Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 267 648 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Piesek postanowił blogować...

piątek, 23 grudnia 2011 4:57

 

 

 

 

Może i Was zainteresuje... Przygody Pieska mieszkającego w Gwangju, na dalekim południu Korei :)

 

Yellow Inside

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

mierz siły na zamiary

sobota, 17 grudnia 2011 10:29

 

 

 

 

Chciałam nadrobić zaległości z ostatnich miesięcy. Chyba nie trudno się domyślić, że skoro nie piszę to nie mam czasu bo...poza pracą popołudniami, porannie angażuję umysł do myślenia po koreańsku. Tak, znowu na Yonsei. Daję radę...średnio, bardzo średnio tym razem. Wrzesień okazał się mocno obarczający emocjonalnie i organizm dawał bardzo dziwne symptomy przez co w październiku wylądowałam w szpitalu na najróżniejszych badaniach, które nie wiele pomogły więc nie wiedząc co mi jest brnęłam dalej przed siebie co dnia i, w już ogólnie średnim nastroju, 29 września ze spuchniętym okiem od komarów, spóźniona wpadłam na pierwsze zajęcia. Mocno się zdziwiłam; pierwszy dzień szkoły, pierwszy szok. Dostanie się na uniwersytet z mojego domu na Mokdong ("dzielnica drzew" bez drzew) o poranku zajmuje conajmniej godzinę (mimo, iż według mojego telefonu nie powinno więcej jak 25 minut!~) . Drugi szok sprawił, że po pierwszej lekcji poważnie myślałam o wycofaniu się z kursu. A to dlatego, iż nasza klasa znajduje się w B1, czyli w PIWNICY!! Mamy okienko gdzieś pod sufitem, zakratowane i od północy. Podczas lekcji wyobraźnią poszłam trochę naprzód i pomyślałam, jak to będzie; 10 tygodni, 4 godziny dziennie bez promieni słońca. Jak wytrzymamy do 8 listopada, kiedy to dopiero ogrzewanie będzie działać... Nauczycielka "pocieszyła" mnie mówiąc, iż inne klasy mają zajęcia w B2, czyli jeszcze piętro niżej...! Na Yonsei jestem na 3im poziomie i w tej chwili klas na tym poziomie jest 19, i nie ma jak nas inaczej upchać, w tym dość dużym budynku, jak po piwnicach. Do tego trafiłam do 7 klasy, czyli do "średniej" ( dla porównania, w zeszłym roku na 2 poziomie byłam w najwyższej klasie, 17ej~) to też nie specjalnie mnie ucieszyło. Do tego Aleksiej (z Irkucka) gdy spojrzał  na mnie i usłyszał moje imię zaczął do mnie mówic po rosyjsku...podobnie Elena (z Petersburga), która przyszła spóźniona następnego dnia, spojrzała na mnie, na "wizytówkę" z imieniem przyklejoną do biurka i zaczęła się mnie pytać o jakieś rzeczy w SWOIM języku...Aleksiej przerwał jej mówiąc, że "Ona jest z Polski"... nie lubię, gdy bierze się mnie za Ruską...! I NIE z powodów politycznych!

 

 

Październik mijał, ja zniechęcona swoimi symptomami przestałam chodzić do szkoły, egzaminy półsemestralne średnio poszły (zwłaszcza pisemny! cała klasa poległa na tej częściO_O). Do tego nauczycielka przypomniała nam o przedstawieniu tetralnym, w drugiej połowie listopada. Reakcja klasowiczów była bardzo nijaka i pod tym względem bardzo zgodna pomimo zapewnień nauczycielki, że na konkursie teatralnym  można się uśmiać po pachy. Kto się śmieje ten sie śmieje... Ale któregoś czwartku zebraliśmy się w garść i w multi-bangu, w rytmach K-popu (Szwed okazał się wielkim fanem T-ara i znał całą choreografię do "Roly-Poly" - i nie jest "branżowy"!), zrobiliśmy szkic dialogowy do bajki "7 koźląt i wilk" i teraz trzeba było tylko obsadzic role... Koniec końców, Ja stałam się mamą kozą (!!) i narratorem (O_O), Aleksiej tatą kozłem, Szwed (Patrick) został wilkiem (heheh!), a reszta dziewczątek naszej klasy-Tomoko, Ayaka, Fukumi, Masako z Japonii, Dziemi z Chin, Karlan z USA i Elena z Rosji- koźlątkami *^_^* (Dodatkowo Elena zagrała epizod głosowy mamy wilka~!)

 

Ponieważ nie za bardzo chciało nam się wysilać (niektórzy pracują, inni mają dziewczyny, mężów i ciekawsze zreczy do robienia lub picia...) poszliśmy "na łatwiznę" i postawiliśmy na minimalne dialogi (z praktycznie zerową gramatyką z trzeciego poziomu~) i naturalnie przybyłą dawką humoru. Dodatkowo ograniczenia czasowe (do 7 minut) nie pozwalały na rozbudowanie równie dobrych dialogów idących w parze z dynamiką akcji.  Stwierdziliśmy, że jedyne co możemy zrobić to opanować bardzo dobrze to co mamy. W dzień występu, 17 listopada, nawet przybyliśmy godzinę wcześniej żeby raz jeszcze zrobić próbę i za wczasu przymierzyć różki, które Elena własnoręcznie wykonała.:) Na 19 klas nasz występ był jako trzeci. Z jednej strony dobrze, jeśli damy z siebie wszystko, nie dobrze jeśli będziemy nijacy... Ale już pierwszy występ, klasy o jeden poziom niżej od nas, nieźle nas przestraszył. Zrobili "remake" Alicji w Krainie Czarów, a dokładnie "Alicja w krainie gramatyki Koreańskiej". Szczeny nam opadły! Nie da się słowami ( a już napewno nie po polsku) opisać geniusz scenariusza! Że "bliźniacy" z Alicji świetnie oddadzą charakter "bliźniaczego" podobieństwa gramatyki opartej na wtórnym zadawaniu pytań, że butelka z napisem "wypij mnie" stanie się dobrą powtórką na czym polega "mowa zależna " po koreańsku, a Królowa odzwierciedli wysoce zhonoryfikatyzowaną koreańszczyznę itp. (ja ponieważ opuściłam sporo lekcji pewnych momentów WOGÓLE nie rozumiałam i czułam sie przez moment jak podczas oglądania "Pi" Darrena Aronofskyego.-_-) . Nasza kolej - lekko stremowani ale i podekscytowani, tuż przed wyjściem na scenę jednomyślenie, rzekliśmy sobie 화이팅(fighting!), i zauważyłam przy tym iskrę w oczach Japonek. O ile mogło być to mylące (to w końcu Japonki!), mnie "zaraziło" i uśmiechnęłam się do stremowanego Szweda, któremu ciągle 1 linijka uciekała z głowy, zaklaskałam wesoło i powiedziałam "kadzia" (choźmy!). Scena nie jest moim naturalnym środowiskiem, a czytelnicy tego bloga wiedzą, że jest to moje trzecie wyjście na scenie Yonseiowskiej, więc niby powinnam się już przyzwyczaić. Za swoim głosem nie za bardzo przepadam, o ile uwielbiam tańczyć w klubach o tyle nie czuję się komfortowo w swoim ciele, gdy ponad 200 oczęt ogląda mnie w świetle jarzeniówkowym. Jedyne czego byłam pewna to mojej wymowy koreańskiej. Właśnie dlatego klasa wybrała mnie jako "narratora" Nie ma co się oszukiwać, w koreańskim wymowa jest równie ważna jak gramatyka... Wyszłam  na scenę jak koza (dosłowanie! patrząc na klip, odechciewa mi się patrzeć!), narracja nieźle poszła i poza małym błędem przy "kimchi, i drobnym nieporozumieniem muzycznym  oraz w efekcie zamieszaną linijką Szweda, poszło nam szybko i wesoło. "Za kulisami" Japonki szalały z zachwytu nad naszym koźlim występem. Ja jeszcze byłam w lekkim szoku, po tym jak rąbnęłam torebką o ziemię... Trzeba było teraz odczekać 2 godziny na werdykt. Patrząc na tytuły przedstawień, zapowiadało sie ciekawie (jak np. "przypadki na drugiej linii metra" - temat rzeka) ale...okazało się chwilami meeega nudne, (tylko tytuły były ciekawe) :(. I to tak nudne, że wyszłam z sali...i zjadłam kimbapa :( Wątek chłopców przebranych za dziewczynki po którymś razie już sie przejadł... Siedząc odnosiłam wrażenie, że poszło nam naprawdę dobrze. Nie wcisnęliśmy gramatyki, jak niektóre klasy, ale mieliśmy ruch i dynamikę. 200 par oczu autentycznie się śmiało. Jakoś nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że zajmiemy jakiś dobre miejsce. Ze słów Karlan wywnioskowałam, że jeżeli żadna z grup nie zrobi czegoś śmieszniejszego od nas to my zgarniamy pierwsze miejsce. Skąd u niej taka pewność??

 

I moi drodzy czytelnicy, zajęliśmy pierwsze miejsce! ^^ O ile nie mogliśmy w to uwierzyć, o tyle  podczas obiadu przez 2 godziny nawijaliśmy jak to okazaliśmy się lepsi od pozostałych 18 grup. ( Zwycięstwo to niezły banał, który zamydla zmysły).  Prawda jest taka, że pomimo, iz jesteśmy na kursie koreańskiego i chodzi tutaj głównie o koreański, konkurs teatralny to nie egzamin, na którym mamy wyśpiewać całą naszą wiedzę o koreańskim. (od tego mamy łącznie 4 dni w semestzre~!). To ma być przedewszystkim OGLĄDALNE, żeby reszta nie umarła z nudów. Naszym ogromnym plusem okazała się, w miarę możliwości, dobrze zapamiętana choreografia i przez to w miarę orientowaliśmy się a scenie, na której w sumie mieliśmy tylko jedną próbę - generalną, na dzień przed. Druga rzecz to czas, zmieściliśmy się w niecałe 7 minut ("Alicja" zapewne zajęłaby wyższe niż trzecie miejsce gdyby nie to, iż ugrzęzli w swoich czarach na 15 minut!). A po pierwsze, byliśmy dość pewni swoich nie-skomplikowanych ról i używaliśmy własnych głosów przez co nie było plątaniny z kablami od mikrofonów (mi wlepiono do ręki mikrofon, przez co czułam się w obowiązku choć trochę z niego korzystać, bojąc się że został mi dany nie bez podstaw...). Dodatkowo, Szwed okazał się przezabawnym wilkiem, którego publiczność od razy polubiła i również został wyróżniony nagrodą :) A swoją drogą, uważam obsadę za nieco "ironiczną" i z drobnym podtekstem antropologicznym...nie dziwi fakt, że Szwed od tamtej pory czuje się w naszej klasie jak pan na włościach) ;)

 

 

(Jest filmik, ale muszę dogadać się z Masako by mi go przesłała.)

 

 

serce

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

środa, 20 września 2017

tyle gości w gaju:  88 776  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 88776
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 627

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Bloog.pl

Bloog.pl