Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 228 217 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

pokój

wtorek, 27 stycznia 2009 13:20



Przez te dni wolne rozleniwiłam się całkowicie. Miałam 'usprawnic' swój rytm dnia i powrócic do prawidłowego spania, tymczasem jeszcze bardziej sie rozregulowałam... Szukam nowego hasok-dzib. Mój pokój jest w piwnicy, ma tyci okienko przez które światło ledwo przechodzi i do tego jest grzyb na ścianie. Ja potrzebuję duuużo światła i to nie jarzeniówek (bo takie mam w pokoju), ale światła słonecznego, dziennego, NATURALNEGO! Brak tej pdst rzeczy = źle funkcjonuję. Miałam ten problem w Krakowie, mam go i teraz, tyleże teraz jest ogromna bariera pod postacią języka...
W pokoju w którym się źle czuję, nie potrafię nic robić. Nawet sen nie jest db, czytanie jest nurzące, o uczeniu się nie wspomnę... Tak więc tak jak w Krakowie tak i teraz uciekam z książkami do czytelni (gdzie głowa z łatwością uderza o stół), do kawiarni gdzie miło ale zawsze zostawiam za dużo pieniędzy...
Tak więc pokój to podstawa. Teraz siedzę w "opuszczonym" pokoju na moim piętrze. Światło tu jarzeniowe, ale jakieś cieplejsze, bardziej miękkie. Problem leży w oknie - jest jeszcze mniejsze niż w moim pokoju a do tego obwarowane jest kratą. Jak w więzieniu! A! A do tego wychodzi na mur sąsiedniego domu, więc widok mam nieziemski - bardzo przy ziemii...
I gdzie mam odrobić moje zad. dom.???

p.s. jeżeli kabel jutro nie przyjdzie, pójdę do sklepu campusowego i poprostu kupię sobie podobny!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowy Rok

poniedziałek, 26 stycznia 2009 15:46



Dziś Sollal, Koreański (Chiński) Nowy Rok. 2 dni wolnego. Dla samotnych łejguginów trochę nudnawo, gdyż Sollal to bardzo rodzinne święta w Korei i wszyscy z Hasok-dzib powyjeżdżali zostałam tylko ja i Olga (z Władywostoka).
Tak więc nie będzie żadnych fajerwerków czy też tłumów na ulicy - właściwie przez cały dzień było pustawo, większośc sklepów pozamykana, kawiarnie tylko te bardzo Europejskie (jak "moja" ORATORIO - od 8 do 24) otwarte.
Nasza son-seng-nim (nauczycielka) powiedziała że nie znosi tego święta, gdyż to dla kobiet żadne 'wolne' - cały dzień siedzą w kuchni i pichcą, bo też o to chodzi w Solnal - jeść dużo! Mężowie w tym czasie ... siedzą przed TV (nie aż taka nowość..)
Tae, Japonka w grupie która ma narzeczonego Koreańczyka, lekko zamarła słysząc to; "That's my future!" - z przerzażeniem stwierdziła.
Ale son-seng-nim zapewniła ją, że stereotyp Sollal; żona w kuchni - mąż przed TV to cecha pokolenia powyżej 35 roku życia. Młodsze małżeństwa chętniej współpracują, a małżonkowie nie chcąc odróżniać się zbytnio od swych Zachodnich XY chętnie pomagają żoneczkom (*-*)

Son seng nim dodała też, że jej mąż raz na 2 tygodnie w niedziele odkurza.
...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

American Life

piątek, 23 stycznia 2009 14:55



Amerykanie mają niesamowite tempo! Stoję sobie w kolejce w kampusowym sklepie, wokół mnie same czarne główki w tym moja ruda, :-)czuję niemalże dumę z faktu że żadna z rzeczy jakie wybrałam nie są MADE IN CHINA gdy nagle dostrzegam, w tym homogenicznym tłumie, długi, szary płaszcz a do niego przyczepiona łysawa (niegdyś blond?) główka w okularach. I wielkie zęby zza szerokiego (jak ocean!) uśmiechu. W pierwszej chwili udawałam, że nie widzę - (nie spieszno mi do kontaktów z nie-azjatami, jeszcze nie tęsknię i, przede wszystkim, nie po to tu jestem....), odwróciłam głowę w stronę kalendarzy. Ale „łejgugin" nie poddawał się, znów mnie wyłapał i urósł przede mną jak góra - wysoki, szeroki, z hamburgerem zamiast brzucha, około 40-50 lat). Od razu o3małam mnóstwo pytań i odpowiedzi na pytania, których nie zadałam.

Amerykanin. (szeroki uśmiech).

Doktor psychologii (wielki uśmiech).

Od 4 miesięcy w Korei, wykłada psychologię (reklama colgate).

Przed nami stały jeszcze 2 osoby, a kolejka szła dość szybko więc mało czasu na rozmowę. Otrzymałam wizytówkę i „call me, we can have lunch together"

????  :-/

Po zapłaceniu, szybkie rozeznanie w terenie by znowu nie wpaść na pana McColgate. Podeszłam do stoiska z kosmetykami, ale sklep malutki, wszyscy wszystkich widzą, (chybże jest się Wietnamką szukającą właściwego ołówka...) i o3małam, nerwowym wzrokiem, „zaproszenie" by podejść bliżej. Tym razem „miguksaram" rozmawiał  , jak się okazało, ze swoją koreańską uczennicą a mnie przedstawił jako swoją „friend from Poland" i gdyby cała sytuacja odegrana została między ziomkami na terenie biało-czerwonym, można by rzeczywiście stwierdzić, że znamy się (do pewnego stopnia przynajmniej) już jakiś czas. Kto wie, może nawet jesteśmy więcej niż znajomymi?.. Dlatego też trochę nieswojo się poczułam; przecież dopiero się „poznaliśmy"!! A tu i wizytówka i „zaproszenie" na lancz i jeszcze dowiaduję się, że jesteśmy „przyjaciółmi"... Jak dla mnie zawrotne tempo. Wzięłam przykład z koreańskiej studentki; niewinny uśmiech i bardzo enigmatyczno - flegmatyczne reakcje.  8-)

3 minutowa rozmowa zeszła na temat podróży i języków. Pan psycholog zaraz jedzie do Japonii wygłosić referat o samobójstwach wśród studentów. Tajskiego uczył się, gdy mieszkał tam przez 6 miesięcy, ale baaaardzo trudny.  A ty jakie języki znasz? Ach japoński, angielski, portugalski i teraz koreański! Niesamowite!! I opowiedział nam 'dowcip';


„ How do you call a person that speaks 3 languages? - Trilingual.   :-)

How do you call a person that speaks 2 languages? - bilingual. :-)

And how do you call a person that speaks one language? - American" :-/

 

Znów zareklamował pastę colgate + zdolności amerykańskich ortodontów.  :-D

„It's sad but it's true". Uśmiech był już tak bolesny, że przeprosiłam moich rozmówców, 'ale mam jeszcze masę rzeczy do zrobienia'.

 

Do języków trzeba mieć cierpliwość i poświęcić im nieraz kilka lat (albo i więcej) przynajmniej kilka godzin tygodniowo, do tego systematyczność jest b. ważna - jak wiadomo.

Ja widzę jakąś więź między amerykańskimi FAST-foodami, nawiązywaniu przyjaźni w 3 minuty a nauką języków obcych.

 

...

 

P.S. kabel jeszcze nie dotarł, więc zdjęć na razie nie będzie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

krucjata

piątek, 16 stycznia 2009 13:29



Dziś rano, gdy szłam do szkoły padał śnieg. Było pochmurno, ale gdy o 13 kończyłam lekcje było nadal biało a do tego słonecznie.
Uwielbiam taka pogodę(*-*)

13 stycznia

 

Wtorki to niebezpieczny dzień na KLI. Po zajęciach (13.00), poszłam na mój mini-spacerek a potem powrotem do KLI żeby pouczyć się, przy ciepłym i zachęcającym świetle słonecznym. Zeszłam na pierwsze piętro (nasz parter) i kierując się na kanapy ujrzałam prześlicznego Koreańskiego „robaczka", (ok. lat 3) i wyszczerzyłam się na tyle aby nie przestraszyć malucha. Moja „czepliwa" natura zainteresowała, zdaje się, Mamę która spoglądając na mnie z uśmiechem coś szeptała do swojego męża (?). Oboje podeszli do mnie a za nimi 3 robaczki i 2 około-licealne dziewczynki. Wszyscy bacznie uśmiechnięci.

Mężczyzna (coś około 35-40 lat) dobrym angielskim zapytał skąd jestem, jak mam na imię poczym przedstawił siebie i swoją rodzinę. Okazało się, że jest pastorem (!). Już zaczynałam przeczuwać co się 'święci'... Pan 'Pastor' obiecał zająć tylko 20 minut. Zaczął od pytania, czy wierzę w Chrystusa -  z uśmiechem, bez wdawania się w szczegóły,  odpowiedziałam ; „tak". Czyli jestem Chrześcijanką? Znów z uśmiechem i znów bez wdawania się w szczegóły powiedziałam, że zostałam wychowana w wierze katolickiej (nacisk na wychowana). Potem było sporo, wg. mnie, nie wiele się różniących od siebie pytań dot. wiary Chrześcijańskiej i na większość odpowiedziałam „tak" lub „wiem", bez wdawania się w szczegóły no bo w końcu tylko 20 minut miało to zająć, a mój koreański cierpliwie czekał...

Pastor pokazał mi jakąś „ulotkę" (?) a w niej modlitwę. A dokładnie wyznanie wiary. Po angielsku. Stwierdził, że; „skoro wierzy Pani w Jezusa i została wychowana w wierze Jezusowej, to powinna Pani spełniać wolę Boską przekazaną przez Jezusa. Czy zgadza się Pani z tym?"

„tak" (znów bez wdawania się w szczegóły)

„Ach, dobrze. To może przeczytajmy razem wyznanie wiary? Spełni Pani wolę Boską a potem będziemy mogli wszyscy razem w kościele modlić się"

„..."

Do tego momentu  słuchałam cierpliwie (pytania, czytanie Biblii, tłumaczenia), ale gdy odczułam że ktoś „nakazuje" mi czytać razem (podczas gdy 2 z 4 osób tylko z uśmiechem lampią się wemnie) 'wyznanie wiary', po angielsku, na głos i to jeszcze „pastor" Koreański z kościoła którego nawet nazwy nie znałam, poczułam się co najmniej dziwnie, niekomfortowo i - co gorsze - przypomniał mi się bardzo znany w Polsce ruch Świadków Jehowy...

Powiedziałam (z ogromnym uśmiechem), że w Polsce mamy trochę inaczej brzmiące „WW", jest ono po polsku i mówimy je w myślach ( :8 )

Cała trójka okazała lekkie zaskoczenie i zmieszanie (jak ja przed chwilą ;-)), ale Pastor tylko zapytał czy zgadzam się z tym co tu napisane. Odp; tak. (b.w.s.w.sz).

Coś jeszcze później mówił, ja już nie specjalnie słuchałam. Koniec końców, sam ze zgrozą stwierdził że zajął mi prawie pół godziny (!!!) ale zaprosił do kościoła. „Czy przyjdzie Pani?"

No i tu już przestało mi się podobać. Odpowiedzieć „Nie" po tej całej „szopce" byłoby bezsensu nawet dla mnie, a do tego musiałabym wdawać się w.sz. na co czasu absolutnie nie miałam. Więc powiedziałam, że „być może (maybe)", „mam nadzieję (I hope to)"...

„Och, naprawdę? To może przyjedziemy po Panią samochodem, bo chyba pierwszy raz sama Pani nie trafi"

„(....?????) och, nie, nie, nie trzeba, proszę tylko napisać adres. Lubię spacery (prawda!) Na pewno trafię"

Narysował mapkę. Potem jeszcze zapytał o mój nr. telefonu na wypadek gdybym nie mogła się znaleźć. Powiedziałam, że nie używam telefonów( i tu gdyby w jakiś sposób 'naciskał' byłabym w stanie nawet powiedzieć, że religia mi tego zabrania!) a prawda jest taka, że jeszcze nie mam koreańskiego tel.

Z kontaktów zemną zadowolił się moim mejlem (mam nadzieję, że nie będę musiała zmieniać adresu!):-|

Upewnił się, czy na pewno przyjdę, ja mu odpowiadałam, że „postaram się, ale nie mogę obiecać. Jak nie w tą niedzielę, to być może w następną"

„Ach, ale jeśli nie uda się Pani, to spotkamy się tu (????!). Dobrze? Umówmy się. Ja tu jestem co wtorek (achaaa!?!?!) między 13.30-15.00. Możemy tu się spotkać i modlić (...)" obcy

To już nawet zaczęło mnie lekko bawić, aczkolwiek nadal miałam poczucie traconego czasu więc powiedziałam, że „ nie wiem, bo może będę chciała się spotkać ze znajomymi, albo zapewne będę szła na 'lancz'". Asekuracyjnie na koniec rzuciłam „jestem tu po to żeby się uczyć". Na koniec tylko zmówił 'modlitwę' w której podziękował Bogu, że przysłał mnie do Korei (a ja dziękuję, że samolot doleciał ^_^). Poszli.

Uff!..

Ale ochoty na uczenie się już nie miałam.

Zmieniłam piętro.

Usiadłam na skórzanym fotelu, wyciągnęłam książki, posiedziałam 2 minuty i doszłam do wniosku że zimniej niż  na dole.

Idę do domu!

Strzał w dziesiątkę!!! Oto w moim kierunku szedł Koreańczyk (ok. 45-50 lat). Uśmiechnięty, cały na czarno z neseserkiem. Zaczęłam się nieco szybciej ubierać.

„Dzieńdobry, skąd Pani jest?"

„Z Polski"

„ach, z Polski. Uczy się Pani Koreańskiego?"

„Tak. Ciombepkesymnida" ( jest to przywitanie, gdy spotykamy osobę po raz pierwszy)

„ach, tak. Ja jestem księdzem" Z uśmiechem wskazał ręką na fotel bym usiadła.

„Przepraszam ale spieszę się, jestem głodna (czy nie widzi, że się ubieram?!?!)

Trochę speszony ukłonił się, a ja w te pędy do drzwi wyjściowych!

 

Yonsei w końcu jest uniwersytetem Chrześcijańskim (biorę ogólnikowo, bez podziałów wewnątrz Chrz.) i nawet jest kościół na campusie, więc nie powinna dziwić „atmosfera" religijna w murach należących do Yonsei. A jednak w najbliższy wtorek o 13.05 wybiorę się prosto do sklepu. Obojętnie jakiego!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

kartony w oknach

czwartek, 15 stycznia 2009 11:52



10 stycznia 2009, Seul,  Sincion

 

Z powodu braku łączności z Internetem w moim pokoju (kabel mam, ale itak nie łączy, jeśli ktoś miałby jakieś wskazówki to chętnie wysłucham..) muszę korzystać z komputerów w KLI (Korean Language Institute) na uniwerku. Ogólnie miło, że na każdym z 5 pięter jest co najmniej 1 komputer dla powszechnego użytku, w tym na 2 piętrze (nasz parter) w korytarzu wydzielona jest przestrzeń z fotelami, stołami i 5 komputerami. Jedyny minus to taki, że znajduje się przy drzwiach wejściowych... Ręce mi zamarzają!:-o

Dziś mija tydzień odkąd tu przyjechałam. Pokój w którym mieszkam znajduje się jakby w „piwnicy" a okno ma szyby we wzorki i dość małe, do tego podwójne, więc jest trochę ciemnawo. Główne światło w pokoju (takie to obce dla mnie ;-) ) to jarzeniówka.  :-/

Natomiast w klasie nie tylko mamy jarzeniówki, ale okna są zabite kartonami (po co je w ogóle mają?!?). Zapytałam się mojej „onni" Ani S., która mieszka tu już ponad 6 lat, dlaczego w każdej klasie okna są (szczelnie, jak do remontu) zasłonięte kartonami. Odpowiedziała, że Koreańczycy, jak tylko trochę słońca wychodzi (od tygodnia świeci non-stop), od razu zasłaniają okna przez co panuje u nich półmrok, a rozświetlają pomieszczenia (na moje nieszczęście) jarzeniówkami.

Obawiam się, że ten element kulturowy będzie dla mnie wyjątkowo trudny do zniesienia. Nie mam nic przeciwko chodzeniu boso po domu, używaniu „wspólnych" klapek łazienkowych, podgrzewanym podłogom ( ^_^), charkaniu i spluwaniu na ulicy (byle nie we mnie), wyjątkowej (dla mnie) suchości powietrza i jeszcze wielu, wielu tajemnic „kraju spokojnego poranka" o których dopiero się dowiem

Ja lubię, kocham słońce. Zwłaszcza rano. Uwielbiam jak wpada przez okna do pomieszczeń i je ogrzewa, zasłonami można sobie „regulować" intensywność promieni. Sztuczne światło może być, ale jarzeniówek po prostu nie znoszę. Może nie byłabym tak przeciwna im, gdyby nie fakt że oczy mnie przez nie bolą i wysychają (plus suche powietrze zimowe, ahhh!!).

 

Pralka właśnie skończyła prać. Ku mojemu zdziwieniu woda w praniu była zupełnie zimna ( otworzyłam klapę  specjalnie by sprawdzić ^_^). Oprócz tego, że wszystko napisane w hangulu (pismo kor.) to obsługa naprawdę prosta; wsypać proszek , nacisnąć 3 guziki i za 45 minut pranie gotowe i odwirowane. Chyba polubię tę czynność ;-)

 

P.S. Ale dowiedziałam się, że jeśli chodzi o okna w klasach to są zasłonięte ponieważ trwa jakaś budowa na zewnątrz a nauczyciele dbają o to by nic nas nie rozpraszało
:-D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

koreański anioł

środa, 14 stycznia 2009 11:47


Ok, mam "już" internet! Trwało to ponad tydzień, ale okazało się że musiałam przekonfigurować system (?). Jak ja tego sama (z instrukcją obsługi od Tatusia) dokonałam ? Hmm.. chyba jestem genialna ^_^ Na kompie zapisałam pare notek w łerdzie, oto jedna z nich:

4 stycznia 2009, Korea


 Mama powiedziała by, że „opatrzność czuwa". Po namyśle powiedziałabym, że „w Helsinkach anioł usiadł koło mnie".

Anioł jest pochodzenia koreańskiego, nazywa się Dzi-Su, ma 23 lata i jest dziewczynką jak ja J

W samolocie uspokajała mnie, że na pewno dolecimy cało i zdrowo. Wytłumaczyła mi, że jeśli zdarzają się wypadki to w chmurach albo około lądowania. Pokazała mi co i jak działa wokoło siedzenia i jak jeść pochodzenia koreańskiego 'posiłek pokładowy'.

Dzieliła się zemną kremem do rąk, gdy nagle stwierdziłam że wyschły jak gałązki.

Po wylądowaniu zaczęła mi tłumaczyć, jak dojechać na mój uniwersytet a  w końcu zadzwoniła tam po dokładne wskazówki i się okazało, że nikt mnie nie przywita w KLI ponieważ w soboty zwykle nie pracują ... Tu wpadłam w lekką panikę, no bo przecież wysyłałam mejle i napisałam kiedy będę a okazuje się że nikt-nic-nie wie!

Aniołek z uśmiechem stwierdził, że nie ma problemu „będziesz spała u mnie" (?!)

Według mnie sprawa wyglądała dość niezręcznie, ponieważ  bez uprzedzenia miałam pojawić się w domu jej rodziców i spać tam 2 noce, a dodatkowo jej rodzina obchodziła  rocznicę śmierci dziadka więc moja obecność tam była co najmniej zbędna. :-/ ALE, Dzi-su zapewniła mnie, że nie ma problemu. Rodzice z uśmiechem mnie przywitali (a co mieli zrobić?) i nakarmili. Potem przyszła reszta (męskiej) rodziny i zaczął się (dla mnie) nietypowy obrzęd składania hołdu zmarłemu. Parawan z chińską kaligrafią zasłaniał ogromną plazmę (prezent od córeczki), a pod nim na płaskim podłużnym stole leżała ogromna ilość przeróżnego jedzenia. W obrzędzie przeważała liczba 3; 3 pokłony w odstępie kilku minut, 3 stuknięcia w miseczkę do ryżu, 3 kadzidła, 3 męskich potomków biorących czynny udział wokoło parawanu. Pani domu? Oczywiście w kuchni, zdążyła tylko na jeden pokłon. Seniorka rodu (coś ponad 80 lat) siedziała na krześle przy stole, zwolniona z obowiązku.

Po złożeniu hołdu, należało odczekać około 5 minut i można było zabrać się za jedzenie. Po raz pierwszy w życiu jadłam typowo koreańskie żarełko bardzo koreańskim sposobem, tymi ich czadowymi metalowymi pałeczkami. Bałam się, że będzie trudno nimi jeść ale w sumie dałam radę tak samo jak każdymi innymi J Najbardziej smakowała mi kapusta w musztardzie z orzechami.( Mniaaam. )Moja aklimatyzacja w Korei następuje zatem dość szybko i bezboleśnie, gdyż anioł czuwa i tłumaczy mi (po angielsku) wszelkie niejasności.

Nie chcę myśleć co by było gdyby w samolocie ktoś inny usiadł koło mnie...

 0:-)

Oto parawan ze stołem jedzenia, w hołdzie zmarłemu;



bliżej...



Obok czajniczka, po lewej, "instrukcja obsługi rytuału"...   ^_^



Następnego dnia, Dzi-Su zabrała mnie na gofry z lodami z zielonej herbaty i na film (który ponad rok temu leciała na canal +, ale nigdy nie udało mi się go obejrzeć)  "Głowa w Chmurach" z Penelope Cruz, Charlize Theron i Stuart Townsend.

A oto mój Anioł!  ^_^




0:-)

To był dobry początek!!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

niedziela, 19 lutego 2017

tyle gości w gaju:  85 826  

O mnie

Jestem dla siebie najlepszym sojusznikiem i najsprytniejszym wrogiem jednocześnie.
Studiuję Orientalistykę i nie mam zamiaru na tym kończyć!
Bogate plany na przyszłośc? - A jak!!
^_^

O moim bloogu

Pochodzę z Gdyni, ale pomieszkuję w Seulu. Ten blog jest o tym wszystkim co jest w Polsce i Korei i tym co po drodze i dookoła. Zapraszam do czytania i komentowania ^_^

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 85826
Wpisy
  • liczba: 290
  • komentarze: 618

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl