Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 324 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Abrakadabra

czwartek, 31 grudnia 2009 12:20


serce
Rok 2009 był dla mnie rokiem szczególnym, dużym krokiem do przodu (lub też dużym skokiem w bok, na Wschód ;-) ).
Na samym początku tego roku udało mi się spełnić jedno ze swoich większych marzeń; podróż do Azji a doładnie do Korei. A teraz spełniam (mam nadzieję..) dalszą jego część o której napiszę, jeśli i ono się spełni. I to jest moje życzenie na rok 2010 dla Wszystkich i dla siebie samej; dalsze kroki w realizacji marzeń.
Dzisiejszy dzień zaczął się nienajfajniej, głównie od strony finansowej...ZUSowi życzę wygrania w lotka i wyjazd poza nasz system słoneczny !
Dużo się ostatnio działo, przez co prawie wogóle nie było mnie w mojej norce, ale postaram się chociaż część nadrobić.
Ja zaraz lecę na mega odliczanie w Dziogno (tak, tak, blisko mojego YBM~~) a potem prawdopodobnie hop na Hooker-Hill .
Zostawiam was z mega hitem roku 2009, przed którym w końcu roku nie udało mi się obronić i opętał (a raczej 'oczarował') mnie całkowicie!
Chomik mówi Abracadabra!



Tańczyć, Tańczyć!! Całą noc ^__^
Tańczyć, tańczyć przez całe życie!!

serce

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wyobraź sobie...

wtorek, 29 grudnia 2009 8:38


Jakoś czasu zabrakło MNIE, by cokolwiek i GDZIEKOLWIEK napisać coś 'świątecznie'~~
Na wigilię się mocno spóźniłam -po raz pierwszy w życiu miałam szkołę 24. XII i to do 17ej!! Ale podoba mi sie ten pomysł, tylko mam już dosyć tych lekcji popołudniowych a w styczniu plan się nie zmieni! Co najwyżej ja mogę zmienic szkołę, ale nie znajdę takiej w Dziongno (종로) ani takiej do której spacerem miałabym 1,5 godziny (uwielbiam te moje spacery!!serce). Mam blisko siebie YBM ale tam chyba koreańskiego nie mają, poza tym ZA blisko - byłabym dzień w dzień spóźniona!
2 dni temu spadł śnieg, wczoraj było -12 i pyszne słońce, dziś natomiast -2 i dość ponuro a i ja mam dość ponury nastrój.
Czemu świat nie może się zmienić? Tzn, czemu my- ludzie nie chcemy świata zmienić? Czemu nie chcemy pozbyć się tej durnej ekonomii, tej "5ej pory roku" która króluje przez cały rok??!!
Ja znam odpowiedź...
"Imagine"...
dziś z łóżka nie wychodzę!~~nie mam po co!



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

herbata

środa, 23 grudnia 2009 3:49


serce


Od lat pijam zieloną herbatę, głównie japońską "sencia" (煎茶). Natomiast gdy jestem zaziębiona mój organizm domaga się 'czarnej'. I jeżeli chodzi o czarną, to też musi być z Chińskiego krzaka, nie z Indyjskiego. Nie mam nic do Indii, żeby było jasne! Poprostu Indyjskie herbaty sa dla mnie zbyt cierpkie, osadzają się na języku i na zębach i, jak dla mnie, są zbyt "perfumowane".
Będąc w Korei można by pomysleć, że skoro od 2000 lat ma 'bliskie' kontakty z Chinami i od ok. 1500 lat z Japonią - "kultura herbaciana" nie jest im obca. Ba! Koreańczycy rónież mają ceremonię herbacianą zwaną 'DARJE' (다례 - 茶禮). Chyba już kiedys wspomniałam o tym, że  Koreańczycy wszystko co nie jest mięsem i co można zalać wrzątkiem wrzucają pod znak herbaty (). Tak więc stojąc w sklepie przy półce z 'herbatami' mam do wyboru; kukurydzianą, sezamową, imbirową, zieloną z ryżem (bardzo tu lubiana!), żeńszeniową, ze słodkiego ziemniaka, chryzantemową, zieloną zwykłą i jeszcze sporo innych i...na ogół czarnej nie spotykam. Chyba że jakąś 'Darjeeling' czy inna Indyjską, ale nie w każdym sklepie. Owszem, mogę pójść do dobrego sklepu ale cena  na moją obecną kieszeń nie będzie zbyt dobra. Dlatego, do tej pory, kupowałam czarną herbatę za 1000 łonów (ok 2,50 ^^) w sklepie DAISO, który jest "pochodzenia" Japońskiego. Można w nim kupić praktycznie wszystko co do domu potrzebne i w dodatku więksość cen jest od 1000 do 3000 łonów. Do tego sklep jest tuż pod moim nosem! Ale od 2 tygodni, (wtedy kiedy zaczęło sie moje przeziębienie) czarna herbata w DAISO zniknęła z półki. Po kilku dniach sprawdzania czy już wróciła na swoje miejsce, poddałam się i zaczęłam "szukać czarnej herbaty w Seulu". I odkryłam jak mało znaczącą rolę ma czarna herbata - przynajmniej w moim okręgu. W większości sklepów poprostu jej NIE MA. Jedna sprzedawczyni gdy ją o 'czarną' zapytałam, uśmiechnęła się pobłażliwie i leniwie odp, że "nie mamy :-)"
W innym sklepie pan najpierw odpowiedział, że "nie", ale zamyślił się na moment poczem pokazał mi... granulowaną herbatę Lipton. O_O
Widząc, że nie "kręci" mnie to, wskazał na okno gdzie stał sobie Lipton w torebkach - juz lepiej, ale Lipton to Indyjska 'czajka'~~~~ do tego 3 razy droższa od tej z DAISO!
Tak więc chorobę przeszłam pijąc rozgrzewającą się 'herbatą' imbirową na przemian z 'herbatą' judzu. Dopiero wczoraj, gdy już chwalebnie powróciłam do chodzących i do YBM, przypomniałam sobie że w pobliżu szkoły też jest DAISO. Poleciałam zaraz po zajęciach i zobaczyłam z 5 opakowań  -  wzięłam jedno, ale chyba jutro 'na wszelki wypadek' dokupię jeszcze 2!;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Mikołajki w Japonii

środa, 16 grudnia 2009 8:39


:-/
BOŻE!BOŻE!BOŻE! Czemu mi na to pozwalasz??!! ~ kolejna obsuwa z wpisem, kolejny raz nie pamiętam że "mam" bloga!~~ 19.XII ~~

Dokładnie 2 tygodnie temu wybrałam sie na moją "wycieczkę wizową" do Japonii, do Simonoseki w pefekturze Jamaguci. Droga z Seulu prowadzi pociągiem do Busanu a potem promem. Z Busanu można trafić do kilku miast w Japonii (m.in. do Fukuoki i na wyspę Tsusimę), ja natomiast od wielu lat zafascynowana jestem wyspa Kjusiu  a także miastem Fukuoką (inna nazwa Hakata - fajna nazwa, co nie?!) i sympatycznym dialektem tego regionu tzw. Hakata-ben. Dlaczego zawsze chciałam do Fukuoki? Gdy miałam 12 lat oglądałam na stacji RTL2 japoński serial o siatkarkach i moja ulubiona bohaterka, Kakinuci, była właśnie z Fukuoki! :-]
Ale niestety, Jen skoczył do góry, porównałam ceny i wyszło na to że lepiej będzie jak pojadę do Simonoseki. I chyba db zrobiłąm, gdyz Simonoseki jest o wiele (ba!) starszym miastem od nieco dalej oddalonej Hakaty a przez to historia miasta i jego zabytki sa nieco bogatsze. Otóż Simonoseki jest miastem gdzie miała miejsce walka (XII wiek~) między dwoma wielkimi klanami; Minamoto i Taira.
Zdjęcia + mały opis wrzuciłam na misskorea, a ja tymczasem skupię się na bardziej 'tragicznej' stronie wyprawy, tj. jak o mały włos nie umarłam z wycieńczenia w Busanie;:-o
Na całą wycieczkę; miałam 3 dni i 2 noce, z czego 2 noce na promie a 1 dzień zwiedzania, reszta to dojazd/powrót. Prognozy pogody miała byc fajna  - w końcu dalej na Południe, więc gibbon zapakował się w jedną torbę (Jack&Jill rulz!) a na siebie kubraczek + moja sławna apaszka Indyjska. Fundusze baaardzo ograniczone więc na wszelki wypadek wzięłam 'wiewiórcze zapasy'. Na promie sympatycznie, było nas w kabinie zaledwie 5 bab, w tym dwie Koreanki z branży. Wieczorem poszłam do coś a la łaźni Koreańskiej (dzimdzil bang), ale było bez sauny - tylko prysznice i 2 brodziki z gorącą i wrzącą (chlorowaną) wodą. No i ja oczywiście wlazłam do brodzika, popluskałam kopytkami, pośpiewałam sobie do chloru i po paru minutach, zmęczona gorącem, wyszłam. Błąd to był - z perspektywy czasu. Zapomniałam że moje oczy źle reagują na chlor zwłaszcza gdy zaraz po kąpieli idę spać. Efekt? Totalnie spuchnięte gały o poranku i opuchlizna za nic przez kilka godzin nie chciała zejść.
Przy 'przejściu granicznym' w Japonii zostawiłam swój odcisk palca miłej pani celnik, a potem przy 'analizie' mojego skromnego bagażu inna pani celnik zainteresowała się białą 'gajdzinką' (byłam na promie JEDYNYM  osobnikiem rasy nie-Azjatyckiej!) i poprosila bym poszła z nia za kotarkę i zapytała; "Can I touch you?" Jakże mogłam odmówić ~~ ;-D
Potem kupiłam całodzienny bilet autobusowy na wszystkie atrakcje (błąd!)Simonoseki, przez co stać mnie było tylko na poranną kawę (8.30) w Mr. Doughnut ( ucieszyła mnie dolewka! ^^)  a itak obejrzałam tylko 30 % tego na co bilet pozwalał.
Po kawie, doszło do mnie że nadal jestem w Azji, ale tym razem jestem w Japonii. Jestem w JAPONII!! W kraju do którego ciągnęło mnie od...12 roku życia??~~ Uśmiechnęłam się do siebie. Potem zdałam sobie sprawę, że Simonoseki jeśli chodzi o turystów jest nastawione głównie na Koreańczyków i Chińczyków, i przez co praktycznie żadne 'drogowskazy'/plany/mapy nie były po angielsku. Zaczęłam odgruzowywać swój Japoński - rozumieli mnie a ja zdałam sobie sprawę, że NAPRAWDĘ  jestem w Japonii. Uśmiechnęłam się znowu do siebie ^^
Gdy kofeina obudziła mnie całkowcie ale przestała być w swojej początkowej temperaturze (pyszny,gorący kubeczek~~) zdałam sobie sprawe że jest ZIMNO! Wiało, dmuchało, chmury walczyły ze słońcem o miejsce na niebie i groziły deszczem. Brr! Jakaś pani wysiadająca z autobusu powiedziała żartobliwie do swojej kumoszki; "sudzusii" (chłodno~~ -_-).
Zwiedziłam parę staroci, pogadałam  z karpiami, pogruchałam do becika i do wózka, a małemu pieszemu mieszkańcowi pochwaliłam się prosiaczkiem (tak, wzięłam go ze sobą! ^^).
Raz weszłam do jakiegoś sklepu z bibelotami tylko po to by ogrzać ręce (po co brać rękawiczki, w końcu 6 grudnia~~!) - spędziłam tam pół godziny. Db, że sklep miał naprawdę ciekawy asortyment i co zwróciło moja uwagę to, to że pomimo wysokich (japońskich) cen, większość produktów była...MADE IN CHINA! hmm...
Trafiłam na prom zziębnięta ale nie specjalnie głodna, pomimo iż w ciągu dnia zjadłam 1 persimona przytachanego z Korei i 1 batonika + troche sałatki ryżowej. Wieczorem znów poszłam do tej nieszczęsnej łaźni. Myślałam, że po całym dniu łażenia + ciepełko łaźni + przyjemne bujanie, zasnę jak niemowlak, ale gdzie tam! Adziummy (było ich wsumie6 +4 młode - w tym ja) darły jape do północy i potem od 6 rano~~ Znów obudziłam się spuchnięta a do tego doszło cos w rodzaju kataru?..? W gardle jakas gula?..?
W Busanie okazało się, że nie mam pieniędzy na powrót do Seulu (ani na pociąg ni na autobus) ponieważ przy wejściu na prom (i w Korei i wJaponii) trzeba było jakis "boarding tax" zapłacić o czym miła pani sprzedająca mi bilet mnie nie poinformowała - wsumie prawie 40.000 łonów(ok 100 zł) tego podatku, czyli 2 bilety autobuseowe Busan, <-> Seul~~~~
Ponieważ było wcześnie rano w Korei = początek głębokiej nocy w Polsce, czyli Mumin śpi i nie ma kto mnie poratować w tej sytuacji. Miałam trochę na karcie i troche w kieszeni, więc z tym w kieszeni poleciałam do kafejki internetowej i wysłałm odpowiedniego mejla z dopiskiem, iz za 8 godzin liczę na odp. A ja w tym czasie zasiadłam w Lotte (Kor wersja McD) na termianlu autobusowym i zamówiłam sobie kawę i frytki, i zaczęłam czytać "My old sweetheart" (słowo daję, nie wiem ile miesięcy już tę opowiastke czytam!). I nagle poczułam uderzenie gorąca. Potem dreszcze. Jakiś kaszel, katar, plecy zaczęły mnie boleć. Se myślę, pięknie, TA grypa - mój zmęczony i niewyspany organizm nie miał siły walczyc z prosiakiem a ja gdzieś poza domem, w jakims nieznanym mi Busanie, zupełnie sama, bez pieniędzy, bez telefonu (bo mi się rozładował) ...ale z witaminami i gripexem! Po paru godzinach, nadal drżąca i coraz bardziej zmęczona, poszłam spr mejla i co ja widzę? PUSTO! Stres zaczął mącić mi w głowie, napisałam jeszcze parę mejli z kolejnym dopiskiem, że wrócę za godzine by znów spr. Poleciałam do łazienki i łzy przerażenia, rozpaczy, zimna, zmęczenia zaczęły lecieć z tych moich spuchniętych oczu TT_TT "Umrę tu "- myślałam."Już po mnie!" Starałam się sobie wytłumaczyć, że to żadna TA grypa, że to poprostu stres i zmęczenie (niedospanie!!!). Ale fakt, że miałam tylko tyle gotówki żeby  przejechac się metrem w jedna stronę (jak juz będe w Seulu) albo na jedną, OSTATNIĄ  sesję w kafejce intrnt! Dzięki Bogu bateria w mp3 była silniejsza odemnie i na uspokojenie bdb na mnie działa "Indu" Adhama Shaikh. serce
Wróciłam do żywszych. Odebrłam mejla - tym razem aż za dużo mejli! Wróciłam do żywych gdy wyjęłam odp. kwotę z bankomatu i wyruszyłam metrem w stronę dworca kolejowego, na którym czekał na mnie KTX (tak,tak, burżujka zemnie, szybką koleja się wozić^^).  Niecałe 3 godziny i o 23.40 byłam w Seulu i jeszcze zdążyłam na metro, które zawiozło mnie do mojej- wytęsknionej już -  norki w HD.
Wzięłam aspirynę i zasnęłam miło, błogo i szybciutko :-)
...
2 tygodnie później - nadal walczę z jakims zaziębieniem. W tym tygodniu 4 dni (!!!!) nie było mnie w YBM!!! O_O Jak raz mnie coś chwyci to łatwo nie puszcza!

:-O


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

YBM = Y Bother Me???

piątek, 04 grudnia 2009 4:06


->> zaczęłam pisać 4 grudnia, ale nie skończyłam więc dzisiaj(10.XII) kończę ^^

 Bezsenności ciąg dalszy tyleże codziennośc staje się przez to nieco bardziej uciążliwa; we wtorek, po nieprzespanej nocy podczas której to kułam zaległości gramatyki koreańskiej, zerwałam się by na 10 trafić do YBM na test, dzieki któremu byłabym w innej, porannej grupie (o 11.00~idealna godzina dla gibbona! (*-*)). Oczywiście pędziłam na piechotę gdyż brak gotówki nie pozwalał doładować T-money na metro. Chwilami wręcz pędziłam niczym koń stepowy! Świeżość poranka i świeżość mojej zbyt dużej ilości makijażu powodowały - miłe dla mnie- zatrzymania męskich oczu na mej jaśniutkiej od słońca ( i nie wyspania!) buźce ^^
A w YBM okazało się, że testu nie będzie, gdyż grupa o 11.00 nagle się rozwiązała...  Śliczna pani w sekretariacie zaproponowała mi bym, w takim razie, przeskoczyła w górę  cały 1 miesiąc (!!) mimo iż godzinowo nadal będę o 15.00, a to ponieważ mojego obecnego poziomu z 15.00 też już nie ma (??O_O). Tak więc zasiadłam w jednym z 'boxów' na VIII piętrze i próbowałam "nadrobić 10 lekcji z nowej książki"~~~~ Pocieszałam się jedynie tym, że wedle planu lekcji, nadal będę mieć zajęcia z panną Jun ^__^
O 14.50 przed klasą zebrało się kilka znajomych twarzy, które - podobnie jak ja - dostały propozycję nie do odrzucenia...
A potem przyszła nauczycielka - i nie była to panna Jun :-/
Trochę jestem przerażona- dużo materiału (cały miesiąc = 10-11 lekcji!) i do tego nauczycielka co nadaje piskliwym głosem jeszcze szybciej od panny Jun!...
Jutro wyjeżdżam do Japonii...wizowo...(bo dr YBM twierdzi, że nie może wystawić mi zaświadczenia że uczęszczam do YBM, co umożliwiłoby mi otrzymanie wizy D-4 tu w Seulu. Dlaczego? "bo YBM nie jest uniwersytetem". A ambasador Korei w Polsce, w rozmowie telefonicznej z moją Mamą twierdzi, że każda prywatna instytucja naukowa może taki dokument wystawić - no iiiii????- o wizie c.d.n)
...w związku z tym w poniedziałek nie będzie mnie na zajęciach  :-/ kiepsko to widzę.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

tyle gości w gaju:  87 245  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87245
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 620

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl