne. Za kilka dni, albo nawet jutro, coś rozjaśni moje myśli, optymizm wróci... i tak w kółko, Kowale własnego losu!
Rozbiło się o 1000 łonów (czyli ok 2,50zł) w GOTÓWCE - za które miałam przemieścić się metrem do Anguk.
Dużo (i od dłuuuuższego czasu) chodzi mi po głowie i powiedzmy, że teraz jest db moment. Sama dla siebie i innych jestem teraz świetnym przykładem, a jak wiadomo mój przypadek jest całkiem "luksusowy".
Ręka jeszcze boli i daje o sobie znać więc na dziś to koniec.
Jutro postaram się napisać co znalazłam w Japonii, jak minęła podróż i o glebie w Pusanie.

Mimo wszystko, życzę udanego (jakkolwiek każdy z osobna to rozumie) dnia i spokoju ducha.

serce



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

łajt dej

niedziela, 14 marca 2010 16:49


Zapomniałam, że dziś (był) WHIE DAY, czyli "kontynuacja" Walentynek. W Korei (i w Japonii, skąd pochodzi to "święto",  i ponoć też w Chinach i na Tajwanie) 14 lutego to na ogół dziewczęta dają czekoladki (najlepiej zrobione samodzielnie) swoim obiektom westchnień, a miesiąc później, czyli właśnie 14  marca to chłopcy "odwdzięczają" sie nieco droższymi prezentami (*-*)

Ja wolę 14 kwietnia - Black Day czyli dzień singli ; )



serce





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

przerwa

niedziela, 14 marca 2010 8:53



Lada dzień  napiszę (bo nazbierało się trochę "przygód") i jak tylko ręka jeszcze bardziej wydobrzeje~

coraz cieplejszych dni życzęserce




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Soczek cytryNOWY : )

poniedziałek, 01 marca 2010 6:03

Kosmetyki w Korei to temat rzeka. Nie dość, że na każdą kieszeń to dodatkowo gdy kupując nawet najdrobniejszą/najtańszą rzecz zawsze ekspedientki dodają kilka różnych próbek.(*-*)  W ten sposób miałam okazję wypróbować najróżniejsze "nowości" w Koreańskiej kosmetologii.  Wszystkie próbki ( bo nie zawsze mam potrzebę czy też chęć wypróbowywania ich odrazu ) wrzucam do pudełka. A w ostatnich 6 miesiącach troche się tego nazbierało.
Ostatnio też moja skóra wygląda - nie chcąc zapeszać - naprawdę super! Koloryt, "nawierzchnia" a do tego żandych niechcianych "wybryków" i...pewne ślady po niektórych "wybrykach młodości" znacznie wyblakły. A to chyba zawdzięczam  2 próbkom jakie przez kilka dni stosowałam, czyli krem/żel ze SKIN FOOD "Fresh Juice C Cream - whitening care" .
Nigdy nie miałam ciągot do kremów "wybielających", gdyż moja skóra zawsze była uznawana za aż za bardzo białą O_O... ale...spróbowałam, bo skończył mi sie mój krem Tołpy a na krem oliwkowy było za gorąco...



Wogóle kondycja mojej skóry się bardzo poprawiłą i nie rozumiem (zupełnie!) dlaczego?? Ani nie chadzam -od jakiegos tygodnia -12 km dziennie, dieta (ze względów ekonomicznych~~) pozostaje w charakterze "instant", ani nie pijam specjlnie dużo wody (ani nawet herbaty) żeby wypłukać z siebie toksyny. A do tego moje życie lekko stresowe stało się (ze względów już wyżej wspomnianych~~)...a spąc chadzam gruuubo po północy (no db, ale na ogół śpię do której chcę ;-))
No nic. Mam nadzieję, że nagle mi się nie pogorszy.

Ładnej skóry życzę!

P.S. Dziś pierwszy dzień wiosny w Korei w związku z tym temperatura nagle spadła do +4, zrobiło sie ponuro, wietrznie i mokro:-D.





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

tyle gości w gaju:  88 763  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 88763
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 627

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl