Bloog Wirtualna Polska
Są 1 254 942 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Wigilia z odkurzaczem i psem

czwartek, 25 grudnia 2008 23:50



Wigilię wkońcu spędziłam z psem.     
 ...      
Ani z jedną ani z drugą rodziną.         
...                 
Stwierdziłam, że tak będzie "sprawiedliwie".       
...                                                                 

Chociaż nie była to tradycyjna wigilia, gdyż przez godzinę odkurzałam cały dom (obiecałam Mumince to już 2 dni wcześniej) słuchając przy tym kolęd. A jak ja juz zaczynam odkurzać, to mam ochotę WSZYSTKO posprzątać. No i tak sprzątałam do ...22. Potem zaczął głód doskwierać więc na wigilię pochłonęłam 'spaghetii-a-la-gibbon', popiłam herbatką i podjadłam parę kawałków makowca + mandarynki (uwielbiam tę kombinację ^_^)

Śmierdziuch dawał z siebie jakieś dziwne odgłosy, i wyglądał na obrażonego.  Miałam wrażenie że;
a)  jest niezadowolony, ponieważ ja jem a on nie.
b)  jest smutny, ponieważ musiał zostać zemną, nieprzewidywalną wredotą.
c)  jest zawiedziony, ponieważ JA tu jestem podczas gdy on wolałby (też) zostać sam.

Mumince i O. powiedziałam, że będę filmy oglądać, ale jakoś przez to sprzątanie poczułam się mega zmęczona i tylko rzuciłam okiem na "Notting Hill" (to już w całości mnie zniechęciło bo nie trawię tych picnych dialogów w momentach nie-śmiesznych) a potem na "Czerwony Październik" (Sean C. wygląda super męsko w mundurze i z tym 'mrozem' na około twarzy) ale mam dość propagandy pod przykrywką (pod wodą!!hihihi) więc zaczęłam zmierzać pod kołdrę ze "Sprężyną" MM, którą dostałam od Mikołaja (:-])

Ale długo nie poczytałam, bo nagle zrobiła się 1 w nocy i już oczy mi się zamykały.

Nie żałuję. Było 'pracowicie' i spokojnie. ^_^

...

Jeżeli czegoś żałuję, to uszek, barszczu, karpia, łazanek.... :-(



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Wigilia w Cynamonie

środa, 24 grudnia 2008 2:55



Głowa mnie boli. Chyba od tych "aromatów świątecznych" czyli makowce, orzechowce, pierniki i choinka.
Ale prawda jest taka, że nie za bardzo mam ochotę na święta, wigilię... Rok temu, zresztą, też nie miałam specjalnie na to ochoty.
Nie chodzi tu o to, że nie jestem religijna czy że buntuję się przeciwko temu szaleńczemu kupowaniu prezentów (sama kiedyś do tego szaleństwa należałam i jutro na kilka godzin znów będę w ten sposób szalona (*-*)), ale u mnie to chyba kwestia że od ponad 20 lat wigilię muszę "dzielić" na 2 rodziny. Przez to ani tu ani tam nie jestem w pełni, w całości. Zawsze musiałam się w wigilię gdzieś spieszyć, ustalic godzinę, dopasować się do godziny... nie miałam "luzu" wigilijno-świątecznego, trzeba było być w 2 miejscach w ciągu zaledwie kilku godzin. Kiedy byłam młodsza oprócz mnie była w rodzinie  jeszcze jedna osoba (K.) w moim wieku, która miała taką samą sytuację jak ja. Przez co nie czułam się w tym odosobniona i przez wiele lat ten porządek rzeczy był dla mnie zupełnie normalny, tak jakbym innego nie znała, a frajda była bo się dostawało 2 razy prezenty ( ^_^ ). Ale z czasem ta sytuacja zaczęła być męcząca i nudna, zwłaszcza gdy K. wyjechała a ja tu zostałam sama z tym  'obowiązkiem' wigilijnym.
K. ma już swoją rodzinę i to jest jej priorytet i nikt nie śmie się do tego przyczepić. Inaczej sytuacja wygląda zemną...

A mi się już nie chce.
Rok temu po raz pierwszy byłam tylko na jednej wigilii, przez co pierwszego dnia świąt w drugiej rodzinie odczułam 'nutkę zawodu' z powodu mojej (niezapowiedzianej) nieobecności dnia poprzedniego
I jutrzejszy dzień jest dla mnie dniem, którego wolałabym żeby nie było. Jest dla mnie problematyczny. Chciałabym uchylić się, bez "konsekwencji", od obowiązku czekającego na mnie tego dnia. Od 20 lat jestem rozdzielona na pół. Wolę być całością...
Do tego składanie sobie życzeń.  ...  |-o zZ... zZ... zZ... Jak ja tego nie lubię! Nie ma nikogo w rodzinie komu bym źle życzyła i wiem, że i mi nikt źle nie życzy. Wręcz przeciwnie. Na ogół raczej się o wszystkich martwię i chcę żeby żyło im się db. I mam w dupie psychologiczne bajdurzenie o tym, że db jest sobie w oczy "powiedzieć coś dobrego". Poza pewnymi 'dziwactwami' w mojej rodzinie jesteśmy raczej normalni (jeżeli istnieje coś takiego jak norma), nie ma specjalnie jakiś ciążących tajemnic między nami, lubimy się i chyba te kilka okazji w roku które spędzamy razem biesiadnie, to czas miłych i zabawnych rozmów a nie wywlekanie przedpotopowych brudów. A przepływ informacji w rodzinie jest wyjątkowo sprawny! Dlatego ja osobiście nie widzę powodu dla którego trzeba sobie "życzyć" wzajemnie czegoś, każdy każdemu z osobna. (no, chyba że ktoś wierzy w "magiczną moc" wigilii i świąt, i że słowa wówczas wypowiadane mają wieksze znaczenie itp. - ja w to NIE -  wierzę)
A jeszcze do tych życzeń dochodzi aspekt "na ile tak naprawdę się znamy, żeby wiedzieć czego sobie życzyć?"... Ale to już chyba moja tendencja do drążenia i rozdrapywania.
Cinq w tym, że wigilię spędziłabym np. w Cynamonie razem z eM. Kupiłybyśmy sobie latte, paschę i jeszcze tiramisu, i było by po problemie.

Teraz zaczynam żałować, że nie wybrałam Hanyang University. Wtedy do Korei wyjechałabym na początku grudnia i wigilii wogóle bym nie miała! A takto muszę się przemęczyć do 2 stycznia...

Wesołych Świąt!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

proszkiem o twarz

sobota, 20 grudnia 2008 1:32

Puder kupiłam. Puder sypki + fluid. Nie te, które zamierzałam kupić pierwotnie, gdyż będąc w Sephorze w Gdańsku nie mogłam sobie przypomnieć która 8 ka Clinique'a to była - dla cery mieszanej czy suchej?
20.45 dzwonię do eM w tej sprawie - bezskutecznie. Przecież od 20 do 21 streczuje swe ciało, a Sephora tylko do 21 nagina portfele.. ;-)

Wyszłam, przeszłam, weszłam.

To właśnie ja; jeżeli danego dnia miałam w planie cos kupić, to właśnie tego dnia muszę, chcę to mieć. Często bywa, że coś staje na przeszkodzie i wtedy właśnie kupuję substytuty. 

Weszłam do drogerii obok i kupiłam sypki + fluid = substytuty

O tym dlaczego zaczęłam używać tych " beży "następnym razem. Niby banał, nieistotny, co druga się maluje powyżej 20 roku życia. Ja jednak z tego tłumaczę się głównie sama przed sobą. Bo jestem nieszczęśliwa, że  t e r a z  niemlaże  m u s z ę  sypnąć proszkiem o twarz!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zakupów brak

piątek, 19 grudnia 2008 1:21


W pierwszym wpisie w kategorii 'zakupy' orzekłam, iż "prawie codziennie coś kupuję"|-o zZ... zZ... zZ... 
Owszem, było to prawdą do zeszłego miesiąca. Odkąd zaczęłąm na dobre zajmować sie wyjazdem żyję w 'między-czasie, między-świecie'. Więcej mnie w świecie wirtualnym niż realnym. A jeśli czasu mam więcej, przeznaczam go na sen gdyż po stresowym dniu trudno mi zasnąć a obudzić się jeszcze trudniej więc śpięę i śpięęę i śpięęęę... do południa. Przez co ze wszystkim jestem do tyłu a zakupy ograniczają się głównie do spożywczych.
Kiedy ja ostatnio kupiłam moje kochane "zwierciadło" i "Elle"?? Przestałam cokolwiek, poza stronami www, czytać więc i po co kupować?
Od miesiąca jestem w trakcie kupowania  pudru, wczoraj nawet poszłam do Douglasa ale  - oczywiście - czasu nie starczyło, trzeba było jechać (akurat teraz?!) i załatwiać WAŻNIEJSZE sprawy. (notabene, sprawy nie załatwiłam bo najważniejszego dok. nie wzięłam...! 60 minut w plecy - Douglas już zamknięty)
Od kilku tygodni ,w głowie, robię listę zakupów na wyjazd. A kupować to chyba będę razem z prezentami - 24.XII, bo wtedy przynajmniej będę miała wymówkę na bezkarne łażenie po sklepach (czy się mylę??). Chociaż obawiam się, że w 1 dzień i zakupów do K. i pod choinkę nie uda mi się zrobić... ;-(
Nie wiem, jak zdążę ze wszystkim formalnościami a co dopiero z zakupami!... Jeszcze kilka miesięcy temu 'hierarchia' była nieco inna; 'najpierw zakupy a jak starczy czasu to reszta :-)...'
Nie ukrywam, że ten mój 'porządek' rzeczy jest mi bliski i przyjazny, niechętnie hierarchię odwracam, aczkolwiek wiem że sporo db może z tej zmiany wyjść.

OK. Puder kupię jutro! I tu, na tym blogu sama siebie sprawdzę, na ile jestem w stanie dotrzymac tak dogodnej i ciekawej do spełnienia obietnicy.

Do dzieła, Gibbonello!;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

najlepsza część dnia

wtorek, 16 grudnia 2008 22:57



Wczoraj spędziłam ponad 6 godzin najlepszej pory dnia na przelew bankowy do dalekiego kraju na Dalekim Wschodzie.
---
Dobrze, że operacja zakończyła się sukcesem.
...
Przynajmniej nie ma narazie znaku, że stało się inaczej.
---
Przelewu dokonywałam nie sama lecz z 'asystą', która narzucała plan dokonywania tego przelewu.
...
Ten "plan" właśnie trwał ponad 6 godzin.
---
A chodziło o to by zaoszczędzić pewną kwotę - wg. mnie - małą, wg. asysty - niemałą.
...
Zaoszczędzić się nie udało.
---
A dzień starcony.
...
Lekcja angielskiego z Zosią  przez to się nie odbyła.
---
Osobiście dla mnie nie istnieje problem 'oszczędności' gdy rzecz jest ważna lub/i gdy terminy gonią.
...
Nie db?
---
Trudno - MOŻE  z czasem się nauczę.
...
Ja bym zrobiła to nieco inaczej, ale póki co muszę siedzieć cicho i wykonywać polecenia.
---
.
.
.
Czy tak już będzie zawsze?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dizajn

wtorek, 16 grudnia 2008 1:01


Przed chwilą (dopiero!) na to wpadłam:



Co to jest? Więcej odp. TU ^_^


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

patience is a virtue....buahha ha ha hha ha!!

wtorek, 16 grudnia 2008 0:27


Matko, ile jeden wyjazd  wymaga organizacji.
Umiejętności logistycznych.
Cierpliwości w stosunku do...
...różnic czasowych
...wirtualnych operacji
...ogromu 'google'owego
...niezrozumiałego angielskiego
...wymogów wizowych
...osób niewtajemniczonych
...osób zazdrosnych
...osób przerażonych ('pomysłem')
...bankowych haseł, rubryk, kodów
...pomocnych rodziców
...samej siebie, która nagle w histerii spowodowaną brakiem cierpliwości do tego, co powyżej  chce wszystko odwoływać...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

3 X doku

niedziela, 14 grudnia 2008 0:04



Jakiś czas temu (na własne życzenie) o3małam od znajomego Muminka serie dokumentów o Korei Płn. Ze względu na mój nijaki stan ostatnich tygodni, (nie jestem w stanie oglądać niczego co trwa dłużej niż 40 sekund, chybaże ktoś siłą usadzi mnie w kinie) tylko przeczytałam tytuły na płycie i ani mi sie śniło pogarszać sobie przepływu (itak już marnej!) energii życiowej przez moje ciało jakimiś 'deja vu' tyleże z półwyspu Koreańskiego!
Niektóre tytuły nie były mi obce, jak np. "Defilada". Ten dok. oglądałam z Ojcem, jeszcze chyba zanim skończyłam 10 lat i wówczas wywarł na mnie ogromne wrażenie, do tego stopnia że;
czerwone, lakierowane pantofle na obcasie do tej pory kojarzą mi się z defiladami i śmiercią (wówczas wydawało mi się, że te pantofle są 'pozostałością' po juz nieżyjącej...!)...
- Kim Ir Sen był chyba pierwszą postacia historyczną, której wizerunek i nazwisko wbiłam sobie do głowy lepiej niż Hitlera, Stalina czy Jaruzelskiego.
- Wielokrotnie, gdy w szkole czy w TV czy w innych okolicznościach ktoś zaczynał wypowiedź od "Oto jest../Oto nasz"  przypominał mi się fragment w 'muzeum' Kim Ir Sena i wypchany lew, którego ponoć ustrzelił Wielki Wódz

Ale o co innego mi chodzi. Obejrzałam wczoraj z Muminkiem 3 pod rząd; "Kraj Cichej śmierci", "Pod czerwona gwiazdą" i "Jeden dzień z życia Korei Płn". A jakoś tydzień temu obejrzałam też "Historię Megumi Yokoty" na planete, więc całkiem sporo jak na jedną beczkę!
I doszłam do "wniosku" - i bardzo proszę bez pohopnych wniosków itp! - że chyba w ten sam sposób powstały religie....

- - Propaganda - - posyłanie dobrego wizerunku - -  Podsycanie legendy - -

Buddyzm - religia dla ubogich. Albo przechodziłeś na Buddyzm i miałeś nadzieję na cokolwiek kiedyś w przyszłości nieokreślonej czasem i miejscem, albo byłeś bez nadziei bo Hinduizm ludziom tylko  z wyższych kast 'błogosławił'. Spore pole manewru dla Wielkiego Buddy (bardzo proszę bez obrazy, nie jestem anty! To tylko moje przemyslenia!) i jego następców. A zwłaszcza jego następców! 2.500 lat minęło - ludzie nadal ślepo wierzą nie mając żadnych dowodów, a to co maja to piekne legendy prawie jak baśnie braci Grimm.

To samo jeśli chodzi o Chrześcijaństwo - Jezus sam niczego nie napisał, zrobili to jego uczniowie. Ogromne pole manewru dla wyobraźni, symboliki i propagandy. I znów piękne opowieści, opowiastki, legendy i nieziemskie czyny Jezusa a do tego to osławione niepokalane poczęcie. Ten sam kicz na obrazkach z wizerunkiem Kim'ów widziałam nieraz we wszysykich kolorowych książeczkach o życiu Jezusa. Ta sama stylistyka rysunków panuje w gazetkch świadków Jehowy... Można wymienieć długo.

Islam - już sam fakt, że jest 'przerobioną' Biblią wzbudza we mnie wątpliwości. Historia Mahometa - piękna! Ale czy prawdziwa? To co pozostało, nawet jeśli to legenda, wywarło olbrzymi wpływ na ludzkość.

Judaizm - Stary Testament, piękna opowieść (chwilami okrutnie krwawa i brutalna) została spisywana przez ciut więcej czasu niż wszystkie części o Harrym Potterze i nie była odp. za to jedna pani (a raczej o kobiecie w tym przypadku lepiej wogóle nie wspominać!). Interpretacji Biblii mogłoby być conajmniej tyle ile języków na świecie. Więcej symboliki i nakazów tu niż prawdy historycznej. A jednak trwa (silnie) do dziś.

W jednym z tych filmów, nauczycielka w przedszkolu opowiadała za pomocą obrazków 'historię' (przypowieść??) o Kim Dzong Ilu i jak to on "zdjął swoje buciki zimowe, żeby założyć przemoknięte, takie jak jego TOWARZYSZE". (*-*)Chyba nieświadomi podobieństwa w nauczaniu religii w szkołach (np. w PL) Koreańczycy z Kitacioosen 'zaadaptowali' ten sposób wbijania pacholętom do głów legendarnych czynów ich wielkich przywódców.

Zamydlanie oczu, zakładanie klapek na oczy, izolacja, koncentrowanie się tylko na jednej możliwej opcji, brak wyborów a jeśli nawet to bezpowrotne.
Dla mnie to cechy wspólne łączące propagandę socjalistyczną w Korei Płn. z religiami świata. Mam wrażenie, że podobnie niegdyś religie działały - jeśli chcesz być z nami ( a nie masz innego wyjścia!) musisz robić i mówić jak ci nakazujemy.
Jak bardzo ci, którzy chcą nami kierować wiedzą czego nam potrzeba by nas zbałamucić. Wiedzą o tym Koreańczycy, wiedzieli Chińczycy, kraje należące do ZSSR, wiedzą kraje byłej Jugosławii, my sami też przez podobne kolorowe piekiełko przeszliśmy, wiedzą o tym Coca- Cola, McDonalds (i ten śmiejący się klaunowaty potwór), James Bond, całe Hollywood i Bollywood i każdy kto chce bysmy 3mali ich stronę!! PR i marketing najwyraźniej nie były obce 2000 lat temu i więcej...
Kręcimy się w kółko po tych samych szynach, w tym samym pociągu tylko pory roku nam sie zmieniają.
Żałosne.

p.s.  nie miałam zamiaru nikogo urazić pisząc to. W gruncie rzeczy, uważam że każdy twórca czegoś co wygląda ładnie, miał dobre intencje, ale ci którzy mu "pomagali" lub "dziedziczyli" po nim ich dzieło, tracili te zacne intencje. Tyczy się to wszystkich - polityków, filozofów a do nich należeliby również Budda, Jezus &co.
Jest ogromnie dużo cierpienia na świecie i oglądając te dokumenty, takie myśli uderzyły mi do głowy. Jest to zastanawiające, że w krajach o takim reżimie ludzie cierpią i umieraja z głodu lub torrtur i to samo tyczyło się Żydów podczas II WŚ, ofiar krucjat, ofiar ciągle trwających ataków terrorystycznych itp... I komunizm ma ładną teorie i religie. 
I ustroje chcą dobrze i religie tez chciały dobrze. Ale od teorii do praktyki droga niepokonana a więcej na niej krwi niż to wszystko warte.
Ironią jest, że w wielu kulturach przysłowie "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane" zna każdy kto chodził do szkoły. I co z tego?!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

środa, 28 czerwca 2017

tyle gości w gaju:  87 906  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87906
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 622

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl