Bloog Wirtualna Polska
Są 1 239 324 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zima!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! ^_^

wtorek, 25 listopada 2008 20:24



W Gdyni zima. Przez moment wydawało mi się, że za szybko śnieg spadł, ale szybko zdałam sobie sprawę, że - dla mnie- jest to o wiele lepiej. Uwielbiam śnieg! (*-*)Znika wówczas cała szarzyzna, świat na około nabiera "kolorów" (...!...). Gdy jest mroźno i biało czuję, że żyję gdyż oddech wydobywa się zemnie niczym para z czajnika. Uwielbiam gdy jest śniegu dużo, dużo, dużo i pada, pada, pada i zostaje na długo. Wtedy mróz ma swoje uzasadnienie i nie przeszkadza mi aż tak. :-)
Za to nie lubię tego co jest PO zimie, albo wtedy gdy śnieg znika... Opisywać nie muszę, bo chlapę trudno opisać a nawet ciężej się w niej poruszać niż po lodzie  (jak dla mnie..)



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

choroba ludzkości

piątek, 21 listopada 2008 16:50


Jest jedna choroba, która podświadomie człowieka przeraża najbardziej - to nuda.




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Koczownicy

czwartek, 20 listopada 2008 22:50


Podczas GLOBALTICA 2007, poszłam na spotkanie 2 pisarzy o których nigdy wcześniej nie słyszałam, ale jak się dowiedziałam że wydawnictwo CZARNE się nimi "zajmuje" to doszłam do wniosku, że musi to być coś wyjątkowego a zwłaszcza, że jeden pisarz był z Ukrainy a drugi z Bośni, czyli rejony bardzo ostatnio mnie interseujące (*-*).
Spotkanie dość chaotycznie przebiegło, gdyż na plaży (spotkanie było w Kontraście w Gdyni) odbywała się jakaś hałaśliwa techniawa... Więc spotkanie sie odbyło, ale organizatorzy zastrzegli sobie "powtórke programu" dnia następnego. Ja jakoś się nienajlepiej czułam i stwierdziłam, że "jutro to mi się nie będzie chciałao iść, lepiej kupić tu jedną z książek i sobie ja poczytać.."
I tak też zrobiłam. Miałam mało pieniędzy więc tylko jedną mogłam kupić i wybór padł na Bośniackego pisarza Nenada Veliczkovicia i jego książkę "Koczownicy".
Moja książka roku. Bardzo mi się podobała! Wprawdzie jest o wojnie na Bałkanach w latach 90ych, z punktu widzenia Sarajewa, ale... tak naprawdę cała akcja dzieje się w muzeum... Jedna, niewielka rodzina tam spędza lata wojny a o tym co sie wokoło dzieje dowiadujemy się od kilkunastoletniej Maji. A dzieje się dużo. Zwłaszcza zabawnych zdarzeń. Jest to książka traktująca o wojnie, co jakiś czas jest to na jej stronicach nam przypominane, ale jest napisana niezwykłym językiem! Zabawna, ironiczna i wesoła (pomimo niewesołych okoliczności), nawet zachacza o kryminał. Niektóre fragmenty czytałam po kilka razy bo nie mogłam się naśmiać, ale nieraz też czytałam zdania po kilka razy, gdyż pewne subtelności umykały mi za pierwszym czy drugim czytaniem...
Bystra, mądra ale nie ma tu miejsca na ukierunkowany krytycyzm, na zwalanie winy o co tak łatwo podczas konfliktów. Wrażliwość pisarza i jego wywarzenie pozostawiły we mnie niesamowite odczucia. 
Zaczęłam ją czytać w sierpniu rok temu i 'dozowałam' ją sobie, pozwalając na powroty do przeczytanych już rozdziałów. Polecam wszystkim powyżej 13 roku życia. PRZECZYTAJCIE!!!:-]
Sam Nenad Velicković to bardzo miły facet. Wygląda na bardzo spokojnego ale, jak mówiłam, nie brak u niego poczucia humoruNie rozmawiałam z nim jednak, bo na ogół nie rozmawiam z pisarzami jeżeli nic wcześniej ich nie czytałam. Teraz trochę żałuję... Zrobiłam mu jakieś zdjęcie, ale marnie wyszło gdyż zrobiłam je telefonem kiepskiej jakości.

Acha, i jeszcze jedno. Chciałabym kiedyś tę książke przeczytać w oryginale. Zapewne sukces polskiego wydania w dużej mierze leży w przekładzie Doroty Jovanki Ćirlić. I Polski i Bośniacki to języki słowiańskie, więc zakładam że w tłumaczeniu dało się przemycić te subtelności i gierki językowe ^_^ Chwała Bogu za naszą przynależność etniczną!
Nie chciałabym czytać jej po angielsku, ale ciekawa jestem Japońskiego przekładu...? ;-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dumon i Duvet

czwartek, 20 listopada 2008 14:51



O jak Ojciec - temat rzeka! Ale ile razy gdzieś jedzie, a ja nie mogę jechać z nim, zawsze jakies słodkie (dosłownie!) drobnostki, pierdółki mi przywozi. Ostatnio częściej jeździ do Belgii, a tam - wiadomo - pyszna CZEKOLADA!(*-*) Byłam pare razy w Belgii, ale nigdy nie dłużej niż 1 dzień (a 3 lata temu byłam tam przez 20 minut i nawet udało mi się spotkać  koleżankę i chwilę pogadać ^_^) natomiast teraz to bym tam pojechała poprostu pooglądać te wystawy sklepów z czekoladkami...
Kiedyś było mi obojętnie jaką czekolade jadłam, byleby nie była z rodzynkami. MIlka, Terravita, Lindt - było mi wszystko jedno! Teraz już rozpoznam z zamkniętymi oczami Alpengold od Francka Duvet czy Dumon. Konsystencja tych czekoladek jaest znacznie lżejsza, łagodniejsza. Są bardziej aksamitne niż te na półkach a nie takie twarde. Do tego aromat zupełnie inny. Niebo w gębie!

W październiku przywiózł mi czekoladki  Stephana Dumon;


Tak ładnie wygląda, że aż chce się otwierać!;-)


A w środku takie maleństwa; Truskawka o smaku marcepanowym, naparstek pistacjowy.... OISHII!!



A wczoraj dostałam w metalicznie madżentowym pudełku czekoladki Francka Duvet...


...przepasane żółtą , sygnowaną wstążką ^_^


Niektóre czekoladki były podpisane; Cytrynowa, Herbaciana, Earl Grey...


Najbardziej ciekawi mnie tam "tęczowa". Smakuje jak tęcza?!?:-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

...i misia też

poniedziałek, 17 listopada 2008 12:54
       

                                                 

Taki widok miałam kilka dni temu pod naszym śmietnikiem...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

selekcja

niedziela, 16 listopada 2008 12:43



Czy tylko ja jestem zmęczona, znudzona i zirytowana 'wizażem' obecnego życia?
Ten kryzys... Nie będę o tym nudzić, ale nasuwa mi sie od tygodni myśl. Pieniądze mają 'pomagać'. Każdy ma prawo do o3mania ich za wykonaną pracę. Nie ma pieniędzy - >nie ma pracy -> nie ma pieniędzy. Czy naprawdę warto było? Tworzyć te wszystkie giełdy, banki, pożyczki i strategie ekonomiczne, skoro przychodzi moment "pewności siebie i pewności jutra", wydajemy wirtualne pieniądze w jednym miejscu na ziemii a cały świat cierpi.... Lekkomyślne barany! To nie można było tego szybciej przewidzieć?! Wielki kryzys w XX wieku już był. Czy my sie nigdy nie uczymy??
I jaki będzie następny krok? Wrócimy na 'stare śmieci', do tych samych strategii i za klikadziesiąt/naście lat to samo nas spotka??
Nie jestem eko(nomi), a jestem totalnie amatematyczna, dlatego wolałabym żeby ludzie co sie na tym znaja wymyślili coś bardziej trwałego. Ja tylko widzę ile jest teraz problemów. I nie mówie tu o swoim przypadku, bo mój jest raczej lajtowy.
Kryzys kryzysem, ale Hołowczyc ma swoja furę, Mucha bilet 1st class do Kolumbii, panna Hilton luncz w Hiltonie, kolacja w Las Vegas, wszyscy prezydenci zapewnioną kawę, herbatę i wodę każdego dnia. Swiat się kręci dalej.

Ładna mi selekcja naturalna! Gdyby zapytać drzewo o tę selekcję, padło by ze śmiechu!!

:-P


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

coolio piglet

sobota, 15 listopada 2008 18:41


3 dni temu miałam wyrywaną 8-kę. I to wydobywną spod dziąsła! Zagnieździła się tam wygodnie jak trup pod ziemią. Pan, który przeprowadzał tę 'zbrodnię' na mnie, nazwał ją (ósemkę) / go (ząb) 'chultajem'. Nie było by tak źle, gdybym ja nie miała swoich odwiecznych odruchów wymiotnych. Otóż juz wiem, że nie można  naciskać na moje dolne jedynki w dół, podczas gdy jestem w pozycji pionowej lub leżącej - w pozycji pół pion - pół leży, -nie jest najgorzej. I gdyby nie ten 'odruch' wszystko potoczyłoby się szybciej, bo Pan K. wziął by obcęgi (? dokładnej nazwy nie pamiętam, ale skojarzylo mi się z gwoździami...) i byłoby po krzyku. Tymczasem, NIE. Mój odruch wymiotny na to nie pozwalał, stres z tym związany nie pozwalał mi oddychac nosem, przez co się dusiłam. "Nie współpracuje Pani zemną..." ;-(O, boże. Próbowałam odtworzyć sobie coś miłego w głowie, więc - tak jak podczas operacji na początku tego roku-, próbowałam odtworzyć sobie mój ulubiony program z łyżwiarstwa figurowego. Tych 'ulubionych programów' mam więcej niż 1, więc nie było łatwo, a do tego "zacinałam się" z nimi - powtarzałam kilka razy z rzędu ten sam ruch (moment w którym trener mówi ostatnie słowa otuchy łyżwiarce i wysyła ja na środek lodu.) Po jakimś czasie, na pomoc przyszło radio, które do tej pory  puszczało jakieś zupełnie nieznane i nudne kawałaki. A tu, "Gangstas paradise"! Strzał w dziesiątkę! Tekst, który znam, łatwy beat no i miła melodia. Zaczęłam sobie "śpiewać" ( w głowie). to naprawde zadziałało: skoncentrowałam się na tekście, który wiadomo mózg musi sobie tuz przed wypowiedzeniem "przypomnieć". Do tego melodia którą znam i - przynajmniej kiedyś - lubiłam. Bez tych chaotycznych / kakofoniastych rytmów, zmian tępa itp, etc - czyli dość jednostajne = uspokajające i sprzyjające równemu oddechowi PRZEZ NOS !
Jednym słowem; TRANS.  Dzięki dźwiękom alfa tej ...piosenki (rap..) na jakieś 3 minuty wyrwałam sie duchowo z tego seledynowego fotela i, hyc, Pan K. wykorzystał moment i wydłubał mi chultaja tymi obcęgami, szczypcami, dłutem czy co to tam było!

Minęly 3 dni, ja siedzę w domu i wyglądam jak chomik, nie, jak piglet!:8 W środę na zdjęcie szwów. I mam nadzieję, że juz NIGDY WIĘCEJ nie będę musiała przeżywać takich bajeczek doustnych.
I żeby drugi raz w roku dać sie poriezać?? Naprawdę jestem dzielna...:-)

P.S. Zapomniałam dodać rzecz równie ważną; bolało pomimo znieczulenia. Tzn, nie czułam bólu wyrywanego zęba, ale czułam jak mi staw od dziąseł odchodzi i wychodzi daleko poza czaszkę,  gdyż tak Pan K. oparł się o niego by móc wyrwać 8cię bez użycia narzędzi, które budzą do życia mój odruch w. ...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Mama Afryka

poniedziałek, 10 listopada 2008 22:34



Konstruuję w głowie pewne "zdarzenie", pewną myśl ale póki co nie mogę się nią podzielić, gdyż jest zbyt chaotyczna nawet jak na mnie! I nie wiem, o co mi tak w gruncie rzeczy chodzi. Jedno jest pewne - to co mi codzi po głowie nie jest wesołe - ani z założenia, ani z wyglądu ani na żadnej innej płaszczyźnie. Ten blog, natomiast, jest z założenia moją weselszą stroną i wolałabym żeby tak zostało...
"Esa Noche" nie schodzi z listy przebojów, ale "dorzucam" klip  Chłopca Cezara - "Mama Africa". Proste i wesołe, a tych przymiotników  mi brakuje
:-/   (...) 

Jakość nie przoduje, ale to tylko jutiub! Ale z drugiej strony ciesze się że wogóle jest :0)

:-D(*-*):-)Chico Cesar - "Mama Africa" (tu znów Putumayo):-);-):-)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tej nocy dopiero początek....

niedziela, 09 listopada 2008 18:19



Dzień bez "Esa Noche", to dzień stracony! ;-) Zapraszam do obejrzenia, a zwłaszcza, wsłuchania się w dwie wersje LAJW tej 'cancionki'.
Tutaj "Esa Noche" z koncertu w MTVla, a aqui nieco późniejsze nagranie, które - mam wrażenie - jest bliższe sercom  niż hymn narodowy
(*-*)





Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Esa Noche

czwartek, 06 listopada 2008 17:42



No więc, po raz kolejny tej jesieni, na ratunek (bo zimno, szaro, wietrznie, ponuro, zimno, szaro...) wygrzebuję ze stosów płytotek rytmy 'latino'. Zaczęłam kolekcjonować muzykę Południowo Amerykańską (i związaną z językami Iberyjskimi) kiedy uczęszczałam na język Portugalski. Traktowałam to jak "przyjemne z pożytecznym"; powtarzanie i zapamiętywanie słów, wyrażeń i wogóle 'aklimatyzacja' z cieplutką, tańczącą kulturą. :-) Tak, to było prawie 4 lata temu... Rzecz w tym, że nigdy nie ciągnęło mnie w te klimaty; "Bueana Vista Social Club" - nie łapałam czaczy (a raczej salsy ;-)) gdy u nas w kinach robiła karierę. Portugalski - nawet nie pamiętam czemu chciałam się go uczyć. Teraz uważam, że wybrałam ten język podświadomie: mi zawsze zimno więc może język wychowany w słońcu wpłynie lepiej na mnie ^_^  W chwili obecnej nie pogłębiam znajomości 'portugues', ale jeszcze i na to przyjdzie pora, a właściwie częściowo już przyszła : jesień wokoło, więc - wracając do akapitu wyjściowego - wyciągam "dźwięki Iberystyczne" z nadzieją, że przypomną mi jakiej temperatury są promienie słońca, jak można ciałem ruszyć do rytmu i jak można udławić się spalonym piaskiem podczas śpiewania... Siłą rzeczy, przypominam sobie odmianę czasownika DAR (dawać). Tak więc, niechaj dzisiejszy dar będzie powtórką "dawania przyjemności innym" (podaj dalej i wracaj ;-))
Moja "cancion do dia" to
ESA NOCHE  Meksykańskiej grupy "Cafe Tacuba", znów z kompilacji PUTUMAYO, pt. "Music from the coffee lands" (i jak tu odmawiać sobie codziennej kawy?!?!) 

Kawowe Dźwięki

Muchos Bessos (*-*)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Lola

poniedziałek, 03 listopada 2008 13:51


Na youtube można obejrzeć teledysk do Loli. Zachwycać się, wg. mnie, nie ma nad czym, ale z drugiej strony trudno zarzucić "scenariuszowi" braku Polskości...

Lola.
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

jestem dziewicą

poniedziałek, 03 listopada 2008 13:44



Jadąc do Faterlandu na początku września, zasłyszałam w radiu piosenkę 'inna niż wszystkie'. Oczywiście, każde szanujące się radio nie podaje nazwy kapeli czy też tytułu kawałku. Może i dobrze, bo w takim wypadku należy mocno zadziałać szarymi komóreczkami  by zapamiętały jak najwięcej z tekstu i melodii, by potem odśpiewać fragment w empiku...
Ja zapamiętałam fragment "mam 19 lat a na imie mam Lola/ jestem dziewicą..." (i to akurat początek piosenki). Po powrocie do domu(przez ponad 3 dni musiałam nieźle stymulowac pamięć, by ten cenny fragment nie uleciał z katarem) wrzuciłąm tekścik w google, wyskoczył mi youtube (proste!) i teledysk do piosenki "Lola", duetu KASIA i WOJTEK. A potem tylko trochę pomęczyłam ekipkę empikowa by wynaleźli mi płytunię ^_^  "Lola" była wałkowana przez conajmniej 3 dni. Co mi sie w niej podoba? Słowianskość! Bez nacjonalizmu, fanatyzmu - poprostu. Akordeonik i śpiew przypominający trochę zawodzenie Bułgarskich kobiet ( a więc bardzo Słowiańskie :-) ). Cała płyta, rzekłabym, bardzo ogródkowa. (Dużo warzyw i ziemii w rolach drugoplanowych) "Lola" kojarzy mis się z "Chłopami" Noblisty, "Bożą Podszewką" i ogólnie Polską wsią, a na tle 'naszych' narodowych wypocin typu FEEL i beatów rodem z Harlemu, Bronxu czy innej "czarnej" dzielnicy, jest to miłe orzeźwienie
]:->

Jeszcze 3 tygodnie temu strona .pl KiW działała... no nic. Kto lubi Kazika, polubi i Lolę. Kazik w żeńskiej inkarnacji ;-)




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zaduszki-Śmierciuszki

niedziela, 02 listopada 2008 22:12



Tak, stało się. I tak się dzieje odkąd ludzie mają samochód i trwają w swej wierze i tradycji, która gna ich ku szybszej śmierci - Zaduszki.
Bez obrazy, ale co roku zastanawiam się nad "ironią"(?), celem (?!) tej podróży, na jaką porywa się niezliczona ilość Polaków każdego roku. Jadą na groby umarłych i jeśli docierają do cmentarzy to już jako ich mieszkańcy...
O to chodzi? Spotkać się z bliskimi tyleże już na "tamtym" świecie?... Co kieruje kierowców nad kierownicą, żeby kończyć na słupie, w rowie, w rzece a w efekcie w kostnicy i w trumience? I potem ktoś nieznany przechodzi obok takiego grobu i widzi datę urodzin i datę śmierci - 1.XI....

...
Ani smutne ani logiczne.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

tyle gości w gaju:  87 220  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 87220
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 620

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl