Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 648 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Korea vs Japonia

sobota, 28 marca 2009 15:11



„To był mój pierwszy szok kulturowy" zwraca się do mnie Tae stojąc nad łączonymi umywalkami w toalecie KLI i wskazuje na zbyt dużą ilość wody na „blacie" łączącym umywalki, przez co nie trudno umoczyć spodnie na poziomie majtek. „W Japonii to się nie zdarza - mówi z enigmatycznym uśmiechem -  my zawsze myślimy o następnej osobie" dodaje poszerzając nieco uśmiech jednocześnie marszcząc brwi i przytakując głową. Nie wiedziałam co powiedzieć więc się uśmiechnęłam i dodałam z niedowierzaniem „ ach tak?!"

„Incydent" w łazience miał miejsce pod koniec stycznia, ale od tej pory więcej czasu zaczęłyśmy ze sobą spędzać co pogłębiło naszą znajomość ale też poszerzyło moją ' świadomość ' kulturową dot. „Japonia kontra Korea".

Jak to z sąsiadami bywa są to ludzie najbliżsi nas a jednak często mamy z nimi sporo problemów a nieraz problemy zamieniają się w wojny... Korea miała ogromny wpływ na Japonię nieco ponad 1000 lat temu. To przez Koreę do Japonii „filtrowane" były wpływy Chińskie; architektura, pismo, Buddyzm, Konfucjanizm... Ze wszystkich języków świata Japoński i Koreański są sobie najbliższe (semantycznie ??? strukturalnie - Mongolski jest ich nieco dalszym kuzynem). Oba kraje wiele łączy, ja bym je nawet nazwała „bliźniakami" jednojajowymi, ale rozumiem że to dość „kontrowersyjne" stwierdzenie i może o tym kiedy indziej J

W XX wieku natomiast miały miejsce wydarzenia, które do tej pory są głęboko wyryte w pamięci każdego nawet 10 letniego Koreańczyka, a muzyka i filmy Japońskie były zakazane na płw. Koreańskim jeszcze do 1999 roku.

Miłość natomiast nie wybiera - Tae, z fukuoki w Japonii, poznała o 4 lata młodszego Koreańczyka w Kanadzie. Przez kilka lat był to związek na odległość aż w końcu złożyli sobie obietnicę małżeństwa. I Tae w grudniu 2008 przyjechała do Seulu by rozpocząć intensywny kurs Koreańskiego (i jeszcze intensywniejszą szkołę życia~~~)

Gdy zobaczyłam Tae po raz pierwszy, ucieszyłam się że mam japonkę w grupie i to z Fukuoki, miasta w Japonii najbardziej mnie interesującego. Miałam też nadzieję, że porozmawiam sobie z nią po japońsku w wersji 'Hakata-ben' ;-> . I pomyślałam sobie; ciekawe, czy w oczach Japonki Korea wygląda bardzo inaczej?...

Aż za bardzo! W któryś wtorek, pod koniec stycznia postanowiłyśmy się pouczyć w jednej z pustych sal. Ale, szybko okazało się że plotkowanie idzie nam o wiele lepiej niż nauka ^__^

I tak zaczęłam dowiadywać się od Tae o tym jak bardzo źle jej tu. Oczywiście ani razu nie użyła tego słowa, ani razu nie powiedziała nic wprost negatywnego , ale to co mówiła między słowami... po prostu wyczuwało się niezadowolenie, pewien rodzaj wstrętu, odrazy...

Tae powiedziała mi wprost jedna rzecz; „Koreańczycy nienawidzą Japończyków [za to co zrobili podczas okupacji]. I tu pies pogrzebany, gdyż Tae wszystko co ją spotyka w Korei odbiera przez ten właśnie pryzmat. Czuje się tu zaszczuta, gdy w rozmowie okazuje się że jest Japonką odczuwa nienawistne spojrzenie swoich rozmówców. Na murach widzi napisy anty-japońskie i słyszy jak ludzie wypowiadają na głos przekleństwa pochodzące z czasów Japońskiej dominacji w Korei.  Te doświadczenia sprawiły, że zaczęła się „bronić" - w bardzo kobiecy, wyrafinowany, niebezpośredni sposób; narzekanie na to co Koreańskie.

  • 1) za ostre jedzenie - „Jedzenia tu jest tak bardzo ostre. Ja nie jestem do tego przyzwyczajona. Wszystko jest albo ostre albo bardzo ostre. Czasem chodzę na pizzę..."
  • 2) smród czosnku - w kimci (narodowa potrawa Koreańska z kiszonej kapusty) jest sporo surowego czosnku i Koreańczycy jedzą kimci codziennie a także rano. Ja od pierwszego dnia w Korei jadłam kimci; początkowo dlatego, że nie chciałam być niegrzeczna, ale po kliku tygodniach dzień bez kimci stał się dniem straconym, tak więc poddałam się sile kiszonej kapusty i świat był równie piękny, aż do lutego gdy czymś się strułam i musiałam być kilka dni na diecie... Idąc po ulicy, zastanawiałam się „co to jest ten dziwny zapach?! Wszędzie gdzie ludzie to i on!" . W szkole Tae wyjaśniła mi, że to zapach czosnku od kimci i ona w autobusie codziennie to czuje, ale siostra podpowiedziała jej żeby jadła kimci wówczas czosnku nie będzie czuła. Tak więc Tae codziennie w stołówce KLI na moich oczach siłowała się z kimci robiąc przy tym całą gamę grymasów przy połykaniu ; „Muszę jeść kimci by nie czuć tego zapachu w autobusie. Aaach!!ostre..." (Ależ poświęcenie). Ja żeby trochę rozładować/rozweselić atmosferę nazwałam Tae „Kimchi Queen", gdyż z nas trzech jadła go najwięcej J
  • 3) autobusy - „jeżdżą tak szybko!! Na zakrętach trzeba się mocno trzymać!!"
  • 4) dziękuję / przepraszam - „W tym kraju, powiedzenie dziękuje lub przepraszam za szturchnięcie na ulicy to wielka sprawa. Myślałam, że skoro to kraj Konfucjański, z dużym szacunkiem dla starszych i z wielością słów na „przepraszam", to będzie to naormalne, a tymczasem... Tak bardzo jest inaczej niż w Japonii..." dodaje z zakłopotanym uśmiechem
  • 5) suchość powietrza i marcowy wiatr Chiński/Mongolski - W Seulu rzeczywiście jest dość sucho. W wielu miejscach są specjalne nawilżacze powietrza. Tae aby uchronic siebie nawilża ręce i ...włosy po kilka razy w ciągu zaledwie 4 godzin. „tu jest tak sucho. Niby blisko morza a jednak..."
  • 6) Kosmetyki - Tae ma wyrobione zdanie o Koreańskich produktach. (dla niej to co Koreańskie, to tak jak dla Polaków MADE IN CHINA...) dlatego też z kosmetykami jest bardzo ostrożna i kupuje tylko Japońskie a tu w Korei „muszę chodzić do japońskich sklepów, nie kupuję koreańskich..."
  • 7) Lekarstwa - na początku stycznia Tae się zaziębiła. Jej chłopak zrobił co mógł i kupił jej lekarstwa; „ale ja od razu wiedziałam, że Koreańskie lekarstwa na mnie nie będą działać. Nie wiedziałam jak mu to powiedzieć. Jadłam te lekarstwa i nic nie było lepiej. Siostra przysłała mi z Japonii lekarstwa i gdy je wzięłam od razu wszystko mi minęło. Mam nadzieję, że on to nareszcie zrozumiała, bo to może być ważne dla nas w przyszłości gdy zachoruję..." ...

 

Tae nie może też zrozumieć/zaakceptować wrzaskliwości Koreańskich dziewczyn a zwłaszcza ich umizgania i piszczenia „oppa" do swoich chłopaków. Plus ich zbyt kolorowe i kuse ciuszki. Chwilami miałam dosyć jej wyrafinowanego narzekania, ale też starałam się ją zrozumieć. Pamiętam z wykładów u  dr Szyszki, że Japończycy miewają tendencję do poczucia wyższości nad resztą kontynentów...

To wszystko nie zmienia faktu, że bardzo lubię Tae. Poza jej narzekaniem mamy kilka punktów wspólnych, wiele nas różni ale obie lubimy rozmawiać o WSZYSTKIM. Jest mądra i oczytana, ma wiele zainteresowań więc nie sposób się z nią nudzić a nasze rozmowy mogłyby się nigdy nie konczyć! Jest jednym z moich „Koreańskich Skarbów"

^_^  Życzę Jej wszystkiego co dobre i dużo optymizmu i wytrwałości!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

konkurs główny

piątek, 27 marca 2009 2:14



Zapomnialam napisać o tym konkursie głównym na 'speech', ktory odbył się tydzien temu w czwartek! A więc, było nieco mniej niz 150 osób ale itak za dużo jak dla mnie. Na scenę miałam wchodzic jako 6 i w momencie gdy weszłyśmy z Tae do auli lekko zamarłam. Światła wskazywały na obecność kamer i tak tez było! Kamerzysta latał między nami-speech'OWCAMI i łapał kadry, a mnie to naprawdę polubił! Co się jeszcze okazało juz w trakcie - po wygłoszonym 'przemówieniu' każdy z uczestników musiał odpowiedziec na kilka pytań (po Koreańsku!) zadane przez Julien (zabawny Francuz z grupy obok ^_^). Gdy weszłam na scenę wpadłam w trochę inna rzeczywistość której nie za bardzo pamiętam... Chyba poprostu mój organizm doznał szoku i się "znieczulił". Początkowo próbowałam mówić z pamięci, ale gdy potknęłam się przy jednym zdaniu od tamtej pory co 2 sekundy lukałam na kartkę. Ale nie było az tak źle sądząc po tym, że 2 razy aula się śmiała (to bdb znak! Śmiech rozluźnia, mnie dodaje otuchy a do tego znaczy że wszyscy ZROZUMIELI co mówiłam :-] ) Pod koniec chyba zaczął mi głos trochę drżeć... . Ale nie wiele więcej pamiętam, a już napewno nie jak znalazłam i doszłam na swoje miejsce. A! Mówiłam o swojej najlepszej przyjaciółce i jej "planach małżeńskich" oraz jej czerwonym pokoju :-) Więc Julien zadał  mi pytanie czy mam tu w Korei najlepszą przyjaciółkę - odpowiedziałam  że "mam (bez wdawania się w szczegóły ;-)) - wynajdując moje 3 gwiazdy wzrokiem - Tae, Inchcaja (chociaż przez kilka sekund nie mogłam przypomnieć sobie jej imienia) i Zolzaję". Rizy nie wymieniłam, gdyż była na szkoleniu na wyspie Jeju (!!!) :-)
W sumie zajęłam III miejsce !!, w kategorii której  nie pamiętam!  :8
Najbardziej byłam szczęśliwa gdy już było po wszystkim. A teraz, po tygodniu muszę przyznać że było to dobre i ciekawe doświadczenie (tak jak son seng nim przepowiedziała!) i mam nadzieję, że przy następnej "okazji" wspomnienie o przemowie po Koreańsku przed tłumem nieznanych licealistów z całego świata będzie dla mnie dużym dopingiem ^_^

Fighting!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tak!

poniedziałek, 23 marca 2009 14:02



Mniej więcej 2 tygodnie temu zobaczyłam te dwa Koreańskie "jajeczka" w TV. Jak zwykle, jeśli chodzi o "masowe produkty muzyczne" mam mieszane uczucia, ale też nie moge zaprzeczyć, że łatwość z jaką te melodie czy też bity i texty wchodzą w ucho  nie jest przyjemne ^_^  A drugi raz zobaczyłam ich kilka dni temu i zaraz potem "wywiad" w TV (Boże, jakie słodkie chłopaczki!!) (*-*) - choroba na "YES!" dopadła mnie; na dzieńdobry, na podwieczorek i na dobranoc wałkuję moje uszy tym prościutkim kawałkiem i za każdym razem mam kociki ust wysokow górze :-] Teledysk jest FAJNIUSI i taniusi (zadebiutowali 1 miesiąc temu). Obecna era w TV na proste tła i wielkie, chwytliwe hasła jako motyw przewodni teledysków sprzyja debiutującym, i "zmusza" do większej pracy nad choreografią, a ta w wydaniu Koreańskiej jest - jak dla mnie - SUPER (nie zapominając, że jest to pop...); utrzymuje charekterystyczne ruchy/pozy dla obecnej hip-hop-soul-sexy ery w muzyce, ale też dodaje sporo własnej inwencji. Uważam, że Koreńczycy (znacznie lepiej niż Japończycy, o USA i Europie już nie wspomnę) świetnie "dopieszczają" teledyski oryginalnymi a także prostymi acz urokliwymi ruchami / pozami.

Zresztą zobaczcie sami;
TU - teledysk (koleś w czapeczce to zupełnie nie mój "styl", aczkolwiek dzieciak ma 18 lat...i miło-naiwny usmiech. "Raper" - Pak DongMin (20 lat)...jest na co popatrzeć, wg. mnie :-p)
TU  - na żywo (tu dopiero można docenić choreografię!)

A tu
empetrójeczka ^_^

"dżampowania" z uśmiechem życzę
pirat


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

latem w Seulu...

środa, 18 marca 2009 11:22



Dziś w Seulu - lato!
21 stopni, słońce, zefirek i do tego tak parno, że powiedziałabym że to środek lata a nie początek wiosny.
A za 2 tygodnie o tej porze... "wiosna" w polskim wydaniu przywita mnie.
Już skaczę z radości...
:-O


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Spotkanie z aniołem

środa, 18 marca 2009 8:37



Widziałam się z moim Koreańskim Aniołem. Dzi -Su napomknęła w mejlu, że idzie wiosna (raczej lato!) i należy zaopatrzyć sie w nowe buty itp. Poszłyśmy do dzielnicy Ihła (이화여자대학교) ; studenckiej (podobnie jak Sincion) ale sklepy i kawiarnie zorientowane na płeć piękną, jakoże Ihła (이화 / Ewha) jest żeńskim uniwersytetem i to bardzo szanowanym. Sieć kawiarni Starbucks wybrała niegdyś właśnie tę dzielnicę  na swoją pierwszą kawiarnię w Korei ^_^
Z Dzi-Su widziałam się po raz pierwszy od stycznia, więc miałyśmy sporo do poplotkowania! Dowiedziałam się, m.in., że ma nowego chłopaka i tym razem jest to Koreańczyk ( poprzedni był Holendrem...). Poznali się, jak to w Korei, na grupowej randce. Dzi-Su czuje się z nim bardzo komfortowo, swobodnie i mają sporo wspólnego a kilka dni temu byli nad morzem i tam doszli do wniosku, że od teraz "będą parą" (tak, tak. w Korei otwarte ustalenie reguł gry jest porządane)
Tak więc, po 2 letnim związku na odległość z Holendrem, czas na mniej męczącą miłość dla Dzi-Su. I bardzo jej to służy. Służy jej do tego stopnia, że kupiła parę obcasów za 180.000 łonów (coś około 500 zł), kolczyki w kształcie winogron (ja ją namówiłam, bo naprawdę ładne) za 80.000 , wzięła mnie do , jednej z lepszych, Włoskich restauracji a na koniec kupiła sobie "baletki" za 10.000 (?), no bo... "why not?!" ;-) Ogólnie była we wróbelkowo-świergotającym nastroju. Ciągle mówiła o swojej nowej "miłości", o tym że jest fajnie ale jej rodzice chyba go nie polubią bo nie jest prawnikiem ani lekarzem (tak, tak...), a tak wogóle to za rok wyjeżdża na swoja 1,5 roczną - samotną -  wyprawę w świat. Pokazała mi nawet licznik na telefonie, odliczający dni do jej wyjzadu pod koniec lutego 2010   :-)  acha, i jeszcze dostała bonus z pracy. Przeliczała mi, ale ja jak zwykle nie wiele z cyferek i procentów rozumiem, ale tyle co zrozumiałam z jej wyrazu twarzy to to, że jest BDB.
Pełnia szczęścia!
Chciałabym, żeby taki stan był zaraźliwy... ja tymczasem się zdołowałam...
Czyżby czegoś mi brakowało?...



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

problem

poniedziałek, 16 marca 2009 4:07



Hong to urokliwe, 21 letnie dziewczę które poznałam w hasuk-dzib, w styczniu. To ona właśnie pomogła mi w znalezieniu nowego lokum, zabrała do nore bang, pokazała najlepsze miejsca na zjedzenie kimbap i ramjon. Ogólnie zawsze chętna do pomocy. Gdy w lutym, z niewiadomych do tej pory powodów, siedziałam z głową w sedesie Hong przyleciała do mnie z lekarstwami i zrobiła mi "dziuk", zdrową, lekkostrawną papkę ryżową. a na koniec, po moich przeprosinach i podziękowaniach, dorzuciła "It was a pleasure ^_^"   ...            (*-*)
Hong jest z Poludnia Korei (Południowej), z Ulsan. Wychowana w wierze buddyjskiej, jej dziadek "pracuje" w jednej ze świątyń buddyjskich. W Seulu zaczęła edukację na Uniwersytecie Ihła (Ewha), a obecnie studiuje filozofię na Yonsei. Mówi bardzo db po angielsku. Gdy ją po raz pierwszy spotkałam i usłyszałam to wszystko pomyslałam sobie "napewno jest ponad przeciętną..."
A któregoś razu, jeszcze w hasuk-dzib, po którejś kolacji zaczęłyśmy w trójkę  (Hong, Olga i ja) rozmawiać. I bardzo się zdziwiłam. Hong twierdzi, że jest złą córką, bo nie ma jeszcze chłopaka a to dlatego, że wygląda tak jak wygląda! (tak powiedziała swoim rodzicom) . I się zaczęło; jest na diecie, bierze specjalne tabletki po których nie chce sie jeść, dodatkowo witaminy które mają podtrzymać jej siły witalne. Tak jak większość Koreanek (i Japonek) chce pozbyć się tylnich zębów, żeby nie wyglądać jak "koń" i zmniejszyć (??) trochę żuchwę...
Chce sobie powiększyć nos (powiększyć?! Ja się chętnie z nią zamienię, na mojego kartofla!!), a do tego trzeba zabrać trochę 'ciałka' z uszu (z tego co zrozumiałam). Hong odkłada na to wszystko pieniądze i jeszcze powiedziała nam (prawie) cały cennik usług, i w jakim Azjatyckim  kraju co najlepiej robić... Po "wykładzie" przyznała, że operacje korygujące są bardzo popularne w Korei. I jest to problem. Często  dzieci, gdy osiągają dojrzałość, dostają "prezent" od rodziców w postaci...operacji.
Najbardziej zdziwiła mnie świadomość Hong, jaki to problem i że pomimo tej świadomości sama w tę "społeczną pułapkę" wpadła. Bardzo świadomie.
Razem z Olgą próbowałyśmy ją przekonać, że wygląda świetnie - szczupła, ładny nosek, ładne czoło, duże oczy, przesłodki, szeroki uśmiech, do tego naprawdę sympatyczna, sporo o świecie wiedząca, z poczuciem humoru i bardzo otwarta na pomysły, podróże (uwielbia Azję, czyli nie tak jak większość Koreańczyków czy Japończyków, którzy przedewszystkim wybieraja Europę)! Z tego co się ostatnio dowiedziałam, to spotyka się z jakimś (ponoć fajnym, wg. niej) kolesiem. Może ten ja przekona, że jej "nic nie dolega"  ;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zimna ryba

niedziela, 15 marca 2009 10:55



Ponad 2 miesiące sama w obcym kraju, na odległym kontynencie, bez 'skajpowania' z rodziną czy znajomymi i wydawać by się mogło, że tęsknota z każdym dniem nabiera kolorów. Sama siebie zadziwiłam, że za NIKIM nie tęsknię. Dlatego pomyślałam, że jestem jak zimna ryba - bez powiek, bez emocji.
Kiedy byłam młodsza, już po 2-3 dniach wyjazdu miałam łzy w oczach gdy myślałam o mamie czy o siostrze. Po 2 tygodnich 'gdziekolwiek', obojetnie jak było fajnie, chciałam wracać do domu, a teraz? ...  Mama ma własne życie, chyba wreszcie szczęśliwe, moja siostra cieszy się dopiero co "wywalczoną czasem" dorosłością i nowym chłopakiem, Ojciec żyje w swoim świecie w którym chętnie by mnie widział, ale dla mnie to istne piekło. Znajomi mają swoje "dorosłe życie" na które, przy spotkaniach ze mną, narzekają (chyba dlatego właśnie mnie tak lubią - bo jestem i mogą mi sie wygadać rzadko kiedy pytając; "a jak tam twoje s p r a w y ? ") . Żaden narzeczony na mnie nie czeka, siostra i pies chyba nie narzekają na moją nieobecność... Po co mam wracać? W czerwcu mam skończyć studia i to jedyny powód, dla którego za 2 tygodnie muszę znów wsiąść w samolot (chyba tym razem nie przeżyję naprawdę!). Jedyna rzecz, której czasem mi brakuje to mój pokój. Ale tu, w Korei, też mogę stworzyć sobie taki pokój. Owszem, spacerów po bulwarze tez czasem mi brakuje i jeżeli cos mi przeszkadza w Korei (w Seulu) to brak aż tak świeżego powietrza jak w Gdyni. Ale od tego mam tutejsze Nam San! Rozległa góra, którą dziennie odwiedza około 8 tysięcy Seulczyków właśnie spacerując. Uwielbiam Nam San i chętnie wstawiłabym ją w Gdyni, albo koło Nam San wrzuciłabym Zatokę Gdańską z bulwarem ^_^
Ale poza tym, jest mi tu dobrze. Bez rewelacji, poprostu ok. I wcale moje życie tu nie jest tak diametralnie inne niż w Polsce - tak, ludzie inaczej wyglądają, inaczej mówią, trochę co innego jedzą ale... ludzie to ludzie, wszyscy żyjemy na tej samej planecie a żeby było ciekawiej Polska i Korea leżą na tym samym plastrze Ziemii. Pomimo widomych różnic jest jeszcze więcej punktów wspólnych.
...
Nie mam do czego wracać. Chociaż tutaj też mam nie wiele...


obcy


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

pierścionki, sukienki i inne nudy

wtorek, 10 marca 2009 12:48



Riza i Tae są w tym samym wieku. Ja o 2 lata młodsza ale itak wiekowo "przynależę" do nich. Zawsze mamy sporo do obgadania, przeanalizowania i poplotkowania, (Tae i Riza głównie narzekają na osobliwości Koreańskiego stylu życia...) . Lubimy razem jeść lancz i wracać spacerkiem z KLI. Każda z nas ma już jakiś, na ogół spory, bagaż doświadczeń więc wymieniamy się swoimi obrazami rzeczywistości, przemyśleniami i wizją przyszłości. Tae jest zaręczona z o 4 lata młodszym Koreańczykiem, ślub miał się odbyć w tym roku ale z powodu kontynuacji studiów narzeczonego przełożyli date ślubu na 2011 rok ...... :-|
Riza, przed wyjazdem do Korei, 'ustaliła' ze swoim chłopakiem że mają zamiar kontynuować wspólne życie nieco bardziej legalnie, (pierścionka jeszcze nie dostała) ale rozmawiając z nim kilka dni temu dowiedziała się, iż on ma zamiar jeszcze postudiować więc ślub nie wcześniej jak za 3 lata.......
I dziś, Tae z Rizą, świergotały na temat ślubów, dat, męskiego nierozumienia ich sytuacji, pierścionków, "tradycji" rzucania bukietów przez panny młode ("Ty też złapałaś?!??? :-]) i o tym, że obie poznały swoich chłopaków w tym samym miesiącu i na temat "świętowania" 100 dniówek ich związku (Tae obchodzi dziś 1200 dzień poznania) itp., itd.,

...


A ja?!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

trema

sobota, 07 marca 2009 13:49



Zapomniałam dodać, że tydzień temu mieliśmy ten cały klasowy "speech contest". Potem odbyło się głosowanie i... w poniedziałek son seng nim ogłosiła wyniki. Tae i ja miałysmy równą ilość głosów, ALE son seng nim doszła do wniosku, że moja 'opowiastka' lepiej reprezentuje poziom 1 (była aż tak infantylna!) , czytałam szybko (tętno narzuciło rytm!) i z dobrą wymową (ta wymowa kiedys do piekła mnie zaprowadzi!) i ja, JA, będę reprezentować naszą grupę w konkursie głownym za tydzień!!  ;-( Świat oszalał!! Przed 6 osobami z mojej grupy, przed ludźmi których widuję codziennie od 2 miesięcy miałam tremę a co dopiero przed całym instytutem w auli na 150 osób??!!!! obcy
Coś czuję, że z nerwów zacznę się chichotać i w zażenowaniu będą musieli mnie śćiągnąć ze sceny... nie powiedziawszy ani słowa!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

droga wolna

poniedziałek, 02 marca 2009 13:35



Wczoraj w Seulu była cudowna pogoda! Słońce, lekki wiatr, świeże powietrze, 8 stopni... :-) Pełna nadziei na piękny dzień wyszłam na spacerek tłocznymi ulicami i... bardzo się zdziwiłam. Po raz pierwszy - odkąd tu jestem- ludzie ustępowali mi na chodniku miejsca; pozwalali mi iść przodem, nie przepychali się, a jeśli tak to nawet bąknęli coś pod nosem w moją stronę, widząc mnie z naprzeciwka odrazu schodzili trochę na bok, nie szturchali mijając mnie... SZOK!! Czy zemną jest coś nie tak?~ ~  Nie czują odemnie kimci?? ~ ~ ~ A może to przez moje nieumyte włosy, które schowałam w koka na czubku głowy, żeby ludzi nie zrażały ~ ~
Niemniej, po chwili przestałam myśleć o sobie w negatywnych aspektach i domyslać się o co chodzi. Po prostu jestem zniewalająco piękna w towarzystwie słońca i wiatru i z kokiem robiącym zemnie żyrafę : )

(*-*)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

tyle gości w gaju:  88 788  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 88788
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 627

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl